Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sposoby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sposoby. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 października 2013

„Orzeł” z Wielkiej Brytanii, czyli jak słabość przekuć w siłę

Michael Edwards (ur. 5 grudnia 1963 w Cheltenham), brytyjski skoczek narciarski, znany był jako Eddie „Orzeł" Edwards. Ksywa przylgnęła do niego ze względu na osiągane wyniki, które były, delikatnie mówiąc, mizerne. W zasadzie jedynym jego sukcesem było pośrednie wymuszenie przez Międzynarodową Federację Narciarską, zmiany przepisów. By uniknąć takich „asów” na oficjalnych zawodach, wprowadzono system kwalifikacji (1989 r.). 

Zyskał jednak ogólnoświatową sympatię za poczucie humoru i prezentowany luz.
Orzeł” był pierwszy reprezentantem Wielkiej Brytanii uczestniczącym w igrzyskach olimpijskich, w skokach narciarskich. Zawsze zajmował ostatnie miejsca. Skakał średnio 40 m bliżej niż zwycięzcy. 














            Prezentowany styl był z rodzaju tych „rozpaczliwych”. Widzowie drżeli, by się nie zabił. A powodów do obaw dawał wiele! W czasie swojej „kariery” miał 20 złamań, chyba wszystkich kości.
Na Mistrzostwach Świata w Oberstdorfie (1987 r.) był 55., jak zwykle ostatni, ale było to najwyższe miejsce w jego karierze. Na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Calgary (1988 r.) odniósł największy sukces w całym swoim życiu. Zajął 56., przedostatnie miejsce. No nie, nie dzięki umiejętnościom. Po prostu jeden zawodnik został zdyskwalifikowany. 
Ponieważ chciał odejść w glorii swojego sukcesu, zaraz po igrzyskach zakończył swoją sportową karierę i rozpoczął medialną. Stał się, bez przesady, supergwiazdą. Był zapraszany na przeróżne konkursy, występuje w reklamach (m.in Forda, Panasonica, Coca Coli) i talk-show. Prowadzi własne audycje w radio. Komentuje dla telewizji brytyjskiej Mistrzostwa Świata (kasując przy okazji 20tys. funtów szterlingów), mieszkając i trenując jakiś czas w Lake Placid (USA) udziela się również w stacji ABC Sports.
Staje się także gwiazdą... muzyki. Piosenka "Fly Eddie Fly" wchodzi do pierwszej „50" w Wielkiej Brytanii. W Finlandii utwór „Mun niemi en Eetu" dochodzi do 2 miejsca na liście przebojów.
             Popularnością cieszyła się kaseta, video-instruktaż dla początkujących narciarzy „On the piste with Eddie Edwards - a beginner's guide to skiing" (wydana w 1993r.) Jeżeli komuś to było za mało, mógł wykupić prywatne lekcje jazdy na nartach u Eddie Edwardsa.

Eddie mieszka teraz w Salt Lake City. Ponoć ma nawet powstać film fabularny, oparty na jego biografii. Pierwszy krok już został zrobiony. Każdy może wcielić się w „Orła” w grze komputerowej „Eddie Edwards Super Ski” (wyd. w 1988 r. przez Microids)
Jego popularność nie maleje. Brytyjczyk pobiegł z pochodnią olimpijską w styczniu 2010 roku w Winnipeg. Był jednym z 15 cudzoziemców, którzy wzięli w niej udział.
Eddie Edwards uważany jest za najgorszego skoczka narciarskiego w historii tej dyscypliny, ale... Ze swej słabości, uczynił siłę! W sumie zarobił na skokach blisko 50 milionów dolarów.
W tym szaleństwie jest metoda!

