Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DOM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DOM. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 grudnia 2013

Piękno, wielkość, kicz i śmieszność

               Architekt, jak prawdziwy artysta, czasem puszcza „wodza fantazji”. Konstrukcje na całym świecie zadziwiają i pięknem, i niecodziennością. W Polsce również spotkać można dosłownie „domy postawione na głowie”, czy jakieś odjazdowe, zrealizowane koncepcje. Jasne, że o lusterkowych i zdobionych odłamkami porcelany fasadach, nie ma co wspominać.
              To tylko niektóre z odlotowych koncepcji. 
Krzywy domek - Sopot
               Budowa budynku rozpoczęła się w styczniu 2003 r.,a w grudniu był już gotowy. Inspitacją dla architektów były rysunki Jana Marcina Szancera (artysta i ilustrator książek dziecko) i prace Pera Dahlberga (szwedzki malarz mieszkający w Sopocie).
Basket Building (Ohio, Stany Zjednoczone)
            Budynek ma kształt kosza piknikowego i znajduje się Newark. Jest siedzibą urzędu Longaberger Basket Company. To zrealizowana wizja założyciela firmy, Dave'a Longabergera, a postawiono go w 1997 r. Budowa trwała dwa lata, koszt – bagatela! - 30 milionów dolarów. 
Biblioteka Publiczna w Kansas City (Missouri, Stany Zjednoczone)
               Fasadą oryginalnego budynku z 1873 r., są grzbiety książek wybranych przez mieszkańców miasta, jako „reprezentatywne” i „najlepsze”. Projekt biblioteki publicznej w Kansas City przygotowała firma Dimensional Innovations. Grzbiety książek wykonane są z folii poliestrowej, a mierzą 25 x 9 m. Wśród eksponowanych tytułów są m.in. „Przygody Hucka Finna” Marka Twaina, „Władca Pierścieni” Johna Tolkiena, „Romea i Julia” Williama Szekspira czy „Paragraf 22” Josepha Hellera.
             Fasadę budynku wykonano w 2005 r. 
Hang Nga Guesthouse, czyli Crazy House (Szalony Dom, Wietnam)
             Dom w Da Lat jest własnością córki byłego prezydenta Wietnamu, który studiował architekturę w Moskwie. Projekt budynku przypomina ogromne drzewo, zawierające rzeźbione elementy jak: zwierzęta, grzyby, pajęczyny i jaskinie. Architekt Dang Viet Nga przyznał, ze jego inspiracją były prace katalońskiego mistrza Antonio Gaudiego, ale niektórzy dostrzegają również wpływy Salvatore Dali i Walta Disneya . Od momentu otwarcia w 1990 roku, budynek zyskał uznanie dla swojej unikalnej architektury i jest wymieniany w wielu przewodnikach jako jeden z najbardziej :dziwacznych” budynków na świecie.
            Obecnie mieści się w nim pensjonat, cena za nocleg 30 – 70 dolarów od osoby. 
Fuji budynek telewizji (Tokio, Japonia)
             Futurystyczny budynek zaprojektował Kenzo Tange. Przeprowadzka do nowego miejsca nastąpiła 10 marca 1997 r. Poprzednio siedziba TV Fuji znajdowała się w Shinjuku (również część Tokio).

 
Nord LB budynek (Hanower, Niemcy)
            Niemiecki Landesbank to jeden z największych komercyjnych banków. Główna siedziba znajduje się w Hanowerze , ale ma oddziały w Brunszwiku i Magdeburgu .Projekt architektoniczny budynku został opracowany z uwzględnieniem ekologii, ograniczono głównie emisję dwutlenku węgla.
             Oficjalne udostępnienie siedziby banku nastąpiło w 2002 r. Znajdują się w nim również restauracja i galeria sztuki. 









Pickle Barrel House (Grand Marais, Michigan, Stany Zjednoczone)
             Dwupiętrowy budynek przypomina dwie beczki. W wolnym tłumaczeniu nazwa brzmi „Marynata”. W większej beczce na parterze jest salon, a na piętrze sypialnia. Mniejsza beczka służy jako kuchnia, a obie są połączone spiżarnią. Na zewnątrz zaprojektowano ogród.
            Dom został przeniesiony do centrum Grand Marais w 1936 r. z lasu w pobliżu jeziora. W 2003 roku Towarzystwo Historyczne Grand Marais nabyło nieruchomość i podjęło projekt przywrócenia struktury do pierwotnego stanu. W dniu 3 lipca 2005 r., kosztem 125 tys. dolarów, budynek udostępniono zwiedzającym. Pierwotnie (na jeziorem) mieszkał w nim William Donahey - pisarz, ilustrator i karykaturzysta. 

