Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żołnierz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żołnierz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 września 2013

Nawet w obozach byli równi i równiejsi

              Stalag 18A (Stalag XVIIIA) to niemiecki obóz jeniecki w czasie II wojny światowej, w pobliżu Wolfsberg (Austria). Więziono w nim około 30.000 jeńców, 10000 brytyjskich i 20000 rosyjskim. Obóz, utworzono jako Oflag XVIII-B 19 października 1939 roku. Pierwszymi więźniami byli polscy oficerowie, wzięci do niewoli podczas inwazji na Polskę . Polacy zostali przeniesieni do innych obozów, a w marcu 1941 r. oflag został przemianowany na Stalag XVIII-A. W lipcu 1941 trafili do niego pierwsi Anglosasi, a potem w październiku Rosjanie. Przeniesiono do niego także Francuzów i Belgów ze Stalagu XVII-A .
               Rosyjskich jeńców izolowano w oddzielnej części, nie mogli stykać się i kontaktować z innymi więźniami. W anglosaskiej części 50% stanowili Anglicy, około 40% Australijczycy, reszta to Kanadyjczycy i Nowozelandczycy (w tym 320 rdzennych Maorysów) oraz inni podwładni korony brytyjskiej. W obozie znaleźli się również strąceni amerykańscy piloci. W zasadzie był to międzynarodowy kocioł narodowościowy. 
               Niemcy uważali anglosaskich jeńców za równych rasowo i cieszyli się oni szczególnymi względami. Mieli prawo do listów i do otrzymywania paczek za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Anglia i Niemcy podpisały w 1929 r. Konwencję Genewską o traktowaniu jeńców wojennych i w stalagu była przestrzegana. ZSRR tej konwencji nie podpisał. 
 
            Między Anglosasami a Niemcami nawiązywały się nawet szczątkowe przyjaźnie. 


















 
          Inne (poza Rosjanami) narodowości nie mogły również narzekać na złe traktowanie.
          Tak wyglądał Francuz Henri Le Grand w 1943 r., który w stalagu spędził większość II wojny światowej.
















              Anglicy uzewnętrzniali swój specyficzny humor. W stalagu nie było kobiet, ale od czego fantazja? Przecież można sobie robić jaja! 
               Albo pograć z Francuzami w rugby!
 
            Tym bardziej, że po meczu można walnąć sobie browara! 


















               W październiku 1941 r. przywieziono pierwszy transport jeńców rosyjskich (ok. 2000). Wygłodzeni i zmarznięci (padał śnieg), niektórzy w letnich mundurach, słaniali się na nogach. Anglosasi protestowali na takie traktowanie sojuszników, ale zagnano ich z powrotem do koszar i protest się skończył. Lepiej było nie widzieć i nie słyszeć. Mogli parzyć herbatę i grać w warcaby. 

 
            Tak wyglądali wzięci do niewoli Rosjanie. Zimno, głodno, do domu daleko...
            








             Stalag 18 został wyzwolony przez aliantów w maju 1945 r. W latach1945/47 Brytyjczycy czasowo przekształcić go w obóz koncentracyjny dla byłych nazistów, podejrzanych o popełnienie zbrodni wojennych. Potem obóz został ostatecznie zlikwidowany.







wtorek, 3 września 2013

Pies-bohater pochowany z honorami wojskowymi

              Ocenia się, że Zanjeer, golden labrador, uratował tysiące ludzi podczas seryjnych wybuchów bombowych w Bombaju, w marcu 1993 r. Wykrył ponad 3329 kg materiałów wybuchowych, 600 zapalników, 249 granatów i 6406 sztuk ostrej amunicji. Został pochowany z pełnymi honorami z udziałem wyższych urzędników policji.
               Zasługi służącego 8 lat w policji Zanjeera mają być opisane w 40-stronicowej broszurze. Zmarł w bombajskim szpitalu na chorobę płuc 16 listopada 2000 r. Miał 12 lat, co jak na tę rasę jest „słusznym” wiekiem, gdyż golden labradory żyją średnio 14 -16 lat.



niedziela, 1 września 2013

Krasnoarmiejcy śpiewają „Skyfall" Adele

            W sieci furorę zrobiło wideo Chóru Armii Czerwonej, znanego jako Chór Aleksandrowa, który zaśpiewał przebój Adele „Skyfall". A wykonał to tak, że ciary idą po plecach, a kapcie spadają z nóg! Cały zespół liczy ok. 200 osób (chór męski, mieszana grupa taneczna, orkiestra), w programie śniadaniowym rosyjskiej telewizji wystąpił tylko sześciu chórzystów, ale jak! 
 