 
 

sobota, 19 października 2013

Wesele prawie za friko

             Myśl o ślubie i późniejszym weselu, jeży włos na głowie (koszty!). Jasne, że można jechać do USC Fiatem 126p, tramwajem czy albo po prostu iść pieszo, ale jakośc nie mieści się to w polskiej tradycji „zastaw się, a postaw się!”. Tak więc „młodzi” zgrzytając zębami karmią i poją rzeszę weselników, zamiast kasę przeznaczyć np. miodowe wojaże.
            A że można inaczej udowodniła para z Wielkiej Brytanii, 39-letnia Georgina Porteous i 32-letni Sid Innes. On jest artystą, ona pisze teksty piosenek i śpiewa. 
              Poznali się na targach sztuki w Glasgow w 2009 r. Sid oświadczył się w Berlinie w zeszłym roku, w sierpniu tego roku się pobrali. Nie było by w tym nic dziwnego i niespotykanego, gdyby nie to, że cała impreza ślubno-weselna kosztowała ich niespełna 2 dolce. Poszło to na suknię ślubną (ręcznie szyta w latach 60.), którą Georgina kupiła na portalu Freecycle, gdzie ludzie wystawiają na sprzedaż zbędne rzeczy.
              Mieszkają w Inverness (północna Szkocja), a uroczystość dla 70 gości odbyła się w specjalnie udekorowanej stodole za ich domem. W zasadzie wszystko było jak trzeba – muzykę zapewnił 67-letni ojciec Georginy, Harry, który grał na saksofonie utwory jazzowe.
            Goście zostali wcześniej poproszeni o przyniesienie jedzenia i czegoś do picia, więc stół nie świecił pustakami. Nie brakowało bułeczek własnego wypieku, kiełbas, sałatek i ziemniaków.
            Ceremonię prowadziła mama Georginy, Susanna Bichard, 64-letnia kościelna lektor. A obrączki wykonano z poroża znalezionego koło domu. 
               Zaprzyjaźniony fotograf zrobił fotki za friko, a ciotka Georginy, Alison Wilson, upiekła weselne torty z inicjałami młodej pary. Co ciekawe, większość gości twierdziła, że świetnie się bawili, jak nigdy w życiu!
             Zaoszczędzone pieniądze para młoda postanowiła przeznaczyć na wycieczkę do Berlina, gdzie się zaręczyli.
              I jak tu nie mówić o przysłowiowej oszczędności Szkotów?! Tym razem jednak przykład godny jest naśladowania!
             Tak à propos... Kim są z pochodzenia poznaniacy? Szkoci wyrzuceni za rozrzutność...


 

środa, 16 października 2013

„Krokodyl” na ulicach Nowego Jorku

              W kilku miastach USA (m.in. Chicago i Nowy Jork) na ulicach pojawił się nowy narkotyk nazwany „heroinowym kanibalem”. Wywodzi się z Rosji, a tam ma nazwę „krokodil”. Zbiera żniwo od 10 lat, a jest to żniwo makabryczne, około 30.000 ofiar śmiertelnych rocznie. Uzależnionych jakby „zjada” od środka, stają się jakby „zombie”, ich ciało gnije. Jedynym wyjściem jest amputacja kończyn, ale niewiele to zmienia. 
               Narkotyk jest produkowany domowymi sposobami z łatwo dostępnych składników, jak kodeina, jodyna z dodatkiem benzyny, oleju przemysłowego, płynu do napełniania „tradycyjnych” zapalniczek i rozpuszczalnika. Taką miksturę „fachowcy” filtrują i gotują razem. Po wystygnięciu - „w kanał”! Cały proces trwa tylko 30 minut. Otrzymany produkt jest około 10 razy tańszy niż heroina. 
              Jedną z ofiar „krokodyla” jest 28-letnia Margarita Schelkunova, pochodząca gdzieś z Syberii. Jej mąż zmarł po siedmiu latach „walenia” (miał 27 lat), ona jest teraz „czysta”. Dużo życia jej jednak nie pozostało, gdyż straciła wzrok w lewym oku, zdiagnozowano u niej raka i jest nosicielem HIV. Lekarze dają jej kilka tygodni życia.



