Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRAWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRAWO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2014

Życie w kajdanach

            Estrella Jail to ciężkie więzienie dla kobiet w hrabstwie Maricopa w Arizonie (USA). Skazane zostały najczęściej za morderstwa, dilerkę i napady rabunkowe z użyciem broni. Najczęściej są to członkinie różnych gangów, ale kobiety (głównie latynoski) mogą tam trafić również za drobniejsze przewinienia. Szkocki fotograf Scott Houston, w zeszłym roku sportretował ich życie. Spędził tam kilka tygodni. 

 
              Kobiety są skute łańcuchami o długości ok. 2,7 m. Z zewnątrz wygląda to dość okrutnie, ale dla więźniarek jest to jakby „wyróżnieniem”. Czują się „docenione” jako szczególnie niebezpieczne. 

 
 
             Więzienie słynie z brutalności i bezwzględności pilnujących kobiet strażników. Pilnują je dzień i noc. 

 
               Kobiety śpią na piętrowych łóżkach, nie dla wszystkich starcza miejsca w budynkach. Na zewnątrz postawiono więc namioty, w których również przetrzymuje się więźniarki. 

               Więźniarki są angażowane do różnych prac na rzecz hrabstwa. Oczywiście bez jakiegokolwiek wynagrodzenia. Czasem sprowadza się to do kopania grobów dla bezdomnych, którzy umierają na ulicach lub w szpitalach i nie mają rodziny. 

 
              Skute są cały dzień. Podczas pracy, posiłków, a nawet, gdy korzystają z toalety.

wtorek, 1 października 2013

Kolonia karna w Rosji, czyli jak żyć, aby przeżyć

              Wczoraj było o stalagu z okresu II wojny światowej...

              Dzisiaj jakby déjà vu... W Rosji, która nie jest, ponoć, krajem, ale sposobem myślenia i życia, stanem umysłu, specyficzną mentalnością, czas się zatrzymał.
              Kolonia karna nr 28 o zaostrzonym rygorze znajduje się w miejscowości Ertsewo (obwód Archangielski). Uważana jest za jedno z najcięższych więzień i najbardziej nieludzkich. Brutalność i brak jakichkolwiek zasad są na porządku dziennym.
             Teoretycznie przeznaczona jest dla najgroźniejszych przestępców, praktycznie zawsze można tam trafić. Nie pasuje do sztandaru – dawaj na Syberię! 












              W Rosji są również kolonie karne „o zwykłym rygorze”. Tam na resocjalizację trafić można za wszystko!
              Przekonały się o tym członkinie punkrockowej rosyjskiej grupy „Pussy Riot”. 21 lutego 2012 r. weszły w czasie nabożeństwa do soboru Chrystusa Zbawiciela w Moskwie i przed ikonostasem wykrzykiwały, uznane za obraźliwe, hasła pod adresem Władimira Putina, patriarchy moskiewskiego i całej Rusi (Cyryla) oraz duchownych. Grupa wykonała piosenkę „Bogurodzico, przegoń Putina”. Dwie wokalistki zostały niebawem aresztowane, a wkrótce i trzecia. Sąd Rejonowy w Moskwie uznał je za winne chuligaństwa motywowanego nienawiścią religijną. Zostały skazane na dwa lata pozbawienia wolności z nakazem odbywania kary w kolonii karnej o zwykłym rygorze.
           Ten „zwykły rygor” to wczasy nie są!







poniedziałek, 9 września 2013

Jednorożec czy biały nosorożec?