 
Drewniany „Gangster Dom” (Archangielsk, Rosja)
             Jest to najwyższy drewniany budynek na świecie. Postawił go gangster i milioner Nikolai Sutyagin. Budowę rozpoczęto w 1992 r., a trwała 15 lat.
            Wooden Gangster House liczy 13 pięter (połowa wysokości Big Bena). Aktualnie miejsce jest atrakcją, zwiedzaną przez miliony turystów.












 

Świątynia bahaistyczna aka Lotus Temple (Delhi, Indie)
             To największa świątynia bahaistyczna w Indiach. Zlokalizowana jest południowej części śródmieścia Delhi. Została zbudowana w latach 1980 – 1986 według projektu zamieszkałego w Kanadzie architekta irańskiego pochodzenia, Fariborz Sahby. Od momentu otwarcia „Świątynię Lotosu” odwiedziło przez ponad 50 milionów osób.
Muzeum Guggenheima (Bilbao, Hiszpania)
              Budynek muzeum sztuki współczesnej zaprojektował Franka O. Gehry. Przestrzeń ekspozycyjna obejmuje ok. 11 000 m². Muzeum otwarto 19 października 1997 r. Wydarzenie to wywarło olbrzymi wpływ na rozwój miasta. W ciągu dwóch pierwszych lat istnienia, muzeum odwiedziło ponad 2,6 mln osób, z czego 80% specjalnie przyjechało do miasta lub przedłużyło swój pobyt właśnie w tym celu. Muzeum umożliwiło pracę ok. 9000 osobom.
             Te architektoniczne koncepcje potwierdzają powiedzenie Napoleona – od wielkości do śmieszności jest tylko jeden krok. Ocena piękna i wielkości zawsze jest i będzie subiektywna, a ponoć o gustach się nie dyskutuje.



środa, 4 grudnia 2013

Nie tylko WTC, samolot wbił się również w Empire State Building

              Wszyscy pamiętają tragedię związana z zamachem terrorystycznym na World Trade Center (WTC, Centrum Handlu Światowego), 11 września 2001 r. Zginęły 2 973 osoby (w tym 6 Polaków), z czego 1636 ciał zostało zidentyfikowanych. 
            Mało kto zna nieco podobną historię związaną z The Empire State Building w Nowym Jorku. W ten wieżowiec również wbił się samolot, wojskowy bombowiec B-25. Miało to miejsce 28 lipca 1945 roku. Leciał z Bedford w stanie Massachusetts do Newark w New Jersey. Przyczyną tragicznego wypadku była bardzo gęsta mgła nad Nowym Jorkiem i pilot zbyt późno dostrzegł wieżowiec. Wbił potężną dziurę (5,5x6 metrów) w jego elewacji, na wysokości 79 piętra. Siła uderzenia była tak duża, że szczątki samolotu przebiły budynek na wylot i spadły na ulicę po drugiej stronie. 









              W wyniku tej katastrofy śmierć poniosło 14 osób (3 pilotów i 11 osób pracujących w budynku).
              Naprawa szkód trwała 12 miesięcy i kosztowała ponad 10 milionów dolarów. Po tej katastrofie zabroniono lotów samolotowych nad Nowym Jorkiem na wysokości mniejszej niż 600 metrów (2000 stóp).
 
            Gloria Pall pracowała na 56. piętrze budynku, szczęśliwie ocalała. 















                Empire State Building jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Jego oficjalne otwarcie nastąpiło 1 maja 1931 roku, ale co ciekawe – z Waszyngtonu! Tam prezydent Herbert Hoover, nacisnął przycisk zapalający światła budynku. Od chwili wybudowania do 1973 roku ESB był najwyższym budynkiem w Nowym Jorku. Tytuł najwyższej budowli odzyskał po zamachach terrorystycznych na wieże World Trade Center, które były do tej pory na najwyższych pozycjach.
Jego oficjalna wysokość wynosi 381 metrów, a z anteną znajdującą się na dachu - 443,2 metrów. Ma 102 piętra oraz jedno piętro podziemne. Zaliczyło go do 7 cudów współczesnego świata.