piątek, 20 września 2013

Człowiek - radar

Całkowicie od dziecka niewidomy Daniel Kish (ur. 1966 w Montebello, Kalifornia ), jest amerykańskim ekspertem w dziedzinie ludzkiej echolokacji i prezesem stowarzyszenia „Świat Dostępny dla Niewidomych”. 
Prowadzi zupełnie normalny tryb życia – spaceruje (często po górach), gra w piłkę, jeździ na łyżwach -ba! – nawet podczas normalnego ruchu ulicznego, porusza się na rowerze górskim.
Wszystko dzięki autorskiej metodzie adaptacyjnej dla niewidomych, którą nazwał Flash Sonar. Polega na echolokacji, czyli lokalizacji obiektów na podstawie odbitego dźwięku. Posługują się nią m.in. nietoperze i delfiny. 
Daniel Kish dźwięki generuje uderzając językiem o podniebienie z częstotliwością dwóch-trzech kliknięć na sekundę. Co ciekawe, metoda może być stosowana w zupełnie nieznanym środowisku! 
  Amerykanin uczy innych niewidomych jak ją stosować, poświęcił na to ponad dziesięć tysięcy godzin pracując z uczniami na całym wszystkich typów i kultur. Podkreśla, że człowiek, zarówno widzący jak i niewidomy, powinien rozwijać wszystkie możliwe aspekty ludzkiej percepcji.
Technika Flash Sonar, którą rozwinął do perfekcji, spowodowała, że często nazywa się go Batmanem „w realu”.



 


 

sobota, 29 czerwca 2013

Sposobem ją! Żeby nie swędziało!

             Wilgotno i ciepło, więc komary tną jak opętane! W zasadzie nie komary, a komarzyce, gdyż to one lubują się w naszej krwi. A jak baba, to sposobem ją!
              Pierwsza naczelna zasada – nie drapać! TO oczywista oczywistość, ale trudno się powstrzymać, jednak trzeba. Są środki, które pomagają na ukąszenie (np. Fenistil, Boiron Dapis, Ziaja Antybzzz, 100P, Entil czy Hydrocortison), ale co robić, jak tego nie ma pod ręką?
 
1. Babka lancetowa i banan
Swędzące miejsce pocieramy liściem babki lancetowej (dość popularna) lub skórką od banana. Można też przyłożyć plaster surowego ziemniaka albo cebuli.
2. Plasterek cytryny
W miejscu ukąszenia przykładamy plasterek cytryny. Można też przemyć octem jabłkowym, najlepiej nasączając płatek kosmetyczny.
3. Zimna woda lub lód
Pomaga również przemycie zimną wodą lub przyłożenie kostki lodu. 






  4. Natka pietruszki
Na ukąszone miejsce przykładamy posiekaną natkę pietruszki - złagodzi nie tylko swędzenie, ale też opuchliznę.
5. Aspiryna
Dobrym sposobem na swędzenie po ukąszeniu komara jest użycie aspiryny. Kruszymy ją i łączymy z odrobiną wody, aby wyrobić pastę. Tę nakładamy na ukąszenie.
6. Pasta do zębów
Smarujemy ranę pastą do zębów lub przygotowanym roztworem na bazie sody oczyszczonej i wody (powinien mieć konsystencję pasty).
 
7. Cząber i spirytus salicylowy
Miejsce ukąszenia smarujemy papką z suszonego cząbru i spirytusu salicylowego.
8. Olejek z drzewa herbacianego
Dobre efekty daje posmarowanie swędzącego miejsca olejkiem z drzewa herbacianego. Można go kupić w aptekach i sklepach zielarskich.
9. Woda toaletowa
Sposób chyba najprostszy. Miejsce ukąszenia spryskujemy wodą toaletową lub perfumami. Są robione na bazie alkoholu, mają działanie odkażające.




czwartek, 20 czerwca 2013

Sposób na bezdomność

           Bratislav Stojanovic, bezdomny z serbskiej miejscowości Nis, zamieszkał na starym, miejskim cmentarzu. Jako lokum wybrał sobie jeden jeden z grobów. Mieszka tak już 15 lat.
             Miejscowe władze przymykają oko, udają, że nie ma sprawy. W ten sposób obie zainteresowane strony są w miarę zadowolone.

