Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekord. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekord. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2014

W ilości sprzedanych płyt wyprzedzają go tylko The Beatles

            Wydawało by się, że w USA kto jak kto, ale Elvis Presley jest niekwestionowanym królem, jeśli chodzi o ilość sprzedanych płyt. Prawda, ale nie do końca. Wyprzedzają go Beatlesi i Garth Brooks, piosenkarz łączący country z rockiem. 
             Garth Brooks, właśc. Troyal Garth Brooks (ur. 7 lutego 1962 w Tulsa, Oklahoma, Stany Zjednoczone). Studiował na Oklahoma State University w Stillwater, gdzie dostał się dzięki stypendium sportowemu, przez kilka lat był czynnym lekkoatletą oraz profesjonalnym baseballistą. Dorabiał jako ochroniarz w barze. Po studiach poświęcił się muzyce. Powołuje się na wpływ Jamesa Taylora i George'a Jonesa.
 
            Na scenie muzycznej debiutował w 1989 r. Nagrał osiem albumów, a sześc z nich uzyskało status brylantowej płyty. Z początkiem lat 90. zdominował rynek muzyczny w USA. Do tej pory sprzedał tam ok. 130 mln albumów, a na całym świecie ok. 150 mln. Zdobył wszelkie nagrody jakie były do zdobycia! 21 października 2012 r. Garth Brooks został wprowadzony do Country Music Hall of Fame.









           Woda sodowa nigdy nie uderzyła mu do głowy. Występuje bardzo często charytatywnie dla ofiar kataklizmów i osób chorych. Nie tylko występuje, ale w 2000 r. oddał część swojej wątroby bliskiemu przyjacielowi, gwieździe country Chrisowi LeDoux. Przeszczep się udał, ale pięć lat później Chris zmarł na raka.

czwartek, 20 lutego 2014

Pierwszy samochód Porsche

            Na początku lutego, w piątą rocznicę otwarcia w Stuttgarcie Muzeum Porsche zaprezentowano w nim odnaleziony w Australii pierwszy model samochodu, pochodzący z 1898 r. Był to „Egger-Löhner”, elektryczny pojazd, model „C.2 Phaeton” (znany w skrócie jako „P1”) 
               Na wszystkich kluczowych elementach tego samochodu wygrawerowany jest kod „P1" (Porsche, numer 1). 
              Napęd elektryczny, ważący zaledwie 130 kg, zapewniał moc 3 KM. Na krótką metę można było, w trybie przeciążenia, uzyskać do 5 KM ,co pozwalało „P1” osiągnąć prędkość do 35 km / godz. Całkowity zasięg pojazdu wynosił 80 km, co w tamtych czasach było znacznym osiągnięciem. Co ważne, nadwozie pojazdu (nie zachowało się) pozwalało na użytkowanie latem i zimą. 
            „P1" zaprojektowany i zbudowany przez Ferdynanda Porsche był jednym z pierwszych pojazdów zarejestrowanych w Austrii, a na ulicach Wiednia pojawił się 26 czerwca 1898 roku. Pierwszy test praktyczny „P1” przeszedł we wrześniu 1899 roku, na międzynarodowej wystawie pojazdów silnikowych w Berlinie. Odbył się wtedy wyścig pojazdów elektrycznych na dystansie 40 km. 


             Ferdinand Porsche z trzema pasażerami „na pokładzie” przybył na metę 18 minut przed następnym samochodem. Ponad połowa uczestników nie udało się dotrzeć do mety z powodu trudności technicznych. „P1" wykazał również najniższe zużycie energii w ruchu miejskim.




czwartek, 19 grudnia 2013

Najdroższa książka świata

Bay Psalm Book, angielski przekład Księgi Psalmów, to pierwsza książka wydrukowana w Ameryce Północnej. Pierwszy nakład wyniósł 1700 egzemplarzy, z których do dziś zachowało się 11 sztuk. Psałterz ma blisko 300 stronic.


W listopadzie tego roku, na aukcji, jeden z zachowanych egzemplarzy poszedł za blisko 14,2 miliona dolarów, przez co stał się on najdroższą księgą drukowaną. Wystawił ją nowojorski dom aukcyjny Sotheby. Psałterz przebił kwotę poprzedniej rekordowo sprzedanej książki drukowanej „Birds of America” Jamesa Audubona, która zawiera naukowe opisy oraz ilustracje ptaków występujących na terenie Stanów Zjednoczonych. Czterotomowy komplet książki Audubona w 2010 r. na aukcji w Londynie, sprzedano za 11,5 mln dolarów. Wyższą cenę na aukcjach osiągają jedynie rękopisy.
















