Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Co cię nie zabije, to cię wzmocni

Przez tysiąclecia ludzie nauczyli się metodą prób i błędów, które rośliny są dobre do jedzenia, a których najlepiej unikać. Najczęściej wzorcem był „jadłospis” zwierząt.
Wiadomo – muchomora się nie je, ani cebulek kwiatów czy śnieguliczek, ale - o dziwo! - niektóre jedzone na co dzień produkty, mogą wyprawić człowieka na tamten świat.

Dendrocnide moroides
              Jest to roślina z rodziny pokrzywowatych. Występuje w Australii, zwłaszcza w stanie Queensland, poza tym na Wyspach Korzennych i w Indonezji. Rośnie w lukach lasów deszczowych i w innych miejscach nasłonecznionych, osiąga wysokość nawet 4m. . Posiada bardzo niebezpieczne włoski parzące, powoduje przy dotknięciu silne pieczenie i ból, u ludzi mogący się utrzymywać przez wiele dni, a nawet miesięcy. Włoski przenikają także przez odzież. W przypadku poparzenia zalecane jest usuniecie włosków z poparzonej skory, np. przy pomocy wosku. Niektóre, zamieszkujące Australię gatunki zwierząt są odporne na poparzenia, a nawet żywią się tym gatunkiem rośliny.
             Nie odnotowano śmierci człowieka w wyniku poparzenia, ale świnie, konie, psy wyzionęły ducha. 

Cykuta
             Jest to jedna z najbardziej znanych roślin trujących w historii, ponoć po jej zażyciu zmarł Sokrates. Wszystkie części rośliny zawierają alkaloid (koniina), któy powoduje bóle brzucha, wymioty i postępujące porażenie ośrodkowego układu nerwowego. Znana jest też pod nazwami - kasza diabła, trujący bób lub zatruta pietruszka. 

Jabłka
             Jeśli co do zdrowotnych właściwości jabłek nie ma wątpliwości, to od pestek trzeba się trzymać z daleka. Zawierają glikozydy cyjanogenne, duża ich ilość może spowodować nawet zgon. 
 
Fasola Castor (rącznik)
             Nasiona zawierają wysokie stężenia rycyny, jednej z najbardziej toksycznych substancji. Jest tak zabójcza, że może być stosowana jako broń biologiczna i jest sklasyfikowana jako broń masowego rażenia. Jedno ziarno może zabić dorosłego cz łowieka w ciągu kilku minut.
            Rącznika jest często uprawiane w celach dekoracyjnych.

Wilcza jagoda
            Gatunek rośliny z rodziny psiankowatych (Solanaceae). Ma wiele nazw zwyczajowych: wilcza wiśnia, wilcza jagoda, psinki, leśna tabaka, belladonna. Występuje w Europie, Afryce Północnej, Azji Zachodniej. W Polsce także roślina uprawna i dziczejąca.
           Nazwa mówi wszystko - zarówno liście i jagody tej rośliny są bardzo toksyczne. Ma długą, barwną historię stosowania jako trucizny. Z rodziną psiankowatych spokrewnione są również ziemniaki, pomidory, bakłażany i papryka chili. Wszystkie te rośliny zawierają toksyny, zazwyczaj w liściach








sobota, 26 kwietnia 2014

Niewidomi przekraczający bariery niepełnosprawności

             Niepełnosprawność czy wręcz kalectwo wcale nie muszą być barierą nie do pokonania w „normalnym” życiu. Dokonania niektórych „sprawnych inaczej” osób budzą podziw. Upośledzeni przez los lub nieszczęśliwy wypadek niewidomi, dobitnie to udowadniają. 

Rahsaan Roland Kirk – multiinstrumentalista
           Wielu niewidomych muzyków osiągnęło światową sławę, wystarczy wspomnieć choćby takie nazwiska jak Ray Charles, Stevie Wonder czy Andrea Bocelli. Nieco mniej znany jest jazzman Rahsaad Roland Kirk. Urodził się w Columbus, w stanie Ohio (USA) w 1935 r., zmarł w 1977 r. Wzrok stracił w dzieciństwie, a powodem była zła opieka lekarska. Pod koniec lat 50. po ataku serca został częściowo sparaliżowany, ale to nie stanowiło dla niego znaczącej przeszkody.
           Mistrzowsko opanował grę na wielu instrumentach, m.in. flecie, klarnecie, saksofonie, trąbce, harmonijce i całym zestawie innych instrumentów dętych. „Grał” również na zegarkach czy wężach ogrodowych. Słynął ze swojej witalności na scenie, przekomarzał się z widzami, a czasem dmuchał w kilka „dęciaków” jednocześnie. 