                Oświetlenie szczytu budynku jest dobierane w zależności od pory roku. Każde ważniejsze święto, czy rocznica mają własny ustalony układ barw. Wiosną i jesienią każdego roku, w mgliste noce, światła na budynku zostają wyłączone dla bezpieczeństwa migrujących ptaków.
               Po osiemdziesiątych urodzinach Franka Sinatry, a następnie jego śmierci, wieżowiec był oświetlony na niebiesko, jakby ilustrując przydomek piosenkarza „Ol' Blue Eyes". Po śmierci aktorki Fay Wray, pod koniec 2004 roku, budynek był całkowicie ciemny przez 15 minut.
              Po zniszczeniu World Trade Center, przez kilka miesięcy Empire State Building był oświetlony kolorem czerwonym, białym i niebieskim, potem powrócono do standardowych barw. Czasami iluminacja budynku przybiera barwy charakterystyczne dla nowojorskich drużyn (pomarańczowy, biały i niebieski dla New York Knicks; czerwony, niebieski i biały dla New York Rangers itp.), gdy któraś z nich rozgrywa ważny mecz u siebie.
             Jest też ciemna strona historii wieżowca. Skaczą z różnych pięter, ponad 30 osób popełniło samobójstwo. Po raz pierwszy zabił się zwolniony robotnik, jeszcze przed ukończeniem budynku. Barierka dookoła tarasu widokowego została zainstalowana w 1947 roku po kilku próbach samobójczych. Ostatnie samobójstwo odnotowano w 2007 roku, gdy z 69. piętra skoczył prawnik.
 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Niecodzienne hotele, czyli nocleg „z jajem”

            Człowiek ponoć trzy rzeczy musi robić na pewno: oddychać, jeść i spać. O seksie – milczę! Komara uciąć można na gołej ziemi i w eleganckich apartamentach, kwestia kasy i gustu. Niektóre hotele są tak niecodzienne, że zasługują na specjalne wzmianki. Trochę już o tym było:
Spanie w bucie, samolocie czy wiatraku

            Dzisiaj następna porcja „sennych” propozycji. Na początek Kostaryka.
Niedaleko od miejscowości Quepos (3 km), na nadmorskim urwisku położony jest hotel Costa Verde. 
               Otacza go dżungla, a sam hotel (spa i komfortowe pokoje) urządzony jest w samolocie, starym Boeingu 727. Samolot, wyprodukowany w 1965 r., latał liniami South Africa Air i Avianca Airlines i miał być złomowany na lotnisku w San Jose. Odkupił go Manuel Antonio, postawił na 15-metrowym cokole i przystosował do usług hotelowych. Pokoje, łazienki i aneks kuchenny, wyłożone są drewnem tekowym, a na skrzydle samolotu znajduje się taras widokowy. 
               Controversy Tram Hotel znajduje się w holenderskiej miejscowości Hoogwoud. Wygląda jak mała, opuszczona stacja kolejowa. Uruchomiło go małżeństwo Frank i Irma Appel, a wykorzystano tramwaje, sprowadzone do tego celu z Amsterdamu i Niemiec. Pokoje są przestronne, komfortowe, z pełnym węzłem sanitarnym, ale każdy urządzony jest w innym stylu: włoskim, francuskim, angielskim i amerykańskim.
                Sypialnia właścicieli znajduje się w piętrowym, angielskim autobusie, wkomponowanym w ścianę budynku, a jadalnia to francuski van.
               Wokół hotelu umieszczono mnóstwo samochodów, samolot myśliwski, a nawet statek kosmiczny z biblioteką wewnątrz. Jest co zwiedzać! Nic dziwnego, że organizowane są wycieczki, nawet dla osób nie korzystających z oferowanego noclegu. 
                Hotel Löwengraben w Lucernie oferuje nocleg „za kratkami”. Jeszcze niedawno mieściło się tam ponad 100 lat więzienie, z którego ponoć nikt nie uciekł. W 1998 r. budynek przekształcono w hotel. Do wyboru są różne kategorie pokoju: od oryginalnej celi więziennej (zaopatrzonej jednak w wygody), aż po bardzo przytulny „suite” urządzony w dawnym biurze dyrektora więzienia. Ceny za celę zaczynają się już od ok. 70 euro za noc, czyli „tanio” jak barszcz! 
               To słynne kapsuły japońskich biznesmenów, którzy „utknęli” w drodze do domu.
Malutkie pomieszczenia w kształcie prostopadłościanu, są ułożone jedne na drugich, w rzędach po kilkadziesiąt, w jednym dużym pomieszczeniu. Wewnątrz, do dyspozycji nocujących, jest telewizor, radio, budzik i telefon. W pobliżu znajdują się łaźnie z wanną i jacuzzi, ale to w Japonii publiczne łaźnie to standard. Cena za noc wynosi ok. 5 tysięcy jenów (100 zł), czyli do przełknięcia! 