środa, 29 maja 2013

Wolę sobie nogę obciąć, niż pracować!

                 Bezrobotny, 56-letni Url Hans ze Styrii (Austria), nie bardzo lubi pracować. Groziło mu cofniecie zasiłku, gdyż odrzucał kolejne propozycje zatrudnienia. Godzinę przed terminem komisji lekarskiej, piłą elektryczną obciął sobie stopę tuż nad kostką i wrzucił ją do pieca. Chciał uniemożliwić jej przyszycie!    
               Amputację przygotował starannie. Poczekał, aż żona i dorosły syn wyjdą z domu, zdjął osłonę z piły i dawaj! Problemem stało się krwawienie, którego nie mógł opanować. Wezwał pogotowie i natychmiast śmigłowcem przewieziono go do szpitala w Grazu.
Niby mu się udało, ale nie bardzo. Lekarz specjalista od orzeczeń inwalidzkich stwierdził, iż .. bez stopy też może pracować. Fachowcy od zatrudnienia już szukają dla niego odpowiedniej posady.



         

czwartek, 4 kwietnia 2013

Trójwymiarowe rzeźby z drutu


              Dzieła chińskiego artysty Shi Jindiana budzą podziw i zdumienie. Obiekty 3D przypominają jakąś cyfrową projekcję, ale wykonane są z nierdzewnego drutu. 


              Metoda jest prosta jak konstrukcja cepa, trzeba było tylko na to „wpaść”.  Shi Jindian dokładnie owija obiekt drutem, a potem go usuwa pozostawiając siatkę.       

             Diabeł tkwi w szczegółach! Jak to robi?! To benedyktyńska praca, wycina to co „niepotrzebne”, centymetr po centymetrze.  Wiąże to się z całkowitym zniszczeniem „modelu”.






            




niedziela, 31 marca 2013

Fotografie jedzenia – reklamowa podpucha


            Już po śniadaniu wielkanocnym, po obiedzie pewnie też. Smakowało? To dobrze!
            Wielu dało się skusić nęcącym reklamom, na których  królują świeże warzywa o żywych kolorach, wspaniałe ciasta, chrupiące kurczaki  czy oszronione owoce. Aż chce się zjeść samą reklamę! To samo na billboardach, ulotkach, zdjęciach w necie…
Biegniemy więc do osiedlowego marketu, a tam czeka nas rozczarowanie. Rzeczywiste produkty nijak się mają do reklam! Jak oni to robią? Wiadomo – jest photoshop, kombajn do obróbki fotografii, ale co jeszcze?
Jedzenie to jeden z najtrudniejszych tematów, z jakimi zmagają się zawodowi fotografowie. No bo przecież ciepłe dania stygną (nie ma pary!), soczyste produkty schną, mrożone - topnieją (zwłaszcza w gorących światłach reflektorów), warzywa gniją, owoce brązowieją. Ale fachowcy na wszystko znajdą sposób! Używają całego szeregu pomysłowych sztuczek i narzędzi, a wśród nich znaleźć można takie „perełki” jak olej silnikowy, dezodorant w spreju czy pasta do butów.


Palnik albo lampa lutownicza. Podstawa podpuchy wszystkiego, co ma być „smakowicie podpieczone”. Nadaje brązowy odcienia brzegom mielonego mięsa w hamburgerach, apetycznie opieka surowego kurczaka czy żeberka lub kiełbaski „z grilla”. W tym przypadku trzeba się jednak trochę wysilić i podgrzać je w gorącej wodzie, bo popękają i skutek wiadomy!




Olej silnikowy. Zastępują zupełnie niefotogeniczne sosy i syropy.



Duża strzykawka.  Za jej pomocą wyciska się ziemniaczane puree pod drobiową skórkę, tuż przed użyciem palnika. Na kurczaka i inne ptaki działa to jak swoisty push-up.






Gliceryna. Rozprowadzona odpowiednim pędzlem, nadaje rybom wygląd właśnie złowionych, natomiast mgiełka ze spryskiwacza „oprószy kwiaty rosą”. Można również taką metodą ożywić sałatę i inne warzywa. Sama woda wydaje się czymś tak oczywistym, że nie warto nad tym się rozwodzić. 