 Pete Eckert – fotograf




















             Wzrok zaczął tracić w wieku 30 lat, w wyniku bardzo rzadkiej choroby. Studiował w Bostonie i San Francisko rzeźbę, wzornictwo przemysłowe, projektowanie, był też ekspertem i trenerem sztuk walki. Uczył nawet wtedy, gdy zupełnie oślepł. Znalazł też sobie nową pasję – fotografię. Posługuje się najczęściej kamerą na podczerwień, stosuje również technikę podwójnej ekspozycji i długiego naświetlania kliszy. Do wizualizacji fotografowanych obiektów wykorzystuje pozostałe zmysły, głównie słuch.









John Bramblitt – malarz



              39-letni amerykański artysta wzrok stracił w 2001 r. , w wyniku powikłań po padaczce. Wcześniej nic nie wskazywało na to, że ma wybitny talent malarski. Malowanie stało się dla niego terapią, a wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania. Kolory farb rozróżnia dotykowo, miesza je, potem maluje swoją fakturową techniką, zwaną „stylem Bramblitt”, szczególnie przydatnym niewidomym. 





Mark Anthony Riccobono - kierowca wyścigowy
               Amerykanin testuje technologie wykonawcze i programy edukacyjne dla niewidomych Federacji Narodowej USA. Trzy lata temu zupełnie samodzielnie przejechał tor wyścigowy Daytona Motor Speedway w unikatowo wyposażonym Fordzie Escape Hybrid. Samochód prowadził w specjalnych rękawiczkach odbierających wibracje od laserowych czujników, sygnalizujące „wymapowaną” komputerowo trasę. Miał też możliwość kontrolowania prędkości, a na torze ustawiono niezapowiedziane przeszkody. Tor pokonał bez najmniejszej kolizji! 
 
Erik Weihenmayer – sporty ekstremalne
            34-letni Amerykanin jest pierwszym niewidomym, który zdobył na szczyt Mount Everest (2001 r.). Wspiął się na siedem najwyższych szczytów, na siedmiu kontynentach, w tym Kilimandżaro i Mount McKinley.
           Wzrok zaczął tracić w dzieciństwie, w wieku 13 lat, ale nie chciał zmieniać swoich upodobań i stylu życia. Próbował grać w piłkę, trenował wrestling, w Boston College ukończył anglistykę, został nauczycielem i jednocześnie trenerem niedowidzących. Jakby tego było mało Eric jest zapalonym akrobatą, fanem długodystansowych wypraw motocyklowych, maratończykiem i narciarzem. Jak on to robi?! 
 
Marla Runyan - lekkoatletka


            Mimo swojej prawie zupełnej ślepoty wzięła udział w w igrzyskach olimpijskich w Sydney (2000 r.), rywalizując z pełnosprawnymi sportowcami. W biegu na 1500 m zajęła ósme miejsce i była najlepsza z Amerykanek.
             Wzrok zaczęła tracić wieku ośmiu lat, w wyniku degeneracji plamki żółtej. Marla Runyan jest trzykrotną mistrzynią USA w biegu na 5000 m. Zdobyła cztery złote medale w letnich Igrzyskach Paraolimpijskich w 1992 roku (Barcelona). W 1996 r. w Igrzyskach Paraolimpijskich (Atlanta) zdobyła srebro w pchnięciu kulą i złoto i w pięcioboju. Marla Runyan dzierży rekordy Igrzysk Paraolimpijskich na 100m, 200m, 400m, 800m, 1500m, w skoku wzwyż, skoku w dal i pięcioboju. W 2001 roku opublikowała swoją autobiografię „No Finish Line: My Life As I See It"