                W fińskiej Laponii (Kakslauttanen) odwiedzić można tzw. Snow Village, czyli Śnieżną Wioskę. Jest to teren o powierzchni ponad 20 tysięcy m2, gdzie co roku zwożone są tony śniegu, a z nich rzeźbione prawdziwe lodowe cudeńka. Zwiedzić można galerie z lodowymi dziełami sztuki, zjeść kolację z IceBarze, spędzić wieczór w igloo disco, popijając drinki w kieliszkach z lodu i przenocować w Snow Hotelu.    Temperatura w „lodowym” pokoju jest zgodna z oczekiwaniami, waha się między minus 2 – 5 stopni Celsjusza. Hotel ma duże powodzenie, zwłaszcza wśród fanów krioterapii. Po „upojnej” nocy można się pomodlić w „śnieżnej kaplicy”. Jak by nie było – tylko dla twardzieli!
              Jednak podstawowym wyposażeniem prawdziwego „globtrotuara” długo jeszcze pozostaną taszczone na plechach namiot, karimata i śpiwór. Tak też świat można zwiedzić, byle tylko zdrowie dopisało!







niedziela, 10 listopada 2013

Schody do nieba

            Na szczycie 40-metrowej, pionowej skały, podobnej do maczugi, niedaleko miejscowości Chiatura (Gruzja) znajduje się mała cerkiew, w której od okolo 20 lat mieszka 56-letni mnich Maxim.
              Wejść tam można tylko po drabinie, za jego pozwoleniem. 
 
           Wnętrze jest skromne, wręcz minimalistyczne.













              Świątynię na kolumnie Katskhi zbudowano prawdopodobnie w V lub VI wieku (niektórzy historycy twierdzą, że w IX lub X wieku) na część Boga Płodności. Drabinę na szczyt miesjcowi mieszkańcy nazywają „schodami do nieba”.
             W 2009 roku, przy wsparciu rządu Gruzji, cerkiew została odnowiona.





poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Spanie w bucie, samolocie czy wiatraku

             Ogólnoświatowy „trynd” wypoczynku coraz bardziej skłania ludzi do poszukiwań lokum jednocześnie stosunkowo taniego, ciekawego i wygodnego. Coraz mniejsza popularnością cieszą się „zwykłe” hotele i motele. Można znaleźć naprawdę ciekawe propozycje, ale z taniością mają niewiele wspólnego.
            Ale osób chcących odpocząć od monotonii mogą teraz przejść na trend unikalnych pomieszczeń w budynkach tak różnorodne, jak gigantycznym bucie, przebudowanej wieży wodnej - a nawet były Boeing 747. 
 
           W Nowej Zelandii (Tasmania) można zamieszkać w dwuosobowym „bucie”. Szukające samotności pary mogą przenocować za „jedyne” 153 £










 
            Właściciel tej wieży ciśnień w North Kensington, Londyn, wynajmuje pokoje dla turystów. Są tam trzy niezależne, okrągłe pokoje w cenie 120 £ do 150 £ za noc. 








 
          Hotel w Mykonos urządzono w starym wiatraku.













             W hotel z 85. miejscami został przekształcony samolot Jumbo Jet w pobliżu lotniska w Sztokholmie w Szwecji. Cena 118 £ za noc.






           Podczas pobytu w hotelu Wigwam Motel off Route 66 w San Bernardino (Kalifornia) za noc w pokoju standard zapłacić trzeba 44 £.









 
               W mieście Ronks (Pensylwania) hotel zorganizowano w wagonach kolejowych. Dysponuje 46 klimatyzowanymi pokojami, cena ok. 70 - 80 £ za noc.








              I co? Jedziemy?! A jak nie, przedsmak wyprawy można poczuć w swojej altance na działce, dopóki „działacze” jeszcze do końca nie nagrzebali w przepisach o ogródkach działkowych. Potem, być może, pozostanie nam zbudowanie szałasu.