              Bajkowe, mityczne stworzenie jakim jest jednorożec, ma poniekąd odbicie w białym jednorożcu. Jest to największy z żyjących obecnie nosorożców, a także największe – oprócz słoni – współczesne zwierzę lądowe. Uzbrojony jest w dwa rogi. Pierwszy osiąga długość do 1,5 metra. Na wolności nosorożce białe mogą żyć nawet do 40 lat. Nie są tak agresywne jak nosorożce czarne. Mogą biec z prędkością 45 km/h. Ich wielkość w kłębie dochodzi do 185 cm, długość ciała do 420 cm, a waga nawet do 3,5 t!
Nazwa nosorożec biały jest muląca i nie ma nic wspólnego z ubarwieniem zwierzęcia. Początkowo gatunek nazywał się wyd rhino (wyd - po afrykanersku „szeroki”) i określenie to odnosiło się do szerokiego pyska nosorożca. Nazwa zwierzęcia została przez angielskich osadników źle przetłumaczona na white rhino („nosorożec biały”) i ta wersja się utrwaliła.
              Na początku XX wieku uważano nosorożca białego za całkowicie wymarłego, jednak w parku KwaZulu-Natal w RPA odnaleziono 50 osobników, które objęto całkowitą ochroną.
Nosorożec biały występuje głównie na terenach Demokratycznej Republiki Konga, Namibii, Republiki Południowej Afryki, Botswany, Zambii i Kenii. Żywi się prawie wyłącznie krótkimi trawami, ale zjada również gałęzie drzew, osty i krzewy. Większość dnia spędza w cieniu, by nie przegrzewać organizmu. 
               Cztery osobniki, spośród ośmiu w Afryce Środkowej, żyją w parku Ol Pejeta Conservancy w Kenii. Są pilnowane całą dobę przed kłusownikami przez uzbrojonych strażników.
              Przyczyną prawie całkowitej zagłady gatunku są rogi białego nosorożca, które sproszkowane uważane za lek na choroby wątroby, serca, skóry, a także za doskonały afrodyzjak. Popyt na ten „proszek” jest olbrzymi, szczególnie wśród bogatych Azjatów. Na wszelki wypadek, nosorożce w Kenii mają spiłowane rogi.

sobota, 10 sierpnia 2013

Arcydzieła poszły z dymem

             Kradzież dzieł sztuki jest najczęściej działaniem na zlecenie. Dzieła znanych malarzy czy zabytki sakralne, nie dość, że trudno sprzedać, to jeszcze w szukaniu złodzieja praktycznie współdziała policja całego świata. Taki gościu, który decyduje się na kradzież, jest pewnego rodzaju „samobójcą”. Kasa jednak może być oszałamiająca, więc chętnych próbujących „zadziałać” ciągle nie brakuje.
Z drugiej strony, koneser sztuki czy jakiś pokręcony bogaty zbieracz zleceniodawca, zamyka takie „cuś” w sejfie i gdy nikt go nie widzi wyciąga i „kontempluje” dzieło. Ponoć były i są takie przypadki.
 
              Epizod z kradzieżą miała również słynna „Mona Lisa” Leonarda da Vinci (1911 r.). Obraz został skradziony z Salonu Carré w Luwrze przez 29-letniego pracownika muzeum Vincenzo Perrugia. Sprawa się rypła, gdy złodziej usiłować sprzedać dzieło - szczyt naiwności, a może bezczelności! - do Galerii Uffizi. Tłumaczył to potem chęcią zwrócenia najbardziej znanego dzieła Leonarda ojczystemu krajowi. To spowodowało, że w oczach włoskiej opinii publicznej stał się bohaterem. Został skazany na zaledwie 7 miesięcy więzienia, a obraz wrócił do Francji w 1913 r.










            Ostatnio nagłośniona jest sprawa kradzieży czterech płócien z muzeum Kunsthal w Rotterdamie, co miało miejsce w październiku 2012 r. Sprawcami było sześciu Rumunów, a cała „akcja” zajęła im ok. 1,5 minuty. Podprowadzili „Most Waterloo" francuskiego impresjonisty Claude'a Moneta, „Głowę Arlekina" pędzla Pabla Picassa, „Czytającą dziewczynę w bieli i żółci" współtwórcy fowizmu Henri Matisse'a i „Kobietę z zamkniętymi oczami" brytyjskiego realisty Luciana Freuda, wnuka twórcy psychoanalizy, Zygmunta.
           Obrazy przemycono do Rumunii i ukryte były na cmentarzu we wsi Caracliu. Złodziei namierzyła rumuńska policja, ale matka jednego z nich zeznała, że by ratować syna zabrała malowidła ze schowka i... spaliła w piecu. Eksperci znaleźli w popiele resztki płótna, gwoździe oraz barwniki charakterystyczne dla okresu, w którym powstały skradzione dzieła. Nie wypowiadają się jednak, czy oby na pewno spalono skradzione obrazy.
           Proces złodziei już się zaczął w Bukareszcie. Wartość skradzionych obrazów (spalonych?) szacuje się na 100 – 200 mln euro.