  Psałterz wydrukowano w 1640 r. w Cambridge (Massachusetts), zaledwie dwadzieścia lat po przybyciu pierwszych protestanckich osadników na pokładzie żaglowca Mayflower do Plymouth. By wydać tę księgę, zebrano fundusze w Anglii, po czym wszystkie niezbędne materiały, w tym
prasę drukarską i papier, wysłano za Atlantyk do ówczesnej brytyjskiej prowincji Massachusetts Bay
11 psałterzy Bay Psalm Book wydrukowanych w 1640 r. zachowało się do dziś, a przechowywane są zarówno w największych bibliotekach, jak też w zbiorach prywatnych. W 1698 r. do Bay Psalm Book po raz pierwszy dodano nuty – była to 9 edycja książki.
             Psałterz należał do kościoła Old South Church z Bostonu, który wystawił jeden z dwóch posiadanych egzemplarzy. Najwyższą cenę za psałterz wylicytował filantrop David Rubinstein, który planuje pokazywać go w bibliotekach na terenie całych Stanów Zjednoczonych.



sobota, 7 grudnia 2013

Z lękiem wysokości na Mont Everest. Świr czy iron man?

               Sir Ranulph Fiennes (rocznik 1944, spokrewniony z brytyjska rodziną królewską), podróżnik, odkrywca i pisarz, od 40 lat podejmuje ekstremalne wyzwania. Jest posiadaczem kilkunastu rekordów wytrzymałościowych. Bez przesady można powiedzieć, że są one na granicy życia i śmierci. Zgodnie z Guinness Book of World Records jest największym na świecie zdobywcą. 
 
              Osiem lat służył w armii, ale nie bardzo mu to pasowało, gdyż powierzane mu zadania (szczególnie tłumienie rebelii w Omanie), kłóciły się z jego sumieniem. Od 1960 r. rozpoczął życie zdobywcy i podróżnika.
Podejmował tak ekstremalne wyzwania, że nie mieszczą się one w pojęciu „normalnych” wypraw, podróży czy osiągnięć. Jest ich bez liku!
              W 1992 r. Fiennes poprowadził ekspedycję, która odkryła przyczółek zaginionego miasta Iram w Omanie. Później zafascynowała go Arktyka i Antarktyda. Opłynął obydwa lądolody, zdobył bieguny, a Antarktydę przeszedł w poprzek. 

              W 2000 r. próbował „solo” zdobyć Biegun Północny. Wyprawa nie powiodła się, gdy jego sanie wpadły pod alby lód i Fiennes był zmuszony wyciągnąć je ręcznie. Doznał poważnego odmrożenia czubków wszystkich palców lewej dłoni, co zmusiło go do rezygnacji z wyprawy. Po powrocie do domu, lekarz nalegał, by poczekać z amputacją kilka miesięcy, co miało pomóc w odrastaniu zdrowej tkanki. Fiennes z jednej strony cierpiał ból, z drugiej był zbyt niecierpliwy, więc sam odciął końcówki palców elektryczną wycinarką.
Przebiegł 7 maratonów, na 7 kontynentach, w ciągu 7 kolejnych dni (2003 r.), po tym jak miał zawal serca i wszczepiono mu bypassy. W 2008 r. podjął próbę zdobycia Mont Everest, ale wycofał się z powodu … ataku serca. Z powodzeniem ponowił atak rok później (miał 65 lat) i tym samym stał się najstarszym Brytyjczykiem, który zdobył ten szczyt. 
                W tym roku Ranulph Fiennes podjął nieudaną próbę zimowego przejścia Antarktydy w poprzek. Trasa miała liczyć ponad 3 tys. km, a zaplanowano ją na blisko pół roku. Przymiarki trwały pięć lat. Niestety, już na Antarktydzie, Ranulph Fiennes miał wypadek na nartach i … znów odmroził sobie dwa palce lewej dłoni. Jest na to bardzo narażony, gdyż zdiagnozowano u niego cukrzycę. Czeka go amputacja. Musiał się wycofać, ale jego ekipa będzie kontynuować wyprawę.
               Jest o co walczyć, gdyż nagroda za ten wyczyn wynosi 6.170.000 PLN, a przeznaczona ma być na walkę ze ślepota na świecie. Nie jest to pierwsza charytatywna inicjatywa Ranulpha Fiennesa. W marcu 2007 r., pomimo lęku wysokości, wspiął się na północną ścianę Eigeru, od sponsorów zainkasował 1,8 mln PLN, które przeznaczył dla Marie Curie Cancer Care (Wielka Brytania) na walkę z rakiem.
             Jak on z lękiem wysokości zdobył Mont Everest?! Mózg staje!


czwartek, 14 listopada 2013

Prawie trzy miesiące w wodzie

            John o'Groats (gael. Taigh Iain Ghròt) to wioska w północnej Szkocji, najbardziej na północ wysunięta osada wyspy Wielka Brytania. Zamieszkana jest zaledwie przez 300 osób. Stąd zaczyna się najdłuższa trasa lądowa wyspy, a jej drugim skrajnym końcem jest Land's End w Kornwalii.
 