 

sobota, 27 lipca 2013

Pies przeżył trzy dni pod gruzami

Trzęsienie ziemi o sile 6,6 stopni w skali Richtera (wg amerykańskich danych 5,6), które nastąpiło w środkowych Chinach, spowodowało śmierć ponad 100 osób, a ponad 800 zostało rannych. 
Ognisko wstrząsów znajdowało się zaledwie 1 km pod powierzchnią ziemi, w 26-milionowej prowincji Gansu, około 150 kilometrów na zachód od miasta Tianshui, blisko miasta Dingxi.
W trzęsieniu poszkodowanych zostało osiem miast w górskich powiatach Minxian i Zhangxian. Według państwowej agencji Sinhua, ponad 5700 domów zostało zniszczonych, a 70 tys. uszkodzonych. Bez dachu nad głową zostało 27 tys. osób. 
  W miejscowości Lalu (niedaleko Dingxi) ratownicy spod gruzów zawalonego domu wydobyli psa, który przebywał tam 77 godzin, czyli ponad trzy dni. 
Przeżył pijąc wodę deszczową, która spływała w ruiny. Spowodowała jednak również osuwiska i dalsze ofiary w ludziach. Największe wystąpiło w miejscowości Nandu, gdzie zginęło 13 osób. Odnaleziono zwłoki tylko 10 osób.
Chiny dość często nawiedzane są trzęsieniami ziemi. Najpoważniejsze zdarzyło się w 2008 roku w Syczuanie. Wówczas w następstwie wstrząsów o sile 7,9 stopni w skali Richtera zginęło lub zaginęło około 90 tysięcy ludzi.






wtorek, 23 lipca 2013

Zawodowy układacz domków z kart

            Urodzony w Spirit Lake (Iowa) , niespełna 30-letni Bryan Berg ma niecodzienne hobby – zawodowo układa domki z kart. Z wykształcenia jest architektem, więc jakby po linii i na bazie.
Jest jedynym „układaczem”, który odwzorowuje wolno stojące oryginalne budynki i pomaga sobie klejem, taśmą czy innym sztuczkami. Opracował swoją, opatentowaną metodę, która umożliwia ułożenie około 330 kg kart na powierzchni mniej więcej 0,7 m2. Ich ilość liczy się w tysiące!
           Pierwszy rekord świata pobił w wieku 17 lat układając wieżę o wysokości 4, 67 m. Od tego czasu swój rekord Guinnessa pobił ponad dziesięciokrotnie.
            W 1998 r. zbudował kolejną wieżę, replikę atrium Iowa State University. Miała 7,62 m wysokości, a użył ponad 1500 kart, których waga wyniosła 113,4 kg. Praca trwała dwa i pół tygodnia, dziennie ok. 4 – 12 godzin. Rok później Berg ułożył jeszcze wyższa wieżę, dla niemieckiej edycji Guinness Prime Time, w holu w kasyna przy Potsdamer Platz w Berlinie . Jej wysokość wynosiła 7,7 m wysokości, a użył 1700 kart.
            Najwyższa wieża jaką zbudował miała wysokość 7,9 m. Była to replika Muzeum African-American w Fair Park w Dallas (Texas). Podczas bicia rekordu wypróbował nową technikę układania kart. 
             W 2004 r. w księdze rekordów Guinnessa stworzono nową kategorię, układanie z kart najwyższego wolno stojącego budynku. Berg zbudowany dla Walt Disney World , replikę zamku Kopciuszka . W 2010 r. rekord poprawił, gdy z ponad 218.000 kart zbudował w 44 dni, replikę Venetian Macao. 
             W 2009 r., na żywo Berg próbował pobić rekord Guinnessa budując najwyższy budynek wolno stojący w ciągu jednej godziny. Czas się skończył i … konstrukcja padła.
             Bryan Berg obecnie mieszka z żoną w Santa Fe w Nowym Meksyku. Jego prace ciągle fascynują media. Występował na CNN , organizował pokazy w USA, Azji i Ameryce Południowej, o Europie nie wspominając.
             Jest też autorem książki „Układanie talii”, w której zdradza część tajników swojej techniki.





czwartek, 20 czerwca 2013

Sposób na bezdomność

           Bratislav Stojanovic, bezdomny z serbskiej miejscowości Nis, zamieszkał na starym, miejskim cmentarzu. Jako lokum wybrał sobie jeden jeden z grobów. Mieszka tak już 15 lat.
             Miejscowe władze przymykają oko, udają, że nie ma sprawy. W ten sposób obie zainteresowane strony są w miarę zadowolone.

