Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wódka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wódka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

Czarnoskóry jazzman w Powstaniu Warszawskim

            August Agbola O'Brown lub August Agbola Browne (ur. 22 lipca 1895 na terenie dzisiejszej Nigerii, zm. ok. 1976 w Wielkiej Brytanii) był jedynym czarnoskórym uczestnikiem Powstania Warszawskiego.
Do Polski trafił w 1922 roku i zamieszkał w Warszawie przy ulicy Złotej. Z zawodu był muzykiem jazzowym - perkusistą, pracował w warszawskich nocnych lokalach. Ożenił się z Polką. Miał z nią dwoje dzieci - Ryszarda (ur. 1928) i Aleksandra (ur. 1929). W czasie okupacji chciał działać w konspiracji, ale na przeszkodzie stanął jego kolor skóry. Nie chodziło o rasizm, a o rozpoznawalność. W końcu został kolporterem prasy podziemnej. Pomagał ukrywającym się, a utrzymywał handlując sprzętem elektrycznym.
           W 1949 roku zgłosił się do ZBoWiD-u. I w ankiecie personalnej napisał, że brał udział w obronie Warszawy w 1939 roku, a także w Powstaniu Warszawskim. Opisał, ze nosił pseudonim „Ali”, należał do oddziału dowodzonego przez kaprala Aleksandra Marcińskiego („Łabędź”) oraz walczył na terenie Śródmieścia. Historycy ustalili, że chodziło o batalion „Iwo”.
            Potwierdził to Jan Radecki ps. „Czarny”, który widział czarnoskórego mężczyznę w dowództwie batalionu „Iwo” przy ul. Marszałkowskiej 74.
Brak jest informacji na temat losów Augusta Browne'a w pierwszych latach po powstaniu. W 1949 roku był zatrudniony w Wydziale Kultury i Sztuki Zarządu Miejskiego w Warszawie. Potem dalej grał jazz w warszawskich restauracjach. W 1958 roku zniechęcony ekspansją komunizmu i otaczającą go rzeczywistością, wyemigrował z rodziną do Wielkiej Brytanii.
             Był niewątpliwe bardzo barwną postacią. Ponoć znał pięć języków, ubierał się dość kolorowo, zawsze w kapeluszu borsalino. Całości dopełniała dyplomatka i złoty sygnet.
             Ci co go pamiętali podkreślali również jego typowo „polską cechę” - wódkę pił jak nasi rodacy.

niedziela, 13 stycznia 2013

Zdrowie wasze, w gardła nasze!



Kancelaria Donaldu Tusku wydała w zeszłym roku na zakup wysokoprocentowych trunków, bagatela, 75 tys. zł.

Od początku kadencji obecnego rządu, czyli od 18 listopada 2011 r. do 31 grudnia 2012 r., urzędnicy premiera zakupili 912 sztuk różnych alkoholi - informuje „Super Express". W gardła poszły 654 butelki wina, 122 butelki koniaku, 61 butelek whisky, 60 butelek likieru oraz 15 sztuk innych alkoholi. Wychodzi około dwie stówki dziennie.
Są rekordowe wydatki, znacznie większe niż w latach poprzednich. Przez pierwsze 15 miesięcy urzędowania rządu PO-PSL (w okresie 2007-2008) wydano na alkohol 69 tys. zł, w 2009 r. - 37 tys. zł, a w 2010 r. - 50 tys. zł.
Lubią wypić! Tylko dlaczego za nasze pieniądze?! Jak to się ma do ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, do picia w pacy? Im wolno?