            Wata bawełniana. Zwilżone kłębki, po podgrzaniu w mikrofalówce, umieszcza się za "gorącą" potrawą. Uzyskuje się w ten sposób efektowny efekt parowania. Można też użyć kadzidełek albo dymu papierosowego. Chuchać jednak trzeba „z czuciem” i nie przesadzić z ilością „pary”.
 





            Brązowa pasta do butów. Używa się jej do przemiany surowego kawałka mięsa w soczysty stek prosto z rusztu.
 




          Lakier do włosów. Pełni podobną rolę jak gliceryna, może np. przywrócić życie podsychającemu kawałkowi ciasta.






              Dezodorant w spreju. Niezastąpiony do owoców. Okrywa je, np. winogrona, charakterystyczną „zmrożoną” powłoką.
 




             Klej szkolny. Na zdjęciach płatków śniadaniowych zastępuje mleko. Służy też do „naprawiania” ukruszonego ciasta. Klej z polioctanu winylu jest wręcz niezastąpiony w produkcji reklam produktów spożywczych. Używa się go do sklejania pierogów, które wypełnione są purée i tylko w miejscu rozcięcia smarowane dżemem.
 

              Wszystko musi się jakoś trzymać. Wieloskładnikowe kanapki utrzymują w całości i „porządku” wykałaczki i szpilki. Perfekcyjnie ułożoną kruszonkę na ciasteczkach lub sezam na hamburgerach utrzymuje klej. Okruszki układa się pęsetką, modeluje się nią również makaron.

 



czwartek, 7 lutego 2013

Sposobem to i jeża można...



            Plamy, przypalone garnki, czerstwe pieczywo, ślady po taśmie klejącej... Czasem jest to zmora dnia codziennego. Co z tym robić? Jak można domowymi sposobami pokonać takie „cuś”? 
 1. Zmywanie farby emulsyjnej
            Farbę emulsyjną najlepiej zmywać na bieżąco ciepłą wodą. Jeśli zaschnie – zupa się wylała! Pozostanie tylko długie nawilżenie i zeskrobanie.
            Ręce jeszcze można umyć oliwką dla dzieci. Oliwka jest też idealna dla wyczyszczenia chromowanych przedmiotów. Używamy do tego miękkiej, bawełnianej szmatki.  
            Świeże plamy farby na tkaninach można szybko sprać, a jak nie zadziała, materiał można zamoczyć na kilka godzin w ciepłej wodzie z dodatkiem proszku do prania.  Są też dostępne specjalne rozpuszczalniki do farb emulsyjnych, ale czasem powodują odbarwienie tkaniny.
2. Osad na żelazku
            Brązowy osad na żelazku usunąć można przecierając je miękkim papierem (np. gazetą) posypanym solą. Zastosować można też specjalny roztwór – wodę mieszamy z niewielką ilością delikatnego płynu do mycia naczyń lub proszku do prania. Czyścimy żelazko miękką szmatką, ale „z czuciem”.
            Nie działa? Pozostaje „piorunująca mieszanka” - roztwór octu i soli. Mieszaninę podgrzewamy, żeby sól się rozpuściła, potem miękkim gałgankiem czyścimy żelazko. Na koniec całą stopę żelazka przecieramy szmatką zwilżoną czystą wodą.
3. Czyszczenie srebra