czwartek, 8 sierpnia 2013

Sterylizacja czy resocjalizacja?

Wioska Miracle Village leży w południowej Forydzie (USA), na skraju Parku Narodowego Everglades, ponad dwie mile od najbliższego miasta. W małych, ale schludnych bungalowach, mieszka w niej około 200 ludzi. Wśród nich jest tylko jedna kobieta, reszta to mężczyźni. Jego mieszkańcy za dnia mogą poruszać się swobodnie po osadzie, natomiast po zmroku muszą pozostawać w miejscu zameldowania.
               Ponad 100 z nich jest zarejestrowanych jako seksualni przestępcy. Uznani zostali za winnych i tutaj odbywają karę pozbawienia wolności. Najczęściej była to pornografia dziecięca i molestowanie seksualne nieletnich. Są tutaj m.in. nauczyciele, jest były pastor i trener sportowy.
             Zgodnie z prawem stanowym Florydy żaden z nich nie może mieszkać bliżej niż ok. 300 m od najbliższej szkoły, centrum opieki dziennej, parku czy na placu zabaw. Miasta i powiaty rozszerzyły te ograniczenia do ok. 1 km. W niektórych miejscowości do listy zakazanych miejsc dodano baseny, przystanki autobusowe czy biblioteki. W efekcie przestępcy seksualni nie mogli mieszkać w większości miejsc na gęsto zaludnionej Florydzie. Większość z nich uczestniczy teraz w psychologicznych programach leczenia.
Osadę założył nie żyjący już, pastor Dick Witherow, w 2009 r. i stała się oazą dla skazańców. Tygodniowo jest od 10 do 20 nowych zgłoszeń. Wymagania co do przyszłych mieszkańców są dość restrykcyjne. Nie akceptuje się osób, które brały narkotyki, były agresywne lub zdiagnozowano ich jako pedofilów. Służy to ochronie mieszkańców.
Edgar Walford przeniósł się tam 10 lat temu. Na Florydę przybył z Jamajki w 1962 roku i spędził swoje życie zawodowe na plantacji trzciny cukrowej. Jest na emeryturze i nie widzi problemów w przebywaniu wśród przestępców. Dni spędza na uprawie sporego ogródka, gdzie hoduje maniok, słodkie ziemniaki, banany oraz całą gamę owoców i warzyw, którymi obdarowuje swoich sąsiadów. Uważa, że jest to bardzo spokojne miejsce. Nikt nie stwarza problemów. 

Nad przestrzeganiem prawa i porządku czuwa jedyna tutaj kobieta, policjantka Courtney Minton. Co tydzień weryfikuje adresy, spędza również prawdziwość podawanych danych.
Jak by nie patrzeć, rodzi się pytanie – resocjalizacja w wydaniu amerykańskim, czy sterylizacja (są takie pomysły!) w wydaniu polskim. Co ma większy sens?