Joseph Plateau - fizyk
             Joseph Antoine Plateau (ur. 14 października 1801, zm. 15 września 1883) - belgijski fizyk. Autor prac dotyczących głównie teorii barw i teorii widzenia. W latach 1828 -1832 odkrył i opisał zjawisko stroboskopowe. W roku 1832 zbudował pierwszy stroboskop. Jako pierwszy w 1843 roku przeprowadził doświadczenie Plateau (nazwane tak od jego nazwiska), w którym określił on doświadczalnie wpływ sił napięcia powierzchniowego na kształt powierzchni błonek cieczy. Plateau wynalazł (niezależnie od Simona Stampfera) w 1833 r. fenakistiskop, stwarzający iluzję ruchomych obrazów.
           Wzrok stracił około 1871r. … obserwując słońce. Patrzył na nie 25 sekund. Było to częścią eksperymentów z siatkówką. 

Christopher Downey - architekt
            Wzrok zaczął tracić w 2008 r., co było wynikiem guza mózgu. W swojej pracy używa specjalistycznego sprzętu, m.in. zaprojektowanej dla ludzi niewidomych drukarki, komputera reagującego na komendy głosowe czy specjalnych „nici” do rysowania. Obecnie Downey jest szanowanym architektem i konsultantem wyspecjalizowanym w projektowaniu wnętrz przystosowanych do potrzeb osób niewidzących.
           I kto tutaj jest niepełnosprawny?! W porównaniu z nimi, ja na pewno.







czwartek, 24 kwietnia 2014

Pieniądze i zakaźne choroby

             Powszechne jest przekonanie, że banknoty są jednym wielkim siedliskiem brudu, wylęgarnią bakterii.
           Naukowcy z Nowego Jorku przeanalizowali banknoty jednodolarowe i wyszczególnili na nich 3000 rodzajów bakterii. Większość to zarazki powodujące trądzik, chorobę wrzodową, zapalenie płuc, zatrucie pokarmowe i gronkowca. Potwierdzają to lekarze. Pieniądz papierowy jest jednym z najczęściej przekazywanych produktów w skali całego świata. Szacuje się, że cykl życia banknotu jednodolarowego to 21 miesięcy. W tym czasie może on trafić do niezliczonej ilości rąk. 
              Naukowcy nie byli by sobą, gdyby nie odkryli coś wręcz przeciwnego. Mikrobiolodzy z z różnych części świata (Australia, Nigeria, Meksyk, Chiny, Nowa Zelandia, USA (!), Wielka Brytania) przebadali ok. 1300 banknotów. Stwierdzili, że pieniądze w żaden sposób nie zagrażają zdrowiu ich posiadaczy.
              I bądź tu mądry!



poniedziałek, 31 marca 2014

Jestem człowiekiem i nic co zwierzęce nie jest mi obce

             Protetyka zmieniła życie ludzi niepełnosprawnych i upośledzonych przez los, ale dopiero stosunkowo niedawno sztuczne kończyny mogą otrzymać również zwierzęta. Umożliwia się w ten sposób „normalne” życie tym domowym i gospodarskim, ale również szansę przetrwania dostają zagrożone gatunki. 
              45-letnia żółwica Tuly, była pogrążona w zimowej hibernacji, gdy jej łapę pożarły szczury. Weterynarze z Norfolk Tartoise Club w Norwich (Anglia) zrobili dla niej protezę. Wykorzystali kółko od traktora - zabawki. Co ciekawe, żółwica porusza się teraz szybciej niż jej zdrowi pobratymcy.
 
                Zielony żółw morski – Allison – stracił płetwy po ataku rekina. Protezą jest „ster”, który umożliwia utrzymywanie równowagi i zmianę kierunku pływania. Allison może pływać jedynie w ciasnych kręgach, ale lepsze to, niż nic. Co ciekawe żółw tak się przywyczaił do swojego „garnituru”, że wyraźnie „protestował”, gdy chciano mu go zdjąć. Uciekał jak najdalej! 





               „Pani delfin” Fuji, będąca atrakcją akwarium na Okinawie, zachorowała na martwicę. W rezultacie trzeba jej było amputować cały ogon. Od producenta opon Bridgestone otrzymała bezpłatnie gumowo-silikonową protezę, a jej koszt wyniósł wtedy 80 tys. euro.
              Podobny przypadek miał miejsce w Clearwater Marine Aquarium w Clearwater na Florydzie. Delfin stracił ogon, gdy wpadł w pułapkę na kraby. Również otrzymał protezę. 
 