sobota, 27 kwietnia 2013

Robinsonowie z Syberii

             Zupełnie przypadkowo w 1978 r, w środku rosyjskiej tajgo, odnaleziono sześcioosobową rodzinę Łykowów. Helikopter z geologami na pokładzie szukał dobrego miejsca do lądowania i niepodziewanie dostrzeżono, że żyją tutaj ludzie.  Naukowcy, którzy mieli poszukiwać rudy żelaza, założyli bazę 16 kilometrów dalej. Zabrali prezenty dla ewentualnych mieszkańców tajgi i prowadzeni przez geologa, Galinę Pismenskaję, wyruszyli na rozpoznanie. Wkrótce napotkali ślady działalności człowieka. Ścieżki, kładkę położoną w poprzek strumienia, aż w końcu małą szopę wypełnioną suszonymi ziemniakami.
            Przy strumieniu stał zniszczony dom, z małym okienkiem. Przywitał ich bosy, przerażony i zarośnięty mężczyzna. Zaprosił do środka. Była tam jedna, bardzo brudna izba, a niej dwie kobiety, które od razu podniosły lament. Szlochały i krzyczały ze strachu.
            Geolodzy opuścili chatę i poczekali na zewnątrz. Wkrótce pojawił się mężczyzna, wiodąc z sobą dwie, jak się potem okazało, córki. Mówiły jakimś swoim, dziwnym językiem, jedynie mężczyzna znał rosyjski. 
            Po kilku wizytach geolodzy poznali historię rodziny Łykow. Ojciec, Karp Łykow, był staroobrzędowcem - członkiem fundamentalistycznej, prześladowanej sekty prawosławnej. Jego brat został zastrzelony przez komunistów. Karp z cała rodziną - żoną i dwójką dzieci -  uciekł do lasu. Ukryli się w głębokiej tajdze i zbudowali stałą siedzibę. Urodziło się jeszcze dwoje dzieci. Żadne z nich nie miało nigdy kontaktu z ludźmi poza swoją rodziną. Dzieci wiedziały, że istnieją miasta i państwa inne niż Rosja, ale było to dla nich abstrakcją. Ojciec nauczył je czytać, ale czytać mogły tylko Biblię i modlitewniki. Żyli tak przez 40 lat. Byli zupełnie odcięci od świata zewnętrznego. Do najbliższych sąsiadów mieli 150 kilometrów, nie widzieli nic o II wojnie światowej, nie mówiąc o lądowaniu człowieka na Księżycu. 

            Z czasem wszystkie wyniesione podczas ucieczki sprzęty uległy zniszczeniu. Radzili sobie jak mogli. Buty mieli z kory, ubrania z konopi. Żywili się głównie malinami, jagodami i orzechami. Często jednak głodowali. Nie mieli czym polować, zastawiali tylko pułapki. Chleba dzieci nigdy nie widziały, nie wiedziały co to jest, jak smakuje.
            Początkowo Łykow przyjął tylko jeden prezent od geologów – sól. Potem cała rodzina coraz więcej czasu spędzała w obozie geologów. Niedługo później zaczęli chorować. W krótkim okresie zmarła matka i trójka dzieci. Z powodu nieodpowiedniej diety zachorowały na niewydolność nerek. Ojciec i pozostała córka odmówi wszelkim próbom zmian w ich życiu.
            Karp Łykow w końcu też zachorował na zapalenie płuc. Naukowcy chcieli go przetransportować helikopterem do szpitala, ale starzec odmówił. Zmarł we śnie w lutym 1988 r. Ostatnia córka, Agafia, nie chciała opuścić domu, nawet po śmierci ojca. Geolodzy ją tam pozostawili.





sobota, 6 kwietnia 2013

Najstarsze rodzeństwo świata – razem mają 928 lat!

            W Finlandii mieszka najstarsze, 12-osobowe rodzeństwo świata. Wywodzą się z okolic Lahti i razem mają 928 lat.  Dotychczas sądzono, że ten rekord należy się Włochom. W Księdze Rekordów Guinnessa  jako najstarsze figuruje dziewięcioosobowe rodzeństwo z Sardynii, liczące w sumie - bagatela! - 818 lat.
            Rodzeństwo Tanskanenów po prostu nie zgłaszało się do londyńskiego biura, zatwierdzającego tego rodzaju światowe rekordy. Obecnie mieszkają w rożnych częściach Finlandii, często się odwiedzają i nie tracą z sobą kontaktu. Mają w sumie 41 dzieci, 66 wnuków i 12 prawnuków.