             Właśnie z Kornwalii, 30 czerwca, wyruszył urodzony w Zimbabwe, 32-letni Sean Conway, by wpław pokonać trasę 1000 mil wybrzeża Wielkiej Brytanii (ok. 1900 km!). Do John o'Groats dotarł 11 listopada i jest pierwszą osobą, która dokonała takiego wyczynu.. 














            Żywił się produktami puree, jego szczęki tak drętwiały z zimna, że nie mógł nic gryźć. Wyrosła mu dość pokaźna broda, co było mu nawet na rękę, gdyż chroniła go od ukąszenia meduz. I tak dopadły go ponad 10 razy! 
              Nałykał się morskiej morskiej wody (ponad 50 l!), dość mocno stracił na wadze, walczył z chorobą morską. Dziennie przepływał ok. 10 mil (ok. 18,5 km). Cała wyprawa trwała 136 dni, z czego 90 dni Sean Conway spędził w wodzie. Asekurował go jacht, gdzie spał, odnotowując współrzędne, potem wyruszał dalej. Na ląd wychodził tylko w czasie mocnych burz. 
              W John o'Groats czekała na niego m.in. 60-letnia matka Babette i nie kryła dumy z syna. Osiągnięcie Seana Conway'a nie będzie odnotowane w Księdze Rekordów Guinnessa, gdyż z jednej strony jest zbyt ekstremalne, a z drugiej „zarzucono mu” korzystanie ze specjalnego kombinezonu i … płetw.
             Nie jest to pierwszy niecodzienny wyczyn Seana Conway'a. Ma swoim koncie zdobycie Klimandżaro … w stroju pingwina oraz podróż rowerem (16.000 mil!) przez sześć kontynentów. Twardziel z niego jak się patrzy, pedałował 116 dni, a wiele z nich...z pękniętym kręgosłupem! Nie poddał się jednak!
            Prawdziwy twardziel!










wtorek, 29 października 2013

Piwko kaca ci złagodzi!

             Browary na całym świecie prześcigają się nie tylko w smaku, ale i w mocy piwa. Ten wskaźnik jest znakiem firmowym szkockiej firmy Brewmeister. 
               Na rynek trafiło piwo „Snake Venom” (jad węża), zawierające 67,5 procent alkoholu. Ma już swoich fanów, chociaż za butelkę 275 ml trzeba wybulić 50 funtów. Nieźle! Niech moc będzie z tobą! Piwo ma ponoć bardzo przyjemny chmielowo-słodowy smak, a jego produkcji wykorzystano słód wędzony torfem i dwa rodzaje drożdży: szampańskie i piwne.
             „Snake Venom” pobił poprzedni rekord mocy piwa „Brewmeister Armagedon” o 2,5 procenta. To ostatnie powstaje w efekcie skomplikowanego procesu, nazwanego roboczo, fermentowaniem przez zamrażanie. Najpierw piwo jest zamrażane, tak by oddzielić wodę od alkoholu (który zamarza dopiero przy minus 114 stopniach Celsjusza).
             Jeszcze wcześniej Browar Brewmeister produkował piwo „Sink the Bismarck”, które miało 41 procent alkoholu.






niedziela, 27 października 2013

To jest rybaaa!

            56-letni Brytyjczyk Keith Williams świętował swoje urodzimy w ośrodku rybackim Gilham, w mieście Krabi (Tajlandia). A że jest zapalonym wędkarzem wybrał się na połów. Poszczęściło mu się jak nigdy! Złowił olbrzymiego karpia syjamskiego. 
              Ryba ważyła 61 kg, a walczył z nią pół godziny. To jest rekord! Zanim jednak oficjalnie zostanie uznany przez IGFA (International Game Fish Association), karp będzie dokładnie zmierzony, zważony i opisany. 
              Do tej pory rekord należy do Terry'ego Mathera, który złowił karpia syjamskiego o wadze 51 kg. Miało to miejsce w 2004 r. i co ciekawe, również w Tajlandii, na jeziorze Bungsamlan. Wyciąganie „rybki” z wody zajęło mu również około 30 minut.
             Ciekawe, czy takie „cuś” nadaje się do jedzenia...
             A jak nie, zawsze można wypchać, jakiś silniczek dołączyć i powiesić nad drzwiami w salonie. Święta za pasem, fajnie będzie jak karpik główką pokręci i zaśpiewa „White Christmas”.


 
 

wtorek, 22 października 2013

„Orzeł” z Wielkiej Brytanii, czyli jak słabość przekuć w siłę

Michael Edwards (ur. 5 grudnia 1963 w Cheltenham), brytyjski skoczek narciarski, znany był jako Eddie „Orzeł" Edwards. Ksywa przylgnęła do niego ze względu na osiągane wyniki, które były, delikatnie mówiąc, mizerne. W zasadzie jedynym jego sukcesem było pośrednie wymuszenie przez Międzynarodową Federację Narciarską, zmiany przepisów. By uniknąć takich „asów” na oficjalnych zawodach, wprowadzono system kwalifikacji (1989 r.). 