            Beauty (Piękna) to samica bielika amerykańskiego, której część dzioba odstrzelili kłusownicy. Ptaka znaleziono na alaskańskim wysypisku śmieci, gdzie umierał z głodu. Protezę z nylonowych kompozytów wykonali inżynierowie z Birds of Prey Northwest w Idaho, którzy dzięki technice 3D. Teraz „Piękna” może sama zadbać o pokarm. 






               Pies Cassidy przez lata żył na ulicy, często walcząc z innymi psami. Prawdopodobnie w jednej z takich potyczek stracił łapę. Gdy go znaleziono był brudny i owrzodzony. Umieszczono go w lokalnym schronisku i tam zajął się nim dr Denis Marcellin-Mała, profesor chirurgii ortopedycznej na North Carolina State University College of Veterinary Medicine. Proteza, którą otrzymał, jest tak zaawansowana technicznie, że podobna technologia może być wykorzystana dla ludzi.
              Cassidy znalazł nowy dom i jest szczęśliwy. Uwielbia trwające godzinami spacery, szczególnie na plażę.
 
            Kot Oscar drzemał na polu kukurydzy, gdy najechał na niego kombajn i obciął mu obie tylne łapy. Protezy dla zwierzęcia wykonał Noel Fitzpatrick, specjalizujący się w chirurgii weterynarz z Surrey w Wielkiej Brytanii.





              Uzonca, samica bociana, straciła dziób w nieznanych okolicznościach. Trafiła do lecznicy weterynaryjnej w miejscowości Uzon, niedaleko Bukaresztu w Rumunii. Po pięciu wstępnych operacjach ostatecznie udało się dopasować protezę.
 
            Nowy dziób z żywicy syntetycznej otrzymał również węgierski bocian, w szpitalu dla zwierząt w Hortobágy, niedaleko Budapesztu. 40% jego pacjentów wraca do życia w naturalnym środowisku. 















 
            50-letni słoń Motala stracił stopę, po wybuchu miny przeciwpiechotnej. Trafił do szpitala dla słoni w Lampang w Tajlandii, gdzie przygotowano dla niego odpowiednią protezę.
















               Słoń Chhouk, jeszcze jako „dziecko” został znaleziony przez ekologów w lasach Kambodży. Przednia lewa noga wciąż tkwiła w pułapce, którą założyli kłusownicy. Weterynarze nie mogli mu jej uratować, ale sprezentowano mu protezę. 
 

             Miniaturowy kucyk KBuck stracił oko po przypadkowym kopnięciu przez matkę. Jego „urodę” poprawiło sztuczne oko. 











               Cielę „Łąka” otrzymała protezy tylnych nóg, które straciła w wyniku odmrożenia. Zajmował się nią 15-osobowy zespół wykładowców i studentów ze szpitala weterynaryjnego Colorado State University.
              O naszym człowieczeństwie świadczy ponoć stosunek do zwierząt. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by tak ratowane zwierzęta wylądowały potem na naszych stolach jako schabowy czy pieczeń rzymska.



wtorek, 4 marca 2014

Prawdziwy, niezłomny bohater

             Terrence Stanley Fox (ur. 28 lipca 1958 r., zm. 28 czerwca 1981 r.) był kanadyjskim lekkoatletą
i działaczem na rzecz walki z nowotworami. Uznawany jest za jednego z największych bohaterów narodowych Kanady.
            Jako student zamierzał zostać nauczycielem wychowania fizycznego. W wieku 22 lat w wyniku choroby nowotworowej, amputowano mu prawą nogę powyżej kolana. Nie dość, że się nie załamał, to jeszcze zdecydował się przebiec w poprzek Kanady, od jej Wschodniego do Zachodniego wybrzeża. 
            W czasie biegu, nazwanego Marathon of Hope (Maraton Nadziei), zbierane były składki na fundusz walki z nowotworami. Terry Fox rozpoczął swój bieg 12 kwietnia 1980 r. w St. John's na Nowej Fundlandii. Symbolicznie zanurzył protezę w Oceanie Atlantyckim i napełnił wodą kanister. Zamierzał ją wylać po ukończeniu biegu, na brzegu Oceanu Spokojnego.
Nastąpiły przerzuty do płuc i biegacz został zmuszony do przerwania niecodziennego maratonu 1 września 1980 r., w okolicach Thunder Bay w zachodnim Ontario, po przebiegnięciu w ciągu 143 kolejnych dni 5300 km, przez Nową Fundlandię, Nową Szkocję, Wyspę Księcia Edwarda, Nowy Brunszwik, Quebec i Ontario. Każdego dnia biegł około 42 kilometrów - długość klasycznego maratonu. Wkrótce po przerwaniu Maratonu Nadziei, Terry Fox zmarł.


