Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Energia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Energia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Prąd z największych na świecie wiatraków



             Dwa olbrzymie wiatraki stoją, od bez mała 2 lat, we wsi Paproć pod Nowym Tomyślem. To najwyższe tego rodzaju konstrukcje na świecie (210 m). Wysokość wiatraków nie jest przypadkiem. Wiatr wieje tu o 25 % mocniej, niż na wysokości 100 metrów.
            Najczęściej wiatraki stawia się je na słupach, wtedy osiągać można wysokość ok. 140 m. W konstrukcjach w Paproci, jako podstawę zastosowano kratownice, które mają 160 m wysokości .By złożyć obie konstrukcje, potrzebne były dwa tiry śrub. Do zamontowania 17-tonowych śmigieł sprowadzono specjalny dźwig. 
             Średnica śmigieł turbiny ma 100 m, a fundamenty pod jeden wiatrak ważą 1500 t. Jeden maszt stanowiący podstawę wiatraka waży  blisko 350 t, gondola (w niej znajduje się turbina produkująca prąd) wraz ze śmigłami kolejne 100 ton.
            Turbiny mają produkować około 18000 MWh rocznie. Taka ilość prądu wystarczy do zasilenia średniej wielkości miasteczka.
            Przygotowania do postawienia wiatraków trwaly sześć lat. Inwestycja ma się zwrócić po siedmiu latach ich użytkowania.



wtorek, 5 listopada 2013

Sto lat, sto lat... Tylko tyle?!

              Długowieczność zawsze budzi podziw, tym bardziej jeśli „matuzalem” do końca zachowuje sprawność fizyczną i intelektualną. Recepty na to nie ma, ale... może niektóre wzorce zastosować w praktyce?
              W zeszłym roku w Gruzji zmarła mieszkająca w wiosce Saczino, Antisa Chiwczawa. Uważana była za najstarszą kobietę świata, miała 132 lata! Urodziła się 8 lipca 1880 roku - taka data widnieje w jej paszporcie. Nie wszyscy wierzą w w autentyczność tych dokumentów. Chwiczawa doczekała się 12 wnuków, 18 prawnuków i 4 praprawnuków. Jej sposobem na długowieczność było 50 gramów „czaczy" (lokalnego koniaku) co dzień po śniadaniu.
             W wieku 83 lat Hindus Fauja Sigh odkrył nową pasję – bieganie, a gdy miał 89 lat zafascynował go maraton. W 2011 roku po biegu w Toronto (miał 100 lat, zajął 3851 miejsce) miał nadzieje trafić do Księgi Rekordów Guinnessa, ale nikt z „oficjeli” się nie pofatygował, by rekord mógł być oficjalnie uznany. W tym roku „rekreacyjnie” przebiegł 10 km w Hongkongu. 
             Harriet Richardson przez całe życie pragnęła zdobyć wyższe wykształcenie. Na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku ukończyła dwuletni kurs nauczycielski w Keene. Uczyła pierwsze klasy w Pittsfield, gdzie przez 20 lat była też dyrektorem. Równocześnie studiowała na Uniwersytecie New Hampshire, w college'u nauczycielskim w Playmouth i college'u stanowym.
            W 1971 roku przeszła na emeryturę i przerwała naukę, bo nagle znacznie pogorszył się jej wzrok. Dalej marzyła o wyższym wykształceniu. Nie była pewna, czy ukończone zajęcia wystarczą, by przyznać jej go w przyszłości. Okazało się, że tak! Trzy tygodnie po swoich 100. urodzinach odebrała przyznany jej dyplom. Następnego dnia zmarła (2010 r.)
            Dorothy Custer uczciła swoje 102. urodziny (podobnie jak 101.) skokiem ze spadochronem z mostu Perrine w Idaho. To dyscyplina zwana „base jumping”, czyli skakanie z obiektów stałych (budynki, mosty, skały itp.). 
            John Forbes z Charlottesville (Wirginia, USA) w wieku 103 lata zapisał się na siłownię. Jego trenerem jest Krystyna Dotson, a staruszek „pakuje” dwa razy w tygodniu, po 30 minut. Przygodę z „siłką” zaczął w wieku 98 lat, gdy lekarze orzekli, że z powodu pękniętej miednicy nie może chodzić. Rezultaty są, teraz jest w stanie przejść samodzielnie kilka kroków. Niby niewiele, ale zawsze! 
             Francuz Robert Marchand, były strażak i miłośnik boksu z Paryża, tuż przed ukończeniem 101 lat, pokonał na rowerze dystans 100 km w czasie 4 godziny 17 minut i 27 sekund. Średnia prędkość wynosiła 23,305 km/h.
            Ostro trenował przez miesiąc, ale spełnił marzenie i trafił do Księgi Rekordów Guinnessa. Lekarze oceniają, że ma organizm 55-latka. Robert Marchand nigdy nie palił, ale jak przyznaje, wina i kobiet sobie nie szczędził, ale z umiarem. Przyznał się także do stosowania dopingu, a jest nim... codzienna łyżka wody z miodem.