Zyskał jednak ogólnoświatową sympatię za poczucie humoru i prezentowany luz.
Orzeł” był pierwszy reprezentantem Wielkiej Brytanii uczestniczącym w igrzyskach olimpijskich, w skokach narciarskich. Zawsze zajmował ostatnie miejsca. Skakał średnio 40 m bliżej niż zwycięzcy. 














            Prezentowany styl był z rodzaju tych „rozpaczliwych”. Widzowie drżeli, by się nie zabił. A powodów do obaw dawał wiele! W czasie swojej „kariery” miał 20 złamań, chyba wszystkich kości.
Na Mistrzostwach Świata w Oberstdorfie (1987 r.) był 55., jak zwykle ostatni, ale było to najwyższe miejsce w jego karierze. Na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Calgary (1988 r.) odniósł największy sukces w całym swoim życiu. Zajął 56., przedostatnie miejsce. No nie, nie dzięki umiejętnościom. Po prostu jeden zawodnik został zdyskwalifikowany. 
Ponieważ chciał odejść w glorii swojego sukcesu, zaraz po igrzyskach zakończył swoją sportową karierę i rozpoczął medialną. Stał się, bez przesady, supergwiazdą. Był zapraszany na przeróżne konkursy, występuje w reklamach (m.in Forda, Panasonica, Coca Coli) i talk-show. Prowadzi własne audycje w radio. Komentuje dla telewizji brytyjskiej Mistrzostwa Świata (kasując przy okazji 20tys. funtów szterlingów), mieszkając i trenując jakiś czas w Lake Placid (USA) udziela się również w stacji ABC Sports.
Staje się także gwiazdą... muzyki. Piosenka "Fly Eddie Fly" wchodzi do pierwszej „50" w Wielkiej Brytanii. W Finlandii utwór „Mun niemi en Eetu" dochodzi do 2 miejsca na liście przebojów.
             Popularnością cieszyła się kaseta, video-instruktaż dla początkujących narciarzy „On the piste with Eddie Edwards - a beginner's guide to skiing" (wydana w 1993r.) Jeżeli komuś to było za mało, mógł wykupić prywatne lekcje jazdy na nartach u Eddie Edwardsa.

Eddie mieszka teraz w Salt Lake City. Ponoć ma nawet powstać film fabularny, oparty na jego biografii. Pierwszy krok już został zrobiony. Każdy może wcielić się w „Orła” w grze komputerowej „Eddie Edwards Super Ski” (wyd. w 1988 r. przez Microids)
Jego popularność nie maleje. Brytyjczyk pobiegł z pochodnią olimpijską w styczniu 2010 roku w Winnipeg. Był jednym z 15 cudzoziemców, którzy wzięli w niej udział.
Eddie Edwards uważany jest za najgorszego skoczka narciarskiego w historii tej dyscypliny, ale... Ze swej słabości, uczynił siłę! W sumie zarobił na skokach blisko 50 milionów dolarów.
W tym szaleństwie jest metoda!

 
 

sobota, 14 września 2013

Londyńskie metro

            W tym roku londyńskie metro obchodziło 150. urodziny, czyli wybudowano je w czasie, gdy w Polsce wybuchło Powstanie Styczniowe. Uważane jest za trzeci co do wielkości system metra na świecie (długość) po Pekinie i Szanghaju.
                Ma 12 linii, a pociągi zatrzymują się na 275 stacjach. Całkowita długość trasy wynosi 408 km, z czego ponad połowa to odcinki naziemne. 
               Najbardziej uczęszczaną jest stacja Waterloo. W czasie porannego szczytu korzysta z niej 57 000 osób. Całe metro w ciągu roku przewozi 1,1 miliarda pasażerów. Średnia prędkość w metrze to 20,5 mil na godzinę, rekord – 60 mil (1 mila = 1,61 km).
              Tunele i stacje metra to swoista menażeria. Mieszają się zwykli pasażerowie i „niebieskie ptaki” różnych nacji. Ale nie tylko niebieskie! Widziano dziko żyjące dzięcioły, jelenie, krogulce, nietoperze, zaskrońce, traszki i padalce. Wszystkie, rzecz jasna, dziko żyjące. Według szacunków żyje tam pół miliona myszy.
             Rzeczy znalezione w metrze trafiają do biura w Londynie. Wśród pozostawionych „drobiazgów” były miecze, nadziewane ryby, ludzkie czaszki, a nawet trumny. 
             Każdego dnia z korytarzy metra odpompowywane jest nawet 47 milionów litrów wody, co stanowi około 235 tysięcy średniej wielkości wanien.
              Jak to w metrze bywa, podróżniczych zabawiają różnej maści artyści i muzycy. „Do kapelusza” grali m.in. Paul McCartney oraz Sting.
Każdego roku w londyńskim metrze ginie około 50 osób Samobójstwa, wypadki), najwięcej ok. 11 rano.           
             Najtragiczniejszy, pojedynczy wypadek, miał miejsce 28 listopada 1975 roku na Moorgate. Zginęło 42 osób. W lipcu 2005 roku, w Londynie doszło do zamachów, bomby w metrze i w autobusie zabiły 56 osób (w tym 4 terrorystów samobójców).
              Od 1987 roku w metrze nie można palić. Głównym powodem zakazu był pożar z listopada 1987 roku, w którym zginęło 31 osób. Stacja zajęła się ogniem od rzuconej zapałki. Nie wolno też „dawać w czajnik”. Od czerwca 2008 roku, nie tylko w metrze, ale również we wszystkich innych publicznych środkach transportu.
                Badania z 2002 roku wykazały, że jakość powietrza w metrze jest 723 razy gorsza niż na powierzchni. 20 minut spędzonych na stacji porównywano do wypalenie papierosa. Temperatura w podziemiach jest średnio o 10 stopni Celsjusza wyższa niż na powierzchni.
              Mapa londyńskiego metra służyła za inspirację wielu artystom, którzy łącząc stacje uzyskiwali bardzo ciekawe efekty.
              W 2001 roku, w ramach „dbałości o pasażerów”, na trzech stacjach - St. James Park, Piccadilly i Euston - rozpylano specjalny zapach, Madeleine. Efekt był piorunujący! Skargi na smród spowodowały, że z innowacji wycofano się zaledwie po kilku dniach.
             W londyńskim metrze kręcono wiele filmów, m.in. Tomb Raidera 3, a w pierwszej części cyklu o Harrym Potterze dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore, ma bliznę w kształcie mapy metra. Została zaprojektowana w 1933 roku, a jej autorowi (Harry Beck) zapłacono zawrotną sumę, bo aż... 10 gwinei (10,50 funtów). 
              