            Jako najstarsze „dwójkowe” rodzeństwo świata zostały uznane siostry Dorothy Richards (108 lat) i Marjorie Phyllis Ruddle (105 lat). Urodziły się Northampton, w środkowej Anglii, gdzie ich ojciec prowadził fabrykę obuwia.
            Dorothy wyszła za mąż za optyka i przeprowadziła się do Stamford, gdzie prowadziła mały sklep z pamiątkami. Ma troje dzieci.
             Marjorie Phyllis związała się z lekarzem i zamieszkała w Peterborough. Gdy owdowiała powtórnie wyszła za mąż za miejscowego architekta. Ma córkę i dwóch synów.
            Obecnie obie przebywają w miejscowych domach spokojnej starości.



niedziela, 3 marca 2013

Siła wroga przechodzi na mnie wraz z ubraniem



      Żyjące w Namibii plemię Herero w dość niecodzienny sposób pielęgnują pamięć o maskarze, która była dziełem kolonizatorów Niemców.  Przebierają się w XIX-wieczne stroje, kopiując ubiory ciemiężycieli. Dodają własne elementy np. krowie rogi, co ma podkreślić, że jest to tylko replika. Kolorowo ubrani mężczyźni, kobiety i dzieci uczestniczą w nowoczesnych inscenizacjach krwawej historii ich plemienia i kraju. Przetrwali mimo niemieckich eksterminacyjnych działań, by ich wymazać z powierzchni ziemi.
                                



       

             


              

             Terytorium obecnej Namibii od 1884 r. stanowiło niemiecką kolonię o nazwie Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia. W latach 1903 -1906 toczyło się stłumione przez wojska kolonialne powstania ludów Nama i Herero. Wtedy członkowie plemienia Herero przebierali się w mundury poległych kolonistów. Liczba ludności z tego okresu szacowana jest na ok. 80 tysięcy. Po powstaniu pozostało ich tylko 15 tysięcy. Ci, którzy przeżyli, trafili do obozów koncentracyjnych. Po uwolnieniu, ograbieni z ziemi i domów,  zmuszeni zostali do niewolniczej pracy.  
 
           
            W 100. rocznicę masakry, niemiecki Minister Rozwoju Gospodarczego i Współpracy Heidemarie Wieczorek-Zeul przeprosił za zbrodnie w imieniu wszystkich Niemców.
            Obecnie liczbę ludu Herero szacuje się na 250 tysięcy i plemię rozkwita.

             



            


czwartek, 7 lutego 2013

Sposobem to i jeża można...



            Plamy, przypalone garnki, czerstwe pieczywo, ślady po taśmie klejącej... Czasem jest to zmora dnia codziennego. Co z tym robić? Jak można domowymi sposobami pokonać takie „cuś”? 
 1. Zmywanie farby emulsyjnej
            Farbę emulsyjną najlepiej zmywać na bieżąco ciepłą wodą. Jeśli zaschnie – zupa się wylała! Pozostanie tylko długie nawilżenie i zeskrobanie.
            Ręce jeszcze można umyć oliwką dla dzieci. Oliwka jest też idealna dla wyczyszczenia chromowanych przedmiotów. Używamy do tego miękkiej, bawełnianej szmatki.  
            Świeże plamy farby na tkaninach można szybko sprać, a jak nie zadziała, materiał można zamoczyć na kilka godzin w ciepłej wodzie z dodatkiem proszku do prania.  Są też dostępne specjalne rozpuszczalniki do farb emulsyjnych, ale czasem powodują odbarwienie tkaniny.
2. Osad na żelazku
            Brązowy osad na żelazku usunąć można przecierając je miękkim papierem (np. gazetą) posypanym solą. Zastosować można też specjalny roztwór – wodę mieszamy z niewielką ilością delikatnego płynu do mycia naczyń lub proszku do prania. Czyścimy żelazko miękką szmatką, ale „z czuciem”.
            Nie działa? Pozostaje „piorunująca mieszanka” - roztwór octu i soli. Mieszaninę podgrzewamy, żeby sól się rozpuściła, potem miękkim gałgankiem czyścimy żelazko. Na koniec całą stopę żelazka przecieramy szmatką zwilżoną czystą wodą.
3. Czyszczenie srebra