            Rodowe srebra jak i całą biżuterię najlepiej czyścić sodą. Najpierw wszystko dokładnie myjemy, wkładamy do naczynia wyłożonego folia aluminiową i zalewamy roztworem z kilku łyżeczek sody i jednego litra wrzątku. Po kilku minutach – gotowe!
            Biżuterię można też doprowadzić do połysku zanurzając ją w denaturacie na około 12 godzin. Potem posypujemy srebro suchymi trocinkami i po wyschnięciu czyścimy irchą.
            Świetnie też spisuje się popiół z papierosa i pasta do zębów.
4. Domowy kret
           Odpływ w zlewie pomoże udrożnić roztwór przygotowany z połowy filiżanki soli na litr gorącej wody. Kolejny sposób na zaśmiecone rury. Do odpływu należy wlać najpierw pół szklanki sody, a potem pół szklanki octu. Otwór zakrywamy wilgotną tkaniną i po pięciu minutach płuczemy gorącą wodą.
5. Żywotność kwiatów w wazonie
           Aby cięte kwiaty w wazonie jak najdłużej zachowywały świeżość i nie więdły, do wody trzeba dodać mąki ziemniaczanej, w proporcji łyżeczka mąki na litr wody. Trzeba też pamiętać, aby przy każdej zmianie wody obcinać około pół centymetra łodygi, koniecznie na skos i pod wodą! Wtedy do łodygi nie dostaje się powietrze.
            Możemy wzbogacić wodę o różne specyfiki, które pomogą w utrzymaniu kwiatów jak najdłużej w nienagannej świeżości. Możemy skruszyć tabletkę aspiryny i dodać ją do wody. Innym sposobem jest dodanie około 2 łyżek cukru.         
           Ostatnia domowa rada - na dnie wazonu umieszczamy drobne monety w nominale 1, 2 i 5 gr.
            W kwiaciarniach dostępne są także specjalistyczne płyny, które dolewane systematycznie do wody pomogą przedłużyć życie kwiatom.
6. Plamy kawy lub herbaty
           Plamy z kawy i herbaty na filiżankach usuniemy przecierając je skórkami cytrusów z dodatkiem soli.
           Można też zastosować inny sposób. Jeżeli w naczyniach utworzył się osad po kawie lub po herbacie i nie możemy domyć dzbanka, kubka, szklanki, termosu lub innego kuchennego wyposażenia, należy wypełnić naczynie w połowie kostkami lodu i potrząsać. Lód będzie ścierał plamy nie rysując ścianek dzbanka, kubka lub innego naczynia.
7. Ratowanie przypalonych garnków
            Jeśli chcemy uratować przypalony garnek należy wlać do niego mocno osoloną wodę i pozostawić na dwanaście godzin. Następnie należy zagotować tę wodę utrzymując wrzenie przez 5-7 minut. Wszystko odejdzie od dna bez najmniejszego oporu i nie trzeba garnka czyścić ostrymi narzędziami.
8. Usuwanie naklejek z folii samoprzylepnej
           Wszelkiego rodzaju naklejki i nalepki pozostawiają po sobie ślady na szybie, meblach, drzwiach itp. Aby usunąć naklejki i nalepki trzeba wcześniej nawilżyć je gorącym octem. Folia naklejki zacznie się kurczyć i łatwo zejdzie. Tak samo wygląda usuwanie naklejki rejestracyjnej z szyby samochodu, jedynie ocet powinien być mocniejszy i dajemy do więcej.
           Ślady po taśmie klejącej usuwamy nakładając na nie tłusty krem lub oliwę. Następnie mocno przecieramy miejsce zabrudzone klejem z taśmy klejącej.
 9. Odświeżanie pieczywa
              Czerstwy chleb, bułki i inne pieczywo można odświeżyć na dwa sposoby. Pierwszy to rozgrzanie piekarnika razem z pojemnikiem wypełnionym wodą. Gdy woda zacznie parować wyłączamy ogrzewanie piekarnika, nie wyjmujemy pojemnika z wodą i wkładamy chleb do piekarnika. Trzymamy go tam około dwóch godzin. Jeśli we wnętrzu piekarnika temperatura spada bardzo szybko wówczas trzeba na krótko podnieść w nim temperaturę.
             Drugi sposób, aby odświeżyć chleb, bułki i inne pieczywo - na  12-14 godzin do pojemnika z chlebem wkładamy obrane jabłko.
10. Usuwanie śladów po długopisie
           Jedwab, wełnę i inne materiały pobrudzone tuszem z długopisu czyścimy suchym kwaskiem cytrynowym. Plamy posypujemy kwaskiem i pozostawiamy na 15-20 minut. Potem tkaninę należy wielokrotnie spłukać. Jeśli ślady pozostaną, po wyschnięciu zabieg trzeba powtórzyć raz jeszcze. Plamę z tuszu po długopisie możemy usunąć też przy pomocy alkoholu np. spirytusu. Tamponikiem z waty "uderzamy" plamę, ale pod spód należy podłożyć czystą szmatkę.
          Ten sposób bywa jednak ryzykowny, gdyż alkohol może również odbarwić materiał.