Podczas II wojny światowej metrem wywieziono z Londynu ponad 200 tysięcy dzieci, kolejne prawie 200 tysięcy osób znalazło w podziemiach schronienie. Na Boże Narodzenie 1940 roku pracownicy metra podarowali ukrywającym się dzieciom 11 tysięcy zabawek. Wiele stacji było wykorzystywanych jako schrony, ale Central Line została przekształcona w fabrykę samolotów myśliwskich. Miała od ponad dwie mile długości i własny systemem kolejowy. Jej istnienie pozostało tajemnicą do 1980 roku.
             „Mind the gap” (Nie przegap!) - to słynne ostrzeżenie, które usłyszeć można na wszystkich stacjach londyńskiego metra. Wielokrotnie zmieniano głosy lektorów, ale niedawno na stacji Embankment, przywrócono jedną z pierwszych wersji nagrania. Stało się to na prośbę wdowy po ówczesnym lektorze, która marzyła, by raz jeszcze usłyszeć głos zmarłego męża.





wtorek, 10 września 2013

Najstarszy hotel na świecie, 1300 lat w rękach tej samej rodziny

             Zajazdy i hotele odegrały kluczową rolę w życiu podróżujących, od czasów starożytnych. W Europie, uważa się, że zostały zapoczątkowane przez Rzymian, ponad dwa tysiące lat temu, ale większość oryginalnych albo została zniszczona i jeśli już, pozostały tylko ruiny. W zasadzie tylko jeden wytrzymał próbę czasu i wita turystów od 1300 lat. To Ryokan Hoshi w Japonii, uważany za najstarszy hotel świata. 
               Historia Ryokan Hoshi rozpoczęła się w 717 r., kiedy Taicho Daishi, jeden z największych nauczycieli buddyzmu w historii Japonii, wspiął się na Mount Hakusan, aby w odosobnieniu medytować. Pewnej nocy we śnie pojawił mu się duch góry i powiedział o cudownym miejscu we wsi Awazu, 20 - 24 km od podstawy góry. Polecił mnichowi, by się tam udał i znalazł gorące źródła, które mogły by leczyć ludzi ze wszystkich chorób.
              Taicho Daishi zrobił jak mu duch przykazał i po pewnym czasie wieści o leczniczych wodach rozprzestrzeniły się po całym kraju. Mnich polecił swemu uczniowi, Garyo Hoshi, zbudować spa mające służyć wszystkim ludziom.
            Teraz, niemal 1300 lat później, Ryokan Hoshi jest prowadzony przez 46. pokolenie tej samej rodziny Hoshi. 
              Mimo, że zachowuje wygląd ryokan (tradycyjny japoński zajazd), na przestrzeni wieków został rozbudowany i unowocześniony i obecnie jest w stanie pomieścić 450 osób, w 100 przestronnych pokojach. Cztery budynki zostały nazwane Shinshun no Yakata (wczesna wiosna), Haru no Yakata (wiosna), Natsu no Yakata (lato) i Aki no Yakata (jesień). Każdy pokój w hotelu również nosi nazwę, która określa sezon w japońskim haiku.
             Hotel ciągle cieszy się zasłużoną sławą i uważany jest za jeden z najlepszych w Japonii. Turyści z całego świata odwiedzają przede wszystkim niezwykłe spa i ogród, mogą również odwiedzić hotelowy teatr. Głównie jednak przybywają, by leczyć stres, nerwy i choroby reumatyczne.