       Sznurek do nagrania: 

              Chór powstał w październiku 1928 r. jako Zespół Krasnoarmiejskiej Pieśni Centralnego Domu Armii Czerwonej im. Michaiła Frunzego, a jego założycielem był rosyjski kompozytor i dyrygent Aleksandr Wasiljewicz Aleksandrow, profesor moskiewskiego konserwatorium, późniejszy autor melodii hymnu Związku Radzieckiego i wielu innych pieśni masowych i żołnierskich. Przewodził on chórowi do swojej śmierci w 1946, później kierownictwo przejął jego syn, również kompozytor, Borys Aleksandrow, który nadał nazwę Chór im. Aleksandrowa.
             W swoim repertuarze ma ponad dwa tysiące utworów - od piosenek żołnierskich i pieśni narodowych, do światowej muzyki popularnej. Koncertował w 74 krajach, dał około dwóch tysięcy koncertów. Chór kilkakrotnie występował w Polsce, specjalnie na tą okazję przygotowując repertuar, w którym można było posłuchać takich utworów jak: „Hej, sokoły”, „Czerwone maki na Monte Cassino”, „Róże czerwono...” (z filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”), „Brunetki, blondynki” i in.
             Chór współpracował z takimi gwiazdami jak m.in. z Pink Floyd, Leningrad Cowboys, Garou czy Celine Dion. Zasłużoną, prawdziwą sławą, cieszy się na całym świecie.






wtorek, 7 maja 2013

Czarnoskóry jazzman w Powstaniu Warszawskim

            August Agbola O'Brown lub August Agbola Browne (ur. 22 lipca 1895 na terenie dzisiejszej Nigerii, zm. ok. 1976 w Wielkiej Brytanii) był jedynym czarnoskórym uczestnikiem Powstania Warszawskiego.
Do Polski trafił w 1922 roku i zamieszkał w Warszawie przy ulicy Złotej. Z zawodu był muzykiem jazzowym - perkusistą, pracował w warszawskich nocnych lokalach. Ożenił się z Polką. Miał z nią dwoje dzieci - Ryszarda (ur. 1928) i Aleksandra (ur. 1929). W czasie okupacji chciał działać w konspiracji, ale na przeszkodzie stanął jego kolor skóry. Nie chodziło o rasizm, a o rozpoznawalność. W końcu został kolporterem prasy podziemnej. Pomagał ukrywającym się, a utrzymywał handlując sprzętem elektrycznym.
           W 1949 roku zgłosił się do ZBoWiD-u. I w ankiecie personalnej napisał, że brał udział w obronie Warszawy w 1939 roku, a także w Powstaniu Warszawskim. Opisał, ze nosił pseudonim „Ali”, należał do oddziału dowodzonego przez kaprala Aleksandra Marcińskiego („Łabędź”) oraz walczył na terenie Śródmieścia. Historycy ustalili, że chodziło o batalion „Iwo”.
            Potwierdził to Jan Radecki ps. „Czarny”, który widział czarnoskórego mężczyznę w dowództwie batalionu „Iwo” przy ul. Marszałkowskiej 74.
Brak jest informacji na temat losów Augusta Browne'a w pierwszych latach po powstaniu. W 1949 roku był zatrudniony w Wydziale Kultury i Sztuki Zarządu Miejskiego w Warszawie. Potem dalej grał jazz w warszawskich restauracjach. W 1958 roku zniechęcony ekspansją komunizmu i otaczającą go rzeczywistością, wyemigrował z rodziną do Wielkiej Brytanii.
             Był niewątpliwe bardzo barwną postacią. Ponoć znał pięć języków, ubierał się dość kolorowo, zawsze w kapeluszu borsalino. Całości dopełniała dyplomatka i złoty sygnet.
             Ci co go pamiętali podkreślali również jego typowo „polską cechę” - wódkę pił jak nasi rodacy.

sobota, 16 marca 2013

Wojak niedźwiedź Wojtek

            Syryjski niedźwiedź brunatny Wojtek, urodził się w 1941 r. w pobliżu Hamadan (Iran). Za parę puszek konserw, w kwietniu 1942 r. Polacy transportowani z Pahlevi w Iranie do Palestyny (gdzie mieli tworzyć polskie jednostki wojskowe), odkupili niedźwiadka od napotkanego chłopca. Prawdopodobnie zamierzał go sprzedać do cyrku. Niedźwiadek nie umiał jeszcze jeść i żołnierze karmili go rozcieńczonym, skondensowanym mlekiem z butelki po wódce i skręconego ze szmat smoczka. Hmmm… Sentyment do picia z takiego szkła, pozostał Wojtkowi na zawsze! 
           Został oficjalnie wciągnięty na stan ewidencyjny 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii, z którą to jednostką przeszedł cały szlak bojowy: z Iranu przez Irak, Syrię, Palestynę, Egipt do Włoch.
              Żołnierze bardzo troskliwie się nim opiekowali. Jego ulubionymi przysmakami były owoce, słodkie syropy, marmolada, miód oraz piwo, które dostawał za dobre zachowanie. Jadł razem z żołnierzami i spał z nimi w namiocie. Kiedy urósł, dostał własną sypialnię w dużej drewnianej skrzyni, nie lubił jednak samotności i często w nocy przychodził przytulać się do śpiących w namiocie żołnierzy. Był łagodnym zwierzęciem, mającym pełne zaufanie do ludzi. Stwarzało to często zabawne sytuacje z udziałem obcych żołnierzy lub ludności cywilnej.
Żołnierze wspominają, że Wojtek bardzo lubił jazdę wojskowymi ciężarówkami - w szoferce, a czasami na pace, czym wzbudzał sporą sensację na drodze. Lubił też zapasy, które na ogół kończyły się jego zwycięstwem - pokonany leżał „na łopatkach” a Wojtek lizał go jęzorem po twarzy. Podczas działań pod Monte Cassino niedźwiedź pomagał w noszeniu ciężkich skrzyń z amunicją artyleryjską i nigdy nie zdarzyło mu się żadnej upuścić. Od tamtej pory symbolem 22 Kompanii stał się niedźwiedź z pociskiem w łapach. Odznaka taka pojawiła się na samochodach wojskowych, proporczykach i mundurach żołnierzy.
Po wojnie 22 Kompania jako część 2 Korpusu Polskiego została przetransportowana do Glasgow w Szkocji, a razem z nią Wojtek. Kompania stacjonowała w Winfield Park i wkrótce Wojtek został ulubieńcem całego obozu i okolicznej ludności. Stał się też tematem licznych publikacji prasowych. Miejscowe Towarzystwo Polsko-Szkockie mianowało go nawet swoim członkiem. Na uroczystości przyjęcia do towarzystwa, obdarzono nowego członka jego ulubioną butelką piwa.