sobota, 2 lutego 2013

10 sposobów na robienie klienta w ciula

           Handlowcy,specjalizują się nie tylko w handlu, ale czasem również w robieniu klienta w przysłowiowego ciula. Sposobów jest mnóstwo, ale są też te najbardziej popularne.
1. Duże opakowanie
            Sposób stosowany głównie przy sprzedaży kosmetyków. Duże, atrakcyjne opakowanie, w środku mały słoiczek np. kremu, który cudownie usuwa zmarszczki. 
2. Zmniejszanie wagi
            Cena wydaje się atrakcyjna, więc czasem nie zwracamy uwagi, że zawartość jest nieco „uszczuplona” w stosunku do naszych „ilościowych” przyzwyczajeń. Zamiast 500 g jest np. 450 g, zamiast 450 g np. 425 g.
3. Zawartość cukru w cukrze
            Niska cena atrakcyjnych produktów np. czekolady, spowodowana jest wielokrotnie ich obniżeniem jakościowym. Nie ma cudów! Oferta typu – herbata z dziką różą, hibiskusem czy opuncją, zawiera często w sobie śladowe ilości tych produktów. 
4. Dwa w jednym
            Sprzedaż łączona typu – proszek plus odplamiacz, wielokrotnie ma na celu „wypchnięcie” niechodliwych produktów. Analiza ceny często doprowadzi do wniosku, że gra nie jest warta świeczki.
5. Zmiana nazwy i opakowania
           Bardzo często stosowany chwyt. Zmienia się nazwę produktu, opakowanie i cenę. Oczywiście, na wyższą. A w środku, to co było.
6. Obniżanie ceny tuż przed upływem terminu ważności
           Naklejenie nowej ceny, tej obniżonej, często sygnalizowane jest tylko kodem kreskowym. Wcale nie znaczy to, że staje się ona bardzo atrakcyjna. Lepiej sprawdzić na czytniku, zobaczyć też ile produkt kosztował przed obniżką. 
 7. Jedno większe – dwa mniejsze
           Najczęściej kupno produktów większych opakowaniach jest cenowo korzystniejsze. Trzeba jednak zachować ostrożność, gdyż może to być tylko podpucha.
           Dość popularnym sposobem robienia w bambuko jest tzw. bonus. A to małe opakowanie do dużego, a to prezent itp. Za darmo!!! Jak się dokładnie policzy cenę, „szczodrość” tego prezentu może budzić jedynie śmiech na sali!
Bez jaj! Nikt nikomu nic za darmo jeszcze nie dał!
8. Kamuflowanie ceny
          Ceny często podawane są w odniesieniu do 100 g. W oczy rzuca się niski koszt, ale po zważeniu już jest gorzej. Tym bardziej, gdy mamy do czynienia z czymś z natury „ciężkim”, np. z rybami lub mięsem. 

9. Bez konserwantów!
             Moda na zdrową żywność powoduje, że często produkty żywnościowe reklamowane są sloganem - bez konserwantów! Ostrożnie z takimi zapewnieniami! Lepiej do końca w nie wierzyć.                    
            Wczytując się w skład podany na opakowaniu można niekiedy totalnie odlecieć. Mądre, nic nie mówiące, skomplikowane nazwy, kryją po prostu zwykłą chemię.
10. Zamrożone ryby
            Jeszcze a propos ryb. Zamrożone zawierają niekiedy tyle lodu, że mózg staje! Dobrze jeszcze jeśli to są filety, jeśli tusze, dojdą odpady z patroszenia. W konsekwencji „odrzuty” sięgać mogą 50%.