poniedziałek, 22 lipca 2013

Szmal, seks, obżarstwo, wkurwienie i lenistwo

Siedem grzechów głównych (łac. peccata capitalia) to, zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego, określenie dla szczególnych grzechów (za św. Janem Kasjanem i św. Grzegorzem Wielkim). Na zasadzie od rzemyczka do trzewiczka, są podłożem, na którym rodzi się wszelkie zło. Są nimi: pycha, chciwość, gniew, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, zazdrość, nieczystość i lenistwo.
  Nazwy łacińskie, choć nie wszystkie odpowiadają nazwom polskim, to: superbia, avaritia, luxuria, invidia, gula, ira oraz acedia; ich pierwsze litery tworzą słowo SALIGIA. Określenie to w średniowieczu często używane było jako nazwa wszystkich tych grzechów łącznie a ich kolejność została zmodyfikowanym przez Henryka z Ostii w XII wieku. Wskutek zmiany hierarchii ważności powyższych grzechów, kolejność tychże była w ciągu wieków modyfikowana.
            Amerykański magazyn „Forbes” pokusił się o klasyfikację międzynarodową, gdzie co kogo najbardziej kusi. 
 
1. Pycha
Do pomiaru tego parametru wybrano dumę narodową. W 2009 roku takie badania przeprowadziła firma Reputation Institute. Okazało się, że najbardziej zadufani w sobie są Australijczycy.












 
2. Chciwość
Nie, nie, nie Żydzi, ani „krwiożerczy kapitaliści”! Pod uwagę bowiem brano korupcję w danym kraju. Zdecydowanym liderem jest Rosja. Pod względem korupcji wyprzedza nawet Meksyk i Indonezję. W rankingu Rosja zajęła ostatnie - 174 miejsce (im niżej, tym gorzej). Najmniej korupcjogenne okazały się kraje skandynawskie.





3. Gniew
              Łączy się z niebezpieczeństwem - a nuż się komuś narazimy?! Niektóre nacje reagują gwałtownie i zdecydowanie, do zabójstwa włącznie. Liderem wśród dużych krajów jest RPA (średnia morderstw 32 osoby na każdych 100.000 mieszkańców). Na ulicy życie stracić można w Brazylii i w rozdartym wojną narkotykową Meksyku.




4. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
70 proc. Meksykanów ma nadwagę, a 32,8 proc. cierpi na otyłość - wynika z najnowszego raportu ONZ cytowanego przez „Daily Mail". Oznacza to, że Meksykanie odebrali palmę najgrubszego narodu świata Amerykanom.
            W pierwszej trójce narodów, które mają największy problem z otyłością, oprócz Meksykanów i Amerykanów (31,8 proc. otyłych) znaleźli się Nowozelandczycy (26,5 proc.).






  5. Zazdrość
Jak to matematycznie ująć, zdefiniować, zbadać? Pod uwagę wzięto poziom nierówności wraz z subiektywną oceną szczęścia wg „Światowego raportu o szczęściu” za rok 2012, opracowanego przez Uniwersytet Columbia. Raport mówi, że jednym z czynników, które negatywnie wpływają na postrzeganie szczęścia jest subiektywna świadomość nierówności, kiedy człowiek myśli, że innym niezasłużenie wiedzie się lepiej od niego.
            Jak się okazało najbardziej zawistni są Hindusi. Za nimi uplasowali się Niemcy, Austriacy i Szwedzi.
 
6. Nieczystość
Ranking został oparty na badaniach psychologa Davida Schmitta z Bradley University w USA. W 2005 roku opublikował swoją pracę w czasopiśmie „Behavioral and Brain Sciences" . Mistrzami rozwiązłości okazali się Finowie. Tuż za nimi uplasowali się Nowozelandczycy, później mieszkańcy państw bałtyckich i Brytyjczycy. Brazylijczycy i inni „południowcy” to cienkie Bolki!








7. Lenistwo
Najmniej pracują rozpieszczeni Europejczycy. Praca w wymiarze 130-150 godzin miesięcznie jest tu normą. Najbardziej pracowici ludzie to Azjaci: Hindusi, Chińczycy, Indonezyjczycy i Koreańczycy. Tam „europejską normę” wyrabia się w dwa tygodnie!