wtorek, 13 sierpnia 2013

Prawdziwy twardziel i chłopiec

              Festiwal Wenecki w Charlevoix nad jeziorem Michigan organizowany jest w lipcu od 1931 r. i trwa cały tydzień. Przybywają na niego setki tysięcy ludzi, a organizacja cąłości kosztuje ok. 200 tys. dolarów. A jest po co przyjedżać! Obejrzeć można jedne z najlepszych ppkazów fajerwerków, wiele koncertów czy parady łodzi. To prawdziwy karnawał!
Integralną częścią festiwalu są imprezy sportowe, a wśród nich największą popularnością cieszą się otwarte biegi na 5 i 10 km. Biorą w nich udział najlepsi biegacze, a pila nagród wynosi 4 tys. dolarów. 
                 W tym roku bohaterem był 19-letni kapral marines, Myles Kerr. Biegł na 5 km, ale z plecakiem i w wojskowych butach. W pewnym momencie 9-letni Fuchs Boden, który „spuchł” na trasie, poprosił go, by biegł razem z nim. Myles Kerr cały czas go motywował i chłopiec skończył bieg 5 s przed swoim „opiekunem”.
                Kumple Kerna nieco się niepokoili, gdyż dawno byli już na miecie. Kapral uzyskał najgorszy czas w swojej grupie wiekowej 35:43 min (zwycięzcy biegają w granicach 4 min).
               Na Facebooku grupa Seals of Honor, która upamiętnia życie i dokonania porucznika marynarki Michaela P. Murphy’ego , który zginął walcząc w Afganistanie, zamieściła fotografię Kerra i Fuchsa. Fotka otrzymała ponad 200 tys. „lajków” i udostępniono ją 10 tys. razy.
              W ogólnej opinii kapral Myles Kerr nawiązał do najbardziej szczytnych ideałów marines.



 

sobota, 20 lipca 2013

Bruce Lee miałby dzisiaj prawie 73 lata...

            Dzisiaj mija 40. rocznica śmierci ikony kina akcji, Bruce'a Lee. Lee Hsiao Lung (tak się naprawdę nazywał) urodził się 27 listopada 1940 r. w San Francisco, a zmarł 20 lipca 1973 r. w Hongkongu. Był synem Lee Hoi-chuena, aktora opery chińskiej i śpiewaczki Grace.
 
             Już mając około trzech miesięcy pojawił się w filmie „Golden Gate Girl” (trzymany w rękach przez ojca). Około 1941 roku wraz z rodziną powrócił do Koulun w Hongkongu. W wieku 5 lat, zaczął pojawiać się w małych, dziecięcych rolach w filmach.