             Ostatni, 83-kilometrowy odcinek trasy, który Fox pokonał już z największym trudem, został nazwany na jego cześć Terry Fox Courage Highway. Tam mieści się jego pomnik, inny postawiono w Ottawie.
              Zainteresowanie mediów jego biegiem przysporzyło mu olbrzymią, wręcz legendarną popularność. Pośmiertnie został laureatem wielu nagród. Do dzisiaj w Kanadzie i USA, organizowane są tzw. Terry Fox Run - zespoły imprez składających się z maratonów, różnego rodzaju biegów i marszów, w wielu przypadkach na symbolicznych dystansach. Podczas ich trwania zbierane są datki na cele związane z badaniami nad nowotworami. Coroczny Terry Fox Run odbywa się także w innych krajach świata, w tym Polsce (Warszawa). Do tej pory w wyniku tych przedsięwzięć zebrano grubo ponad 400 milionów dolarów.
              Terry Fox został bohaterem kanadyjskiego filmu fabularnego „The Terry Fox Story” zrealizowanego w 1983 r. W 2005 r. Douglas Coupland opublikował książkę pod tytułem „Terry”. Jest to rodzaj albumu fotograficznego o życiu Foksa i jego Maratonie Nadziei, opatrzonego krótkimi komentarzami i esejami. W tym samym roku Don McBrearty nakręcił film o takim samym tytule, w którym główną rolę zagrał Shawn Ashmore.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Starość nie radość

             Mieszkająca w Filadelfii 43-letnia Isa Leshko jest autorką projektu fotograficznego „Stare zwierzęta”. Konfrontacja z przemijaniem, śmiercią, chorobą i starością była dla niej osobistą traumą, gdyż przez rok opiekowała się cierpiącą na Alzheimera mamą. Ze względów etycznych nie fotografowała ludzi dotkniętych tą chorobą, gdyż jak sama mówi, ma duże zastrzeżenia do zdjęć ludzi, którzy nie są w stanie wyrazić na to świadomej zgody. Wykonała jednak cykl portretów ludzi w podeszłym wieku, a potem (2011 r.) projekt rozciągnęła na zwierzęta. 

 

 
 
             Wybrała zwierzęta gospodarskie i domowe, a głównym celem przedsięwzięcia było zwrócenie uwagi na ich los i sposób traktowania przez ludzi. Spędzała z nimi dużo czasu, czasem kilka godzin leżąc na ziemi obok nich. Przyzwyczajały się do jej obecności, były bardziej naturalne, nie bały się. Kilka z fotografowanych zwierząt zmarło kilka tygodni lub miesięcy później.