czwartek, 18 lipca 2013

Największy zachowany w całości meteoryt

           Meteoryt Hoba, to największe tego rodzaju znalezisko. Jego wagą szacuje się na przeszło 60 t. Znajduje się na terenie farmy Hoba West w pobliżu (24 km) miasta Grootfontein w Namibii. Tam też został znaleziony. Meteoryt ma w przybliżeniu kształt prostopadłościanu, z kwadratową podstawą o boku 2,7 m oraz wysokości 90 cm. Składa się w 84% z żelaza, 16% z niklu ze śladowymi ilościami kobaltu. Ma zatem typowy skład dla meteorytów żelaznych zwanych ataksytami.
           Meteoryt Hoba jest największym znanym kawałkiem żelaza rodzimego, znajdującym się na powierzchni Ziemi. Spadł ok. 80 tys. lat temu. Ponadto ma bardzo nietypowy kształt – jest płaski. To mogło spowodować, że wielokrotnie odbijał się od atmosfery Ziemi, jak kaczka puszczana na wodzie. Tracił przy tym swoją prędkość związaną z orbitalnym ruchem wokół Słońca. W efekcie jego upadek na powierzchnię Ziemi miał charakter spadku swobodnego. Nie zagłębił się bardzo w ziemi i nie utworzył na tyle dużego krateru, który zachowałby się do naszych czasów.
          Odkrycie meteorytu Hoba było przypadkowe. Farmer, orząc wołami swoją ziemię, usłyszał zgrzyt lemiesza pługu o metal. Przeszkoda nie dała się wydobyć i uniemożliwiała dalszą orkę. Wkrótce potem naukowiec Jacobus Hermanus Brits odkopał znalezisko i zidentyfikował je jako meteoryt. Jego raport dotyczący meteorytu, opublikowany w 1920 r., od roku 1955 znajduje się w Namibijskim Muzeum w Grootfontein.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

105-latek za kółkiem

            Bob Edwards, mieszkaniec Nowej Zelandii, jest jednym z najstarszych „czynnych” kierowców na świecie. Ma 105 lat, 88 lat prowadzi samochód i jak na razie nie zamierza poruszać się „z buta”. Tylko raz w życiu miał stłuczkę i tylko raz dostał mandat za przekroczenie dozwolonej prędkości.
              Jest w dobrej formie fizycznej. Codziennie rano regularnie ćwiczy i przygotowuje śniadanie dla swojej 91-letniej żony. Edwards jeździ co najmniej trzy razy w tygodniu do odległego o 15 km sklepu, a czasem do lekarza, czy z wizytą do znajomych. Jego żona Lesley przestała prowadzić 30 lat temu.
              Urodził się i wychował w Anglii. Prawo jazdy otrzymał w wieku 17 lat. Jego pierwszym samochodem był pojazd francuskiej firmy De Dion-Bouton. Należał do jego wuja. Dwa lata później wyemigrował do Nowej Zelandii. Pracował jako kierowca ciężarówki, był właścicielem małej firmy przewozowej. Po drugiej wojnie światowej jako kapitan żeglugi promowej pływał z turystami i transportował samochody. Przyznaje się, że długo zatajał swój prawdziwy wiek, aby nie wysłano go na emeryturę, gdy skończył 60 lat, W Nowej Zelandii było to wtedy „z bomby”.
            Bob Edwards nie zamierza rezygnować z prowadzenia, dopóki zdrowie mu na to pozwoli. Co dwa lata musi się poddać obowiązkowym badaniom lekarskim, gdyż takie są w Nowej Zelandii wymogi dla kierowców w wieku powyżej 80 lat. 
 
             Według Księgi rekordów Guinnessa, najstarszym na świecie kierowcą był Amerykanin Fred Hale, który prowadził do swych 108. urodzin w 1998 roku. Zmarł na zapalenie płuc w 2004 r., mając prawie 114 lat. Zabrakło mu 12 dni, by świętować urodziny.




czwartek, 13 czerwca 2013

Umarł król, niech żyje królowa!

            Zmarł 116-letni Jiroemon Kimura, według Księgi Rekordów Guinnessa najstarszy człowiek na świecie. Przez miesiąc przebywał w szpitalu z powodu infekcji dróg oddechowych. Kimura mieszkał niedaleko Kioto, na zachodzie kraju.
 
Za najstarszego człowieka świata oficjalnie został uznany 17 grudnia 2012 roku, gdy zmarła poprzednia posiadaczka tego tytułu, 115-letnia Amerykanka Dina Guerri-Manfredini.
Twierdził, że swą długowieczność zawdzięcza przebywaniu na słońcu. Pozostawił siedmioro dzieci, 14 wnucząt, 25 prawnucząt i 15 praprawnucząt.