            Rodowe srebra jak i całą biżuterię najlepiej czyścić sodą. Najpierw wszystko dokładnie myjemy, wkładamy do naczynia wyłożonego folia aluminiową i zalewamy roztworem z kilku łyżeczek sody i jednego litra wrzątku. Po kilku minutach – gotowe!
            Biżuterię można też doprowadzić do połysku zanurzając ją w denaturacie na około 12 godzin. Potem posypujemy srebro suchymi trocinkami i po wyschnięciu czyścimy irchą.
            Świetnie też spisuje się popiół z papierosa i pasta do zębów.
4. Domowy kret
           Odpływ w zlewie pomoże udrożnić roztwór przygotowany z połowy filiżanki soli na litr gorącej wody. Kolejny sposób na zaśmiecone rury. Do odpływu należy wlać najpierw pół szklanki sody, a potem pół szklanki octu. Otwór zakrywamy wilgotną tkaniną i po pięciu minutach płuczemy gorącą wodą.
5. Żywotność kwiatów w wazonie
           Aby cięte kwiaty w wazonie jak najdłużej zachowywały świeżość i nie więdły, do wody trzeba dodać mąki ziemniaczanej, w proporcji łyżeczka mąki na litr wody. Trzeba też pamiętać, aby przy każdej zmianie wody obcinać około pół centymetra łodygi, koniecznie na skos i pod wodą! Wtedy do łodygi nie dostaje się powietrze.
            Możemy wzbogacić wodę o różne specyfiki, które pomogą w utrzymaniu kwiatów jak najdłużej w nienagannej świeżości. Możemy skruszyć tabletkę aspiryny i dodać ją do wody. Innym sposobem jest dodanie około 2 łyżek cukru.         
           Ostatnia domowa rada - na dnie wazonu umieszczamy drobne monety w nominale 1, 2 i 5 gr.
            W kwiaciarniach dostępne są także specjalistyczne płyny, które dolewane systematycznie do wody pomogą przedłużyć życie kwiatom.
6. Plamy kawy lub herbaty
           Plamy z kawy i herbaty na filiżankach usuniemy przecierając je skórkami cytrusów z dodatkiem soli.
           Można też zastosować inny sposób. Jeżeli w naczyniach utworzył się osad po kawie lub po herbacie i nie możemy domyć dzbanka, kubka, szklanki, termosu lub innego kuchennego wyposażenia, należy wypełnić naczynie w połowie kostkami lodu i potrząsać. Lód będzie ścierał plamy nie rysując ścianek dzbanka, kubka lub innego naczynia.
7. Ratowanie przypalonych garnków
            Jeśli chcemy uratować przypalony garnek należy wlać do niego mocno osoloną wodę i pozostawić na dwanaście godzin. Następnie należy zagotować tę wodę utrzymując wrzenie przez 5-7 minut. Wszystko odejdzie od dna bez najmniejszego oporu i nie trzeba garnka czyścić ostrymi narzędziami.
8. Usuwanie naklejek z folii samoprzylepnej
           Wszelkiego rodzaju naklejki i nalepki pozostawiają po sobie ślady na szybie, meblach, drzwiach itp. Aby usunąć naklejki i nalepki trzeba wcześniej nawilżyć je gorącym octem. Folia naklejki zacznie się kurczyć i łatwo zejdzie. Tak samo wygląda usuwanie naklejki rejestracyjnej z szyby samochodu, jedynie ocet powinien być mocniejszy i dajemy do więcej.
           Ślady po taśmie klejącej usuwamy nakładając na nie tłusty krem lub oliwę. Następnie mocno przecieramy miejsce zabrudzone klejem z taśmy klejącej.
 9. Odświeżanie pieczywa
              Czerstwy chleb, bułki i inne pieczywo można odświeżyć na dwa sposoby. Pierwszy to rozgrzanie piekarnika razem z pojemnikiem wypełnionym wodą. Gdy woda zacznie parować wyłączamy ogrzewanie piekarnika, nie wyjmujemy pojemnika z wodą i wkładamy chleb do piekarnika. Trzymamy go tam około dwóch godzin. Jeśli we wnętrzu piekarnika temperatura spada bardzo szybko wówczas trzeba na krótko podnieść w nim temperaturę.
             Drugi sposób, aby odświeżyć chleb, bułki i inne pieczywo - na  12-14 godzin do pojemnika z chlebem wkładamy obrane jabłko.
10. Usuwanie śladów po długopisie
           Jedwab, wełnę i inne materiały pobrudzone tuszem z długopisu czyścimy suchym kwaskiem cytrynowym. Plamy posypujemy kwaskiem i pozostawiamy na 15-20 minut. Potem tkaninę należy wielokrotnie spłukać. Jeśli ślady pozostaną, po wyschnięciu zabieg trzeba powtórzyć raz jeszcze. Plamę z tuszu po długopisie możemy usunąć też przy pomocy alkoholu np. spirytusu. Tamponikiem z waty "uderzamy" plamę, ale pod spód należy podłożyć czystą szmatkę.
          Ten sposób bywa jednak ryzykowny, gdyż alkohol może również odbarwić materiał.