 

 

piątek, 26 lipca 2013

Sataniści złożyli w ofierze kucyka

W Parku Narodowym Dartmoor (Kornwalia, Anglia), słynącym z granitowych kopulastych wzniesień z okresu karbonu, wrzosowisk i torfowisk, natrafiono na ślady satanistycznych obrzędów.
Policja znalazła okaleczone zwłoki dwumiesięcznego kucyka rasy Dartmoor, które żyją tam na wolności. Są bardzo ufne i przyjazne ludziom. Kucyk miał rozcięty brzuch, wydłubane oczy i usunięte genitalia. 
  Zwłoki znajdowały się w wypalonym ogniem pierścieniu na wrzosowisku i prawdopodobnie były pozostałością po ceremoniach czcicieli diabła.
Pogłoski o sektach satanistycznych, które w Dartmoor w czasie pełni księżyca odprawiają swoje krwawe rytuały, krążą od lat. Jako ołtarze wykorzystywane są głazy.
Rok temu znaleziono podobnie okaleczonego konia, 27-letniego ogiera Erica.
W 2006 roku taki sam los spotkał około 100 owiec (!). Znaleziono je martwe z usuniętymi językami, oczami i narządami płciowymi. Zwłoki były ułożone w kształcie pentagramu.

niedziela, 21 lipca 2013

Miasto tylko dla białych

               Biali mieszkańcy RPA, głównie Burowie, czyli potomkowie Holendrów i Brytyjczyków, którzy kolonizowali Afrykę, coraz bardziej „odgradzają się” od rdzennej ludności. W większych miastach mieszkają w odizolowanych, strzeżonych dzień i noc osiedlach, ale i tam nie czują się bezpiecznie. 
Dwaj Afrykanerzy w 1992 r. wykupili ziemię i zainicjowali budowę od podstaw miasteczka Kleinfontein. Obecnie mieszka w nim 900 osób. 
             Osiedle jest ogrodzone, wjazdu pilnują uzbrojeni strażnicy. Warunkiem uzyskania pozwolenia na osiedlenie jest przede wszystkim kolor skóry – trzeba być białym.
Mieszkańcy Kleinfontein uważają, że ich postępowanie nie ma nic wspólnego z rasizmem. Twierdzą, że są mniejszością kulturową, jedną z 11 grup etnicznych i chcą zachować swoją tożsamość.
            Oburzenie taką postawą wyraziło wiele organizacji i partii politycznych. Zaniepokojony jest również jest rząd, który obawia się powrotu zwyczajów z czasów apartheidu.


 
 

wtorek, 2 lipca 2013

Mikrofalówka na cenzurowanym

Izba niższa francuskiego parlamentu przegłosowała ustawę, na mocy której restauratorzy będą musieli ujawniać, które z serwowanych w ich lokalach dań są podgrzewane w mikrofalówce, a które przygotowywane na miejscu.
Nie jest to kwestia szkodliwości podgrzewania potraw w mikrofalówce, a raczej sprawa jakości. Wielu restauratorów kupuje hurtowo gotowe dania i buch do mikrofalówki!
Potem nieco przypraw, trochę świeżej zieleniny i jest „domowy” obiad.
Za podanie nieprawdziwej informacji grozić będzie grzywna. Takim ustaleniom w Polsce „koneserka smaku” - Magda Boska Gessler – pewnie by tylko przyklasnęła! 
Spotkało się to z poparciem właścicieli droższych restauracji, ale również potencjalnych klientów. Panuje zgodne przekonanie, że takie przepisy wymuszą na restauratorach powrót do tradycji przygotowywania świeżych dań na miejscu. Ma to nie tylko przywrócić uznanie dla francuskiej kuchni, ale też zaowocować nowymi miejscami pracy. Federacja restauratorów Synhorcat, która popiera ustawę, szacuje, że może ich być nawet 25 tys. , ale też podskoczą ceny - o około 7 procent.
W przeprowadzonym przez Synhorcat sondażu 31 proc. restauratorów przyznało, że przynajmniej niektóre z potraw w ich lokalach to dania gotowe. Wśród nich dwie trzecie twierdzi, że gdyby musieli ujawniać prawdę o tych potrawach, to wolą je przygotować na miejscu.
Ustawę przegłosowano znaczną większością głosów i trafi ona teraz do Senatu, który zajmie się nią prawdopodobnie we wrześniu.
W Polsce raczej takie przepisy by nie przeszły. Nie ma jeszcze ogólnego zwyczaju rodzinnych wyjść do restauracji, które odstraszają cenami. Jak pokazały „Kuchenne rewolucje” i tak większość produktów jest zamrażanych, a potem… co się dzieje na zapleczu restauracji – może lepiej nie widzieć!
A te tanie garkuchnie, które w jadłospisie mają głównie bigos i fasolkę po bretońsku, na mikrofali stoją.