Po demobilizacji jednostki, zdecydowano oddać niedźwiedzia do ogrodu zoologicznego w Edynburgu. Dyrektor ZOO zgodził się zaopiekować Wojtkiem i nie oddać go nikomu bez zgody dowódcy kompanii, majora Antoniego Chełkowskiego. Rozstano się z nim w1947 r. Później żołnierze, już w cywilu, wielokrotnie odwiedzali Wojtka i nie bacząc na obawy pracowników ZOO przekraczali często ogrodzenie.
Wojtek zmarł w 1963 r. w wieku 22 lat. O jego śmierci poinformowały wówczas brytyjskie stacje radiowe. W wieku dojrzałym ważył blisko 500 funtów (ok. 250 kg) i mierzył dobrze ponad 6 stóp (ponad 180 cm).

W Edynburgu, przed katedrą, stanie wkrótce jego pomnik. Projekt przygotował szkocki rzeźbiarz Alan Herriot. Przedstawia Wojtka i jego opiekuna Piotra Prendysa. Monument będzie miał 3 metry wysokości i zostanie odlany z brązu. Miałby to być pomnik ku czci poległych w II Wojnie Światowej, a zarazem upamiętnienie wkładu Polaków w zwycięstwo.


 





wtorek, 29 stycznia 2013

Octave Monjoin - symbol wojennej traumy



           Octave Monjoin, znany również pod nazwiskiem Anthelme Mangin był francuskim żołnierzem, który został znaleziony na stacji kolejowej w Lyonie 1 lutego 1918 r. Wiadomo było jedynie, że prawdopodobnie wrócił z niemieckiej niewoli. Mężczyzna był oszołomiony, nie miał żadnych dokumentów i zupełnie stracił pamięć. Nie potrafił powiedzieć kim jest, jak się znalazł w tym miejscu. Gdy spytano go o nazwisko wymamrotał jedynie coś w stylu „Anthelme Mangin” i tak go od tej pory nazywano. Porozumienie z mężczyzną było niemożliwe, milczał, nie odpowiadał na pytania.
            Nie za bardzo wiedziano co z nim zrobić i umieszczono go w szpitalu psychiatrycznym. Po czterech latach lekarz prowadzący zamieścił jego zdjęcie w gazecie, próbując ustalić jego tożsamość. Przyszło prawie 300 odpowiedzi. Widziano w nim wujka, brata, syna czy męża. Mimo że np. zupełnie nie zgadzał się wzrost argumentowano, iż „skurczył się na wojnie”. Szczególnie uparta była wdowa Lucy Lemay, która widziała w nim swojego zaginionego męża. 


W 1936 r. rozpoznał go brat, a w 1937 r., na podstawie archiwów niemieckich potwierdzono jego prawdziwe nazwisko - Octave Monjoin. Zawieziono go do rodzinne wsi, rozpoznał m.in. kościół.
W 1938 r. jego tożsamość została oficjalnie przyjęta przez sąd Rodez i połączył się z ojcem i bratem, ale dwa miesiące później, obydwaj zginęli w wypadku samochodowym.
            Monjoin zmarł w klinice psychiatrycznej w 1942 r. , prawdopodobnie z głodu. Został pochowany we wspólnej mogile.
            Do dzisiaj trwa przepychanka proceduralna. Wnuczka Lucy Lemay, wciąż uwikłana jest w proces sądowy. Jest przekonana, że to był jej dziadek, a nie Octave Monjoin. Domaga się nawet ekshumacji badań DNA.
            Ta tragiczna historia o wojennej traumie, zainspirowała francuskiego dramaturga i reżysera Jeana Anouilh do napisania dramatu „Pasażer bez bagażu” (1936 r.).