Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Śmigus-dyngus, czyli „legalne” lanie wody

              Zwyczaj „lania wody” początkowo związany był z obrzędami praktykowanymi jako radość po odejściu zimy i nadejściu wiosny. Co ciekawe, oblewaniu dam wodą towarzyszyło chłostanie. 
              Śmigus i Dyngus przez długi czas były odrębnymi zwyczajami. Z czasem zlały się z sobą. Dzisiaj to słowo kojarzy się głównie z ruchomym świętem, które polega na oblewaniu każdego wodą. Jest pisane z małej litery i ma niewiele wspólnego z pierwotnymi obyczajami (Śmigus i Dyngus).
             Powszechnie uważa się że słowo dyngus wywodzone jest od niemieckiego słowa dingen, co oznacza „wykupywać się" (inne znane określenia: dyng, szmigus, wykup lub datek). Z dyngusem wiązał się zwyczaj składania darów kolędnikom dyngusowym, które potem mogły być przez nich m in. smakowane. Istnieje również teoria według której słowo „śmigus” jest formą słowa Schmackostern (smakować, smagać).
              Dzisiaj w wielu regionach Polski oraz wschodnich Czech, poniedziałek wielkanocny często określa się jeszcze w różnych wariantach słowem śmigusem, bądź dyngusem, a tradycyjne odwiedzanie domostw jako chodzenie określane jest jako chodzenie po smiguście (śmigusowanie) lub dyngusie (dyngusowanie/dyngowanie). W poszczególnych regionach dary składane przez domowników mogą być nazywane już nie tylko dyngusem, ale również śmigusem.
Według innej teorii słowo śmigus związane jest tylko i wyłącznie z polskim rzadko używanym słowem „śmigać” - oznaczającym smaganie. Na Kaszubach (gdzie oblewanie się wodą nie jest praktykowane) poniedziałek wielkanocny jest nazywany dëgòsem, a chłostanie dziewcząt jest określane określane jako dëgòwanie.
             Jedna z teorii głosi, że zwyczaj dyngusu pochodzi z chrztu w poniedziałek wielkanocny Mieszka I w 966 r., Dyngus i Śmigus były bliźniaczymi bóstwami pogańskimi. Dyngus reprezentuje wodę i wilgotną ziemię (din gus - cienka zupa lub dingen – natura), a Śmigus grzmoty i błyskawice związane z letnią burzą. Zwyczaj polewania był starożytnym wiosennym obrzędem oczyszczania i płodności. 
               Słowiański zwyczaj przetrwał również w pobliskich krajach środkowej Europy, ale z pierwotnymi tradycjami. Na Morawach jest zanany jako szmigrust lub oblevacka, Słowacji jako oblievacka lub kupacka (szczególnie na wschodzie) oraz w regionach zachodniej Ukrainy. W XVI wieku słowiańską tradycję bardzo powszechnie przejęli Węgrzy. Do dziś praktykuje się tam oblewanie w lany poniedziałek dam wodą i perfumami.
              Na Zakarpaciu lany poniedziałek obchodzony jest przez trzy dni: drugiego dnia Wielkanocy chłopcy oblewają dziewczyny wodą, trzeciego dnia dziewczyny się mogą w ten sam sposób zrewanżować; a czwartego oblewa się inne osoby.
Tradycje dyngusowe pieczołowicie pielęgnowane są przez Polonię, szczególnie w USA. Najbardziej hucznie Dyngus Day obchodzony jest w Bufallo. Tradycja ta sięga 1870 r. Corocznie organizuje się tam ceremonialne parady orszaków i spektakle teatralne. 
                Trzy lata temu podobne parady zainicjowano w Cleveland. Co tu dużo mówić, jest to pretekst do świetnej zabawy i degustacji tradycyjnych polskich potraw wielkanocnych. 
              Częścią tych obchodów jest wybór Miss Dyngus Day.
              A w Polsce... Jak by nie patrzeć – tradycja w narodzie nie ginie! Fajnie jest! Idzie sobie człowiek, a tu z balkonu – dup! - woreczek wypełniony wodą! A co mają mówić „odświętnie” ubrane dziewczyny, gdy nagle z bramy wypada dowcipniś i „delikatnie” oblewa wiadrem wody? Egon, klawo jak cholera!


piątek, 18 kwietnia 2014

Przyjemności koło jajek!

            Jajka umyte, teraz czas je święcić! Do takiego „poświęcenia” jak pani Grodzka jednak nie zachęcam! Aż do tego się nie posunę!
           Wen Fuliang (mieszka w prowincji Shaanxi) jest chińskim rzeźbiarzem, który z konieczności, znalazł sobie dość nietypową specjalizację. Pracował przy obróbce drewna, ale dziesięć lat temu został zwolniony z pracy. 
 
            Zajął się wtedy rzeźbieniem w wydmuszkach kaczych, gęsich i kurzych jaj. Do pracy używa diamentu umieszczonego na elektrycznej, obrotowej głowicy. 


























 
            Spod jego rąk wychodzą prawdziwe cudeńka! Koronkowe wzory, nawet atrakcje turystyczne, jak np. kultowa Dayan Pagoda w Xi'an, budzą niekłamany podziw. Perfekcja i dokładność są oszałamiające!




czwartek, 26 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach!

            Druga część niecodziennych zwyczajów świątecznych. 
Hiszpania – Caga Tio, czyli „słódkokupny” pieniek
            To głównie katalońska tradycja, radocha dla dzieci. Co roku jeden z członków rodziny kupuje na Boże Narodzenie specjalnie przygotowany, uśmiechnięty kawał drewna. Najczęściej przypomina psa albo łosia, który stoi na stojaku imitującym nogi. Po wniesieniu pieńka do domu, rodzina napełnia go słodyczami i zabawkami.
W święta dzieci walą w drewno kijami i lecą słodkie bobki! Operacji towarzyszy bardzo radosna piosenka: Zrób kupkę, pieńku! 
 
Katalonia - Caganer
           Coś w tej Katalonii mają szczególne „wizje” bożonarodzeniowe! Caganer to osobnik walący kupę! Początkowo była to niewielka figurka mnicha, gdzieś w rogu żłóbka. Teraz wersje są i duże, i małe „domowe”, uwspółcześnione postaciowo. Spotkać można m. in. Baracka Obamę z opuszczonymi portkami!
Caganer ma przynieść urodzaj i bogate zbiory. Pewnie przez „użyźnienie” gleby! 


 
Włochy - wiedźma La Befana
             Legenda mówi o uprzejmej, starej czarownicy, napotkanej przez trzech króli na drodze do Betlejem. Poprosili ją o schronienie, a ona się zgodziła. Następnego ranka zaproponowali jej, by do nich dołączyła i wraz z nimi poszukała Jezusa. Befana odmówiła, twierdząc, że musi... posprzątać. Gdy skończyła, ruszyła za trzema królami, jednak nie udało jej się znaleźć stajenki. Od tego czasu co roku chodzi po włoskich domach, nie ustając w poszukiwaniach. Włoskie dzieci wystawiają dla niej wino i jedzenie, a Befana zostawia im prezent, gdyż nie ma pewności, czy przypadkiem to nie jest właśnie ten dom.
             Chodzi 6 stycznia, w Trzech Króli (Święto Objawienia Pańskiego). 





 
Walia – Mari Lwyd
             Szczęście Walijczykom i urodzaj w sadach jabłoni, ma przynieść „ugryzie” przez końską czaszkę nasadzoną na żerdź. Główny festiwal odbywa się w Chepstow, a kończy na moście granicznym z Anglią. Tam następuje „pojednanie”, przy śpiewach, jadle, harcach i napitkach. 






 
Niemcy – ogórki na choince
            Niemcy wieszają na choince bombki w kształcie ogórka. Są one szczególnie „cenione”przez dzieci, gdyż które pierwsze takową znajdzie, dostanie dodatkowy prezent. Warto szukać! 










Japonia – wizyta w KFC
             Święta w tym kraju są bardzo skomercjalizowane. Zwyczaj zasiadania do stołu zastawionego własnoręcznie przygotowanymi potrawami, raczej nie obowiązuje. Oblężone są restauracje KFC, stoliki trzeba rezerwować z wyprzedzeniem.
W Japonii rzadko spotyka się kartki świąteczne w kolorze czerwonym. A to dlatego, że na papierze w tym kolorze drukowane są zwykle ogłoszenia żałobne.

Meksyk - rzeźby z rzodkiewek
                Farmerzy meksykańskiego Oaxaca urządzają festiwal, którego głównym tłem są wykonane z rzodkiewki rzeźby. Rozpoczyna się 23 grudnia i trwa trzy dni. W konkursie tym biorą udział nie tylko mieszkańcy, ale i artyści z całego świata. W grę wchodzi nie tylko nagroda pieniężna (wysokości 13000 pesos, czyli około 1300 dolarów), ale i sława oraz uznanie.



Szwecja - palenie kozy
             Ciekawy zwyczaj kultywowany jest w mieście Gavle. Mieszkańcy budują wielką, słomianą kozę, która zostaje spalona w pierwszy dzień świąt.
          Tradycja ta narodziła się niedawno, bo w 1966 r. Powstała w wyniku wypadku, który zaowocował pożarem. Pewien szwedzki architekt chciał wznieść w centrum miasta ozdobną kozę, będącą odpowiednikiem kozy wywodzącej się z tradycji pogańskiej. Zrobiona ze słomy, w okolicy Nowego Roku spłonęła. 
            W paleniu i my mamy wprawę! Paliło się „Sporty”, komitety i tęczę! A może by tak na święta palić barejowskiego misia, symbol absurdu? Może komuś coś by w mózgu przeskoczyło?
            Tak więc hasło na Nowy Rok – Polska bez misia!

 

środa, 25 grudnia 2013

Idą święta, już są!

           Święta Bożego Narodzenia obchodzone są praktycznie na wszystkich kontynentach, ale zwyczaje są różne i rożniste! Czasem zupełnie odlotowe! Ale cóż, tradycja jest tradycja! Czasem rodzi się na naszych oczach, by potem ubrana w ubarwiające „dopowiedzenia” stać się częścią regionalnej kultury.

Austria - Krampus
             Krampus jest bestią z piekła rodem, stworem związanym z folklorem w krajach alpejskich. Pojawia się w okresie świat u boku św. Mikołaja i jego zadaniem jest straszenie krnąbrnych maluchów. Tym bardziej pyskatym grozi zapakowaniem do noszonego na plecach worka. 



Portugalia - świąteczna kolacja dla zmarłych
             Zgodnie z polską tradycją, na wigilijnym stole powinno się znaleźć nakrycie dla niespodziewanego gościa. W Portugali Święta Bożego Narodzenia są jednocześnie czasem radości i pamięci o nieobecnych na zawsze. Podczas wigilii zostawia się dla zmarłych nakrycie, ale nie jest ono puste, tylko pełne jedzenia
           W ten sposób Portugalczycy