niedziela, 19 stycznia 2014

Diabelski wulkan w Indonezji

           Ijen to kompleks czynnych wulkanów we wschodniej części Jawy, w Indonezji. Składa się z wielu kraterów znajdujących się w starej kalderze o średnicy ok. 20 km. Kaldera to wielkie zagłębienie w szczytowej części wulkanu, powstałe wskutek gwałtownej eksplozji niszczącej górną część stożka wulkanicznego, albo wskutek zapadnięcia się stropu komory pomagmowej wraz ze stożkiem wulkanicznym. W wyniku dalszej działalności wulkanicznej w kalderze przeważnie tworzy się nowy stożek wulkaniczny. 
               Jednym z wulkanów jest Kawah Ijen. W jego kraterze znajduje się turkusowe, kwaśne jezioro o średnicy ok. 1 km, które dosłownie „zionie” siarką. Wewnątrz krateru zamontowano ceramiczne rury, którymi odprowadzany jest wulkaniczny, siarkowy gaz, który po schłodzeniu zmienia się w ciemnoczerwoną ciecz, a następnie tężeje tworząc jaskrawo żółte bloki niemal czystej siarki.
                W oparach żrącego dymu, robotnicy prymitywnymi narzędziami rozbijają większe fragmenty siarki na małe odłamki, które zmieszczą się do bambusowych koszy. Te tragarze wynoszą najpierw 300 metrów w górę, na krawędź krateru, a następnie 3 km w dół do najbliższej wioski.
              Tragarze w gumiakach (czasem w zwykłych klapkach) i ręcznikach zasłaniający usta oraz nos, pokonują tę trasę 2-3 razy dziennie. Ciężar, który dźwigają, zwykle przekracza ich własną wagę. Zarobek jest mizerny, a uszczerbek na zdrowiu olbrzymi. Rzadko żyją więcej niż czterdzieści lat.
             Erupcje wulkanu notowane są od 1796 r., ostatnia miała miejsce w 2002 r.




wtorek, 7 stycznia 2014

Karzeł i olbrzym w jednym ciele

           Adam Rainer (ur. 1899, zm. 4 marca 1950) był jedynym człowiekiem na ziemi, który cierpiał zarówno na karłowatość jak i gigantyzm.
 
           Urodził się w Graz (Austria). W wieku 21 lat mierzył zaledwie 118 cm, ale jedenaście lat później miał już 218 cm wzrostu. Rósł dalej, gdy zmarł mierzył 234 cm.
          W ciągu dorosłego życia urósł 117 cm, czyli 3,6 rocznie.













 
              Szczegóły jego życia są bardzo mało znane. Wiadomo, że niesamowite tempo wzrostu tak osłabiło jego organizm, że większość czasu spędzał w łóżku. Praktycznie został do niego przykuty.
             Adam był jedyną osobą w historii medycyny, która została zakwalifikowana zarówno jako karzeł i jako olbrzym. Anomalie wzrostu, spowodowane były prawdopodobnie, uszkodzeniem przysadki mózgowej.



piątek, 22 listopada 2013

Prawdziwa, godna podziwu, superwoman

               Zdjęcia Amerykanki Elizabeth Ann Velasquez, (ur. 13 marca 1989 r. w Austin - Teksas), znanej jako Lizzie Velásquez, krążą w necie i często „niekumaci” robią sobie z niej „podśmiechujki”. Okrzyknięto ją nawet „najbrzydszą kobietą świata”. 
 
            Lizzie ma zaledwie 24 lata, ale wygląda na wynędzniałą staruszkę. Jej waga waha się w granicach 27 kg i nie może przytyć, mimo że dziennie „przyswaja” ok. 8000 kalorii. Jej organizm zużywa energię w niebywale szybkim tempie - dziewczyna musi jeść średnio co 15 - 20 minut.














               Jej zdrowotne problemy ciągną się od dzieciństwa. Urodziła się cztery tygodnie przed terminem, ważyła zaledwie ok. 1,5 kg. W wieku czterech lat straciła wzrok w prawym oku. 
 
 
             Odwiedziła dziesiątki wybitnych specjalistów i żaden nie zdiagnozował podłoża choroby, która jest podobna do progerii (genetycznie uwarunkowany zespół charakteryzujący się przyspieszonym procesem starzenia).
            Zaraz po urodzeniu lekarze nie dawali jej wielkich szans na przeżycie. Matce powiedziano nawet, że jeśli dziecko nie umrze, to nigdy nie nauczy się mówić ani chodzić i będzie całkowicie uzależnione od rodziców. 











                Samozaparcie kobiety godne jest prawdziwego podziwu. Lizzie Velasquez ukończyła studia w Texas State University (komunikacja międzyludzka), opublikowała dwie książki poświęcone swojej walce z chorobą, a także od 7 lat prowadzi cieszące się duża popularnością zajęcia motywujące.
               Przekonuje, że ludzi nie można oceniać po wyglądzie, a siebie trzeba akceptować takim, jakim się jest.