 

wtorek, 4 czerwca 2013

Zakaz chodzenia w drewniakach i budowy zamków z piasku

           Latem w wielu włoskich miastach i miasteczkach pojawiają się oryginalne zakazy, niekiedy zupełnie odlotowe.
           W zeszłym roku ofiarą zakazów została mieszkanka miasta Trani w Apulii na południu Włoch. Upalnego dnia chciała wejść do urzędu ubrana w sukienkę na ramiączkach.
           W miasteczku Teggiano, też na południu kraju, latem obowiązuje zakaz gry w bilard i w „piłkarzyki" po godzinie 22.00. Co ciekawe, od października do marca obowiązuje już o godzinie 20.00. 
            Zakaz nocnej gry w bilard wprowadzono też w jednej z miejscowości koło Bergamo na północy, gdzie stoły do tej gry są produkowane.
            Z różnych pomysłów słynie także słynna wyspa Capri. W minionych latach wprowadzono tam zakaz chodzenia w drewniakach oraz w kostiumach plażowych po miasteczku.
            W Neapolu nie można palić papierosów na ulicy, w Rzymie nie wolno jeść siedząc na schodach i w pobliżu zabytków. W Wenecji zakazano karmienia gołębi i chodzenia po historycznym centrum w stroju, który może być uznany za „niewłaściwy". W przypadku pań – nie ma jasności, jakim strojem mogą wywołać zgorszenie, panowie nie mogą szpanować gołym torsem. Też w Wenecji trwają prace nad zmianą obowiązującego rozporządzenia, wydanego przez byłego burmistrza, na mocy którego zgoda na wykonywanie muzyki na żywo uzależniona jest nie od liczby decybeli, ale od jej gatunku. 
             W Eraclei, w regionie Wenecja Euganejska, zabroniono budowania na plaży zamków z piasku, ponieważ zostało to uznane za niebezpieczne i uciążliwe dla innych plażowiczów.
             Prawdziwie międzynarodową karierę w mediach zrobił odlotowy burmistrz miasteczka Castellammare di Stabia, który zabronił noszenia zbyt krótkich spódniczek. Ocenę, czy strój jest przyzwoity czy nie, pozostawił straży miejskiej, upoważniając ją do wystawiania mandatów.
             Co kraj - to obyczaj! Urzędnicy mają fantazję na całym świecie! Gorzej, że swoje wymysły wcielają w życie.

sobota, 25 maja 2013

Kuriozalne procesy w polskich sądach, zupełny odlot!

            Nie dość, że w sądach sprawy się ślimaczą, to jeszcze niektóre procesy budzą po prostu śmiech. Rodzą się pytania o powagę wymiaru sprawiedliwości i refleksja – co oni tworzą?!
            Kilkanaście miesięcy zamojski Sąd Rejonowy zajmuje się sporem o koguta, wartego około 25 zł. Uznano, że został skradziony i sprawczynię skazano na 100 zł grzywny. Biegły rzeczoznawca wyliczył, że na ustalenie wartości koguta poświęcił dziesięć godzin, z czego cztery zajęło mu pisanie opinii. Wykasował za to 318 zł. Po apelacji Sąd Okręgowy nakazał powtórzenie procesu i zasugerował niższej instancji przeprowadzenie dowodu ... z oględzin kurnika.

 
            Wymiarowi sprawiedliwości podpadły też pszczoły. W Polsce nie ma wyodrębnionych przepisów regulujących gospodarkę pasieczną. Sąd, rozpatrując skargę o użądlenie przez pszczołę, sięgnął do przepisów wydanych jeszcze byłych zaborców m. in. do patentu cesarzowej Marii Teresy z 1775 r. i przepisów wydanych przez cesarza Franciszka Józefa.