              Do rozpoczęcia trenowania sztuk walki przyczyniło się pobicie go przez członków ulicznego gangu. W późniejszym wieku, gdy miał 25 – 33 lata, ćwiczył również boks.
             W wieku 18 lat Bruce wstąpił do gangu i często popadał w konflikty z policją, więc rodzice zasugerowali mu wyemigrowanie do Stanów Zjednoczonych. Po przeprowadzce zamieszkał w chińskiej dzielnicy San Francisco, gdzie pracował w restauracji należącej do jego krewnego. Następnie wyjechał do Seattle, gdzie ukończył Edison Technical School, a później studiował na uniwersytecie stanowym University of Washington filozofię oraz kontynuował treningi kung-fu.
Tam też otworzył pierwszą szkołę kung-fu pod nazwą Jun Fan Gung-Fu Institute, do której przyjmował wszystkich, pobierając za lekcje wynagrodzenie. Nie spodobało się to chińskim mistrzom, którzy wyzwali go na pojedynek z mistrzem stylu Białego Żurawia Wong Jack Manem. W razie przegranej miał zaprzestać nauczania ludzi nie będących Chińczykami. Bruce Lee wygrał pojedynek, ale nie był zadowolony z jego przebiegu, co skłoniło go do poszukiwań „nowych” rozwiązań i doprowadziło do powstania autorskiej Jeet Kune Do.
              W 1964 r. przeniósł się, wraz ze swoją szkołą, do Oakland i poślubił Lindę Emery. Wystąpił także gościnnie w liczących się pokazach sztuk walk, gdzie zaprezentował tam m.in. jednocalowe uderzenie, pompki na dwóch palcach jednej ręki czy szybkość uderzenia. Na jednym z takich turniejów, Bruce Lee poznał stylistę Jaya Sebringa, który przedstawił go producentowi telewizyjnemu Williamowi Dozierowi, co zaowocowało zaangażowaniem do serialu telewizyjnego „Green Hornet” („Zielony szreszeń”). Wtedy też Bruce otworzył drugą szkołę kung-fu, tym razem w Oakland (stan Kalifornia), po czym przeniósł się tam, by być bliżej Hollywood. Jednocześnie zamknął swoją szkołę w Seattle.
               „Zielony Szerszeń” został wyemitowany w 1966 roku, jednak po jednym sezonie (30 odcinków) emisja została zakończona. Bruce Lee nie wierząc w swój sukces w filmie (mimo wzrastającej popularności), ponownie otworzył w chińskiej dzielnicy Los Angeles swoją szkołę kung-fu. Trenował także gwiazdy filmu i sportu takie jak między innymi Lee Marvin, Kareem Abdul-Jabbar, Roman Polanski, Steve McQueen, James Garner i James Coburn.
              Pod koniec lat 60. serial „Zielony szerszeń” został zakupiony przez telewizję z Hongkongu. Wyświetlany pod nazwą The Cato Show, odniósł duży sukces, a Bruce Lee stał się gwiazdą. W USA szło mu nie najlepiej grał tylko epizodyczne role.
              Bruce wrócił do Hongkongu, gdzie został zaproszony przez producenta filmowego z wytwórni „Golden Harvest”, Raymonda Chowa, który zaproponował mu główną rolę w filmie „The Big Boss” („Wielki szef”). Pierwotny tytuł filmu to „Wściekle pięści”, a wystąpił w nim również siedmiokrotny mistrz USA w karate – Chuck Norris. W momencie premiery film stał się od razu wielkim hitem.
Bruce Lee założył wtedy własną wytwórnię filmową „Concorde Film Production”, a jej pierwszym wyprodukowanym filmem była „Droga smoka” (inny tytuł „Powrót smoka”).
            W filmie tym, Bruce Lee wystąpił w potrójnej roli: aktora, producenta i reżysera. Sukcesem Lee zainteresowała się duża wytwórnia z Hollywood – Warner Bros. Po sukcesie „Drogi smoka”, Bruce zaczął kręcić film „Gra śmierci”. Był reżyserem, producentem, choreografem walk i scenarzystą. Grał również główną rolę. 
                Przerwał pracę nad filmem by wystąpić w „Wejściu smoka”. Niestety film „Gra śmierci” nigdy nie zastała dokończona.
                Pierwszy krytyczny moment nastąpił na planie filmu „Wejście smoka”. Bruce Lee zemdlał i został przewieziony do szpitala, gdzie wykryto obrzęk mózgu. Jednak później okazało się, że obrzęk zniknął. 20 lipca 1973 r. Lee poczuł się źle. Po wzięciu tabletki przeciw bólowi głowy, przebywał w apartamencie aktorki Betty Ting Pei, gdzie zasnął i już się nie obudził. Wezwano karetkę i przewieziono go do szpitala królowej Elżbiety. Ogłoszono zgon, który według oficjalnych informacji nastąpił na skutek obrzęku mózgu spowodowanego przez pomieszanie środków przeciwbólowych ze środkami odurzającymi i alkoholem.
               Odbyły się 2 pogrzeby. W Hongkongu (symbolicznie) na ulice wyszły tłumy fanów, które chciały pożegnać gwiazdora. W Seattle ciało złożono do grobu na cmentarzu Lake View w asyście najbliższych Lee. Trumnę nieśli m.in. James Coburn, Steve McQueen i Roman Polański.
              „Wejście smoka" miało swoją premierę 26 lipca w Hongkongu. Bruce Lee osierocił córkę Shannon Lee i syna Brandona Lee.
              Istnieje wiele popularnych hipotez i legend miejskich o przyczynach jego śmierci m.in. taka, że wszystkiemu winne są triady lub mnisi z klasztoru Shaolin, którzy to mieli zabić go „ciosem wibrującej pięści”, za ujawnienie tajemnic kung-fu.
 
           Jego syn, Brandon Lee, grający podobnie jak ojciec w filmach akcji, zginął w 1993 roku, podczas kręcenia zdjęć do filmu „Kruk” (The Crow – 1994). Obaj są pochowani w Seattle. 











 
             W Hongkongu Bruce Lee ma swój pomnik. Postawiono go w „Alei gwiazd”, w 2005 r.




piątek, 24 maja 2013

Dziadek zdobył po raz trzeci Mount Everest!

             Japończyk Yuichiro Miura po raz trzeci wspiął się na najwyższą górę na Ziemi – Munt Everest (8850 m). Poprzednio uczynił to w latach 2003 i 2008. Miał wtedy odpowiednio 70 i 75 lat. 
             Teraz 80-latek jest najstarszym człowiekiem, któremu udało się wejść na najwyższy szczyt świata. Do tej pory rekord dzierżył Nepalczyk Min Bahadur Sherchan. Wejścia dokonał w 2008 r., gdy miał 76 lat. W przyszłym tygodniu szykuje się do „rewanżu” i być może Yuichiro Miura niedługo będzie się cieszył rekordem.


         

sobota, 5 stycznia 2013

10 mitów związanych z oszczędzaniem energii



            Media bombardują nas „wskazówkami” jak zaoszczędzić parę groszy zmieniając np. dostawcę energii elektrycznej czy wyłączając zupełnie urządzenia na czuwaniu. Przemysł zużywa około 42 % procent całej wytwarzanej energii, a najbardziej żrą ją cementownie, branża chemiczna i hutnicza. W budynkach przemysłowych i mieszkalnych „znika” około 38 % energii, zużywanej głównie  na ogrzewanie, klimatyzację i eksploatację urządzeń elektrycznych, w tym oświetlenie. Część wytarzanej energii idzie w błoto, gdyż sprawność kotłów grzewczych, linii przesyłowych ciepła itp. oscyluje w granicach 75%.
            Jasne jest, że podczas iluminacji świątecznych, te procenty wariują. Dochodzi do tego oświetlanie ulic w dzień i beztroskie zabawy z reklamami świetlnymi. Ale trochę zaoszczędzić indywidualnie można.
 1. Energochłonne urządzenia są droższe
            Pokutuje przekonanie, że oszczędzanie energii związane jest z dodatkowymi kosztami na zakup energooszczędnych urządzeń czy żarówek. Tymczasem niekiedy wystarczy tylko zmienić przyzwyczajenia i nawyki, a będzie lepiej. Dużo bowiem energii się po prostu marnuje.
2. Najwięcej energii zużywa się na oświetlenie pomieszczeń
            Oświetlenie przeciętnego mieszkania to 2% energii wydatkowanej w gospodarstwie domowym. Na jego ogrzanie idzie 71%. Najwięcej prądu żrą lodówki, komputery, odkurzacze i czajniki elektryczne. 

3. Zakręcanie grzejników
            To pomoże w niewielkim stopniu, gdyż dużo energii pójdzie na ponowne ich rozgrzanie. Zdecydowanie lepsze rezultaty daje obniżenie średniej temperatury. Szacuje się, że każdy stropień Celsjusza mniej to oszczędność rzędu 6% procent wszystkich kosztów ogrzewania. Zasadnicze znaczenie mają tutaj podzielniki i regulatory ciepła.
4. Umieszczenie grzejnika nie ma znaczenia
            Jasne, że ma. Jeśli znajduje się za szafą czy grubymi zasłonami – sprawa jasna! Obieg ciepła musi być swobodny.
5. Mieszające się powietrze jednakowo ogrzewa wszystkie pomieszczenia
            Nie jest to ani potrzebne, ani ekonomiczne. Inna temperatura powinna być w kuchni, inna w sypialni. Warto zainwestować w termostaty!

6. Ciepło ucieka głównie przez dach
            Nie. Ciepło „wchodzi” w ściany, a ucieka głównie przez nieszczelne okna. Ciągle używanie gorącej wody też dokłada swoją działkę energetyczną. A jak taka woda kapie, to jakby dziura w portmonetce.
7. Telewizory plazmowe zużywają więcej energii niż LCD
            Nieprawda. Zużywają tyle samo, a czasem nawet mniej. Jest to związane z faktem, że czerń jest osiągana poprzez wstrzymywanie płynącego prądu elektrycznego. W przypadku wyświetlania ciemnych ujęć, telewizor plazmowy zużywa względnie mało energii.
8. Komputer czy telewizor trzeba zawsze całkowicie wyłączać
            Urządzenia należy wyłączać, kiedy przestajemy ich używać na dłuższy czas . Nie wtedy, gdy idziemy np. do kibelka. Taką granicą jest ok. 15 minut. W innym przypadku niech chodzą, bo zużycie energii na ponowne uruchomienie będzie większe niż iluzoryczna oszczędność. 

9. Wyłączanie urządzeń na czuwaniu nic nie daje
            Urządzenia takie w sposób ciągły pobierają energię, gdyż są w trybie ciągłej gotowości do pełnego uruchomienia. Funkcję taką posiadają prawie wszystkie domowe urządzenia, które utrzymują stałą możliwość odbioru sygnału, np. zdalnego sterowania pilotem lub posiadają elektroniczny wyświetlacz np. z zegarem. Mikrofalówka, ładowarka, drukarka, czajnik elektryczny, toster, radio, pralka, zmywarka, ekspres do kawy itd. Do tego dochodzą komputery. Pobór energii w stanie czuwania jest niewielki, ale jest.
            Powszechnym błędem jest przekonanie, że częste włączanie i wyłączanie urządzeń elektrycznych i elektronicznych, np. komputera, może spowodować ich „przepalenie”. Tak było kiedyś.
 10. Dogrzewanie „farelką” jest dobrym wyjściem
            Nic bardziej błędnego! Takie ustrojstwo ma moc najczęściej 2000 W, a skutek jest tylko doraźny. Po wyłączeniu temperatura w pomieszczeniu szybko spada na łeb i szyję. 

            Te z pozoru drobne oszczędności dają możliwość zaoszczędzenia ok. 10 – 15% ogólnego zużycie energii, a ich rygorystyczne przestrzeganie nawet więcej. W skali roku będzie to niebagatelna sumka pozostająca w kieszeni.