Tytuł najstarszej osoby na Ziemi pozostaje w Japonii, dzierży go 115-letnia Misao Okawa. W lutym tego roku została uznana za najstarszą żyjącą kobietę na świecie i trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa.
Doczekała się trojga dzieci, czworga wnuków oraz sześciorga prawnuków. Jedna z dwóch jej córek oraz syn wciąż żyją, ale są już także w podeszłym wieku - mają ponad 90 lat.
Misao Okawa jest 23. najstarszą osobą w historii, biorąc pod uwagę weryfikację wieku. Według tego zestawienia, najstarszą kobietą w historii była Jeanne Calment, która zmarła w wieku 122 lat i 164 dni. Jiroemon Kimura, który odszedł 12 czerwca, był 9. najstarszym człowiekiem w historii. Zmarł w wieku 116 lat i 54 dni. Był także najstarszym mężczyzną w historii i ostatnim żyjącym mężczyzną, który urodził się w XIX w.
Obecnie pierwszych dziesięć pozycji zestawienia najstarszych osób na świecie stanowią wyłącznie kobiety. Pięć z nich pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, trzy z Japonii, dwie z Włoch i jedna z Wielkiej Brytanii. Na dziesiątym miejscu znajdują się rówieśniczki - mają po 113 lat i 101 dni.
           Co ciekawe, z oficjalnych danych wynika, że w Japonii żyje ponad 50 tys. osób, które przekroczyły 100. rok życia. Czyli nie Gruzja, nie Ameryka Południowa, a Japonia! Naukowcy głowią się, na czym polega fenomen długowieczności w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jednoznacznej odpowiedzi nie ma, ale jedno jest pewne - „japiszony” mają małe szanse na doczekanie starości.




.


niedziela, 9 czerwca 2013

Z Mount Everest na snowboardzie

            Francuz Marco Siffredi, snowboarder i alpinista, pochodził z rodziny „ugórowionej”. Jego ojciec był przewodnikiem górskim, brat zginął w lawinie w Chamonix. Marco był pierwszym człowiekiem, który z Mount Everest zjechał na snowboardzie (2001 r.) Pokonał trasę o długości około 5300 m.
           Rok później próbował powtórzyć swój wyczyn, ale inną trasą. Zdobył Mount Everest, ale potem kontakt z nim się urwał, zaginął bez wieści.
           Mimo młodego wieku Marco Siffredi był doświadczonym wysokogórskim snowboarderem.       Wcześniej zjechał z trzech himalajskich szczytów powyżej 8000 metrów, Cho Oyu (8201 m), Shishapangma (8046 metrów) i wspomnionego Mount Everest (8848 m). Często ruszał również w Alpy, tam często w pojedynkę pokonywał najtrudniejsze trasy.
 
            Wyczyn Marco Siffredi z 2001 r. był jednak kwestionowany. Dwa dni przed nim podobnej próby dokonał Austriak Stefan Gatt. Nie wnikając w zawiłości różnorakich regulaminów, różnica polegała najprościej mówiąc, na długości zjazdu. Na korzyść Austriaka przemawia jednak to, ze na Mount Everest wszedł bez tlenu i sam dźwigał swój sprzęt. Marco Siffredi korzystał zarówno z pomocy Szerpów jak i tlenu. 







 
           Nie był jednak pierwszym człowiekiem, który w niecodzienny sposób „schodził” z najwyżej góry świata. W 2000 r. Davo Karnicar ze Słowenii, jako pierwszy zjechał Mount Everest na nartach.

piątek, 7 czerwca 2013

A wy narzekacie, że trzeba pracować do 67 roku życia!

           Ron Akana, steward amerykańskich linii, skończył 84 lata i trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Swój zawód wykonywał 63 lata. W ostatni służowy lot wyruszył w zeszłym roku liniami United Airlines z Denver na wyspę Kauai na Hawajach.
              Ron Akana zatrudnił się jako steward, gdy jeszcze był studnetem na uniwersytecie na Hawajach w 1949 roku. Został jednym z pierwszych w United Airlines mężczyzn - członków personelu kabinowego.
Ma wiele wspomnień, ale najbardziej utkwiło mu w pamięci spotkanie z obsadą filmu „Stąd do wieczności" z 1953 roku (grał w nim Frank Sinatra) oraz przejście z samolotów śmigłowych na odrzutowce. Spotkal również Burta Lancastera, Montgomery Clifta, Deborah Kerr, Billa Clintona, Binga Crosby czy Sammy Davisa Jr. Pracę na dwa lata przerwała mu wojna koreańska.
            Szacuje się, ze przeleciał 20 milionów mil. To astronomiczna liczba! Wystarczyło by na 800-krotne pokrążenie kuli ziemskiej lub 40 podóży Księżyc. Oczywiście tam i z powrotem.
            Program lojalnościowy United Airlines w takich wypadkach oferuje darmowy przelot na wybranej trasie. Ron Akana mógłby zabrać pierwszą klasą z Chicago do Honolulu 1,1 tysiąca ludzi! Nawet potem miałby jeszcze dość zgromadzonych mil, by raz w miesiącu przez najbliższe 12 lat latać ze swą żoną Elisabeth w dowolne miejsce na terenie kontynentalnych Stanów Zjednoczonych.
               Co ciekawe, Ron Akana nie jest najstarszym stewardem w Stanach Zjednoczonych. Rekord dzierży 89-letni dzisiaj Robert Reardon latający liniami Delta Airlines. Rozpoczął pracę w 1951 roku, dwa lata później niż Akana, ale przeszedł na emeryturę po 60-latach pracy, w wieku 85 lat.