              Sądy zarządzały już sekcję zwłok kota (podejrzenie otrucia), pytały aptekarzy, ile kosztują antybiotyki (aby ustalić koszt leczenia gęsi uderzonej kijem), rozstrzygały, czy pies rottweiler nie lubi psa pekińczyka i który z nich „zaczepia” drugiego podczas spaceru.. Trzy składy orzekające przez wiele miesięcy wyjaśniały, czy mężczyzna zabił z wiatrówki wiewiórkę, skoro nie znaleziono trupa.


niedziela, 19 maja 2013

Psy będą szczekać, gdy pozwolę!

            Burmistrz miasteczka Cerro al Volturno w regionie Molise, na południu Włoch, wydał zarządzenie, określające kiedy psy mogą szczekać. Zakazał „haukania” w porze sjesty, czyli w godzinach 13.00 – 16.00, a potem nocą od 21.00 do 8.30. Jeśli nie można ich do milczenia przekonać, mieszkańcy są zobowiązani zamknąć je w pomieszczeniach jak najbardziej oddalonych od innych budynków mieszkalnych i sąsiednich mieszkań.
  Właścicielom psów za złamanie zakazu grożą kary finansowe od 25 do 500 euro. Rozporządzenie liczy sześć stron
Jakby tego było mało, psom, nawet na smyczy i w kagańcu, zabroniono wstępu do parków i do wszystkich miejsc zabaw dzieci. W rozporządzeniu burmistrz nakazał, aby smycz, na której wyprowadza się psa, nie była dłuższa niż 1,5 metra.
To się nazywa porządek w papierach! Tylko z tym szczekaniem…czy psy się dostosują? Było nie było, właściciele muszą je jakoś przekonać, by nie stracić kasy.

sobota, 4 maja 2013

Dlaczego zdjęcia nie wychodzą, czyli fotograficzne prawa Murphy'ego

            Każdy chyba od czasu do czasu łapie za aparat fotograficzny, by utrwalić wiekopomne chwile jak to np. wujek Józek pada gębą w tort. Niekiedy ambicje fotoamatorów są większe, przymierzają się do zdjęć artystycznych, a tu - dupa! W praniu wszystko się sypie!
Może pomocne będą Prawa Murphy'ego, ogólny zbiór zasad, według których wszystko pójdzie tak źle, jak to tylko możliwe. Sprawdzają się zawsze, bez wyjątku i w każdej sytuacji. 
 
1. Pogoda nigdy nie będzie taka, jaka być powinna. Światło też.
2. Im bardziej chcesz zrobić dobre zdjęcie, tym gorzej Ci ono wyjdzie.
3. Najpiękniejsze tęcze i zachody słońca zauważasz jadąc pociągiem, autobusem czy też stopem.
4. Przyciąganie ziemskie jest wprost proporcjonalne do ceny obiektywu. Im droższy obiektyw, tym większe przyciąganie.
5. Jeśli coś działa przed sesją zdjęciową, to w jej trakcie nie będzie.
6. Jeśli widzisz piękny krajobraz, to na zdjęciu na pewno pojawią się przewody wysokiego napięcia, wieże sieci komórkowych czy jakieś inne badziewia.
7. Statyw jest potrzebny, gdy go z sobą nie zabierzesz. Jeśli go masz, nigdy go nie potrzebujesz, tylko niepotrzebnie taszczysz kilka godzin.
8. Gdy naciskasz spust migawki na jakimś koncercie, wykonawca akurat robi salto i wszystko się wali!
9. Zawsze jakiś koleś wlezie ci przed obiektyw. Mistrzowie drugiego planu i kopulujące psy są wszędzie!
10. Dzieci i zwierzęta zawsze są gotowe do zdjęcia, dopóki ich nie robisz. Gdy namierzasz cel - już jest po zawodach, chwila minęła!
Wszystko poszło dobrze?! A karty pamięci nie zgubiłeś?! Fotki zamiast skopiować wykasowałeś?
Jeszcze masz szansę! Wszystko mogą spierdolić w zakładzie fotograficznym, gdzie dałeś zrobić odbitki!







 

czwartek, 28 marca 2013

Stado owiec przewożone w skodzie

            Policja na Słowacji zatrzymała czterech złodziei, którzy starą skodą favorit wieźli 16 owiec. Złodzieje wpadli przez przypadek, gdy nad ranem zatrzymała ich kontrola drogowa. Jeden z nich zaczął uciekać, więc policjanci wezwali na pomoc kolejny patrol i wszystkich  „zahaltowali".
            Dzielna czwórka, Słowak i trzej Węgrzy, ukradła 13 młodych owiec z owczarni pod Łuczeńcem, w południowej części Słowacji. Jeden ze sprawców wszedł do budynku przez otwarte okno, a potem podawał owce pozostałym, którzy ładowali je do zaparkowanego w pobliżu auta. 
            Samochód zatrzymano do rutynowej kontroli w pobliżu granicy z Węgrami. Niefortunni złodzieje trafili do aresztu i grozi im do dwóch lat „cienia”.  Wartość zwierząt szacuje się na około 1800 euro.  
            Trzy z przewożonych owieczek były własnością zatrzymanych Węgrów, którzy planowali „duży interes”. Na Słowację tą samą skodą przemycili cielątko, które chcieli wymienić na owce. Z interesu nic nie wyszło, więc kupili trzy owieczki, zładowali do samochodu wraz z cielątkiem i ruszyli w podróż powrotną. Uzupełnili „bagaż” kradnąc jeszcze 13 owiec, a cielątko wysadzili i pozostawili na łaskę losu.
            Kurcze... Jak te owce zmieściły się w skodzie favorit?! Taka ona pojemna?!












niedziela, 24 marca 2013

Jarać legalnie czy nie jarać, oto jest pytanie!

           Policja w Santa Barbara (Kalifornia, USA) na porzuconej łodzi znaleźli 2 tony „marychy”, wartej ok. 4 mln dolarów. Zwinięta była w plastikowe torby. Jest to drugie tego rodzaju „znalezisko” w krótkim czasie.

            Poprzednio łupem policji padła marihuana o wartości ok. 1 mln dolarów. Znajdowała się na rozbitej na plaży łodzi. Prawdopodobnie w obu przypadkach „załoganci” w panice opuścili kutry, pozostawiając ich przemycaną zawartość. No to sobie nie pojarają!






            Jeszcze a propos „marychy”... Jest szansa dla smakoszy staffa w Hiszpanii.

Władze liczącej ok. 900 mieszkańców gminy Rasquera koło Tarragony (Katalonia) zatwierdziły przekazanie terenów pod uprawę konopi indyjskich Barcelońskiemu Stowarzyszeniu Konsumentów Marihuany. „Marycha” ma tam być uprawiana tylko na potrzeby własne 5 tysięcy członków tego stowarzyszenia.
            O co chodzi? O szmal! Szacuje się, że decyzja przyniesie budżetowi zadłużonej gminy ponad 1,3 mln euro w ciągu 2 lat. Pomoże to utworzyć ok. 40 miejsc pracy.
            Zgodnie z hiszpańskim prawem, posiadanie niewielkich ilości marihuany na użytek prywatny jest dozwolone, natomiast uprawianie konopi indyjskich w celach handlowych, ich sprzedaż i reklamowanie jest nielegalne.
            Nie będzie jednak tak łatwo przeforsować legalne uprawianie „marychy”. Przedstawiciel rządu Katalonii zapowiedział, że policja wniesie sprawę do sądu i ten rozstrzygnie co i jak.
            Ponad 50 osób chorych na raka i fibromialgię skontaktowało się z władzami Rasquery w ciągu jednego dnia, aby wyrazić poparcie dla inicjatywy plantacji. Projektem interesuje się także inna organizacja palaczy marihuany, licząca ponad 7 tys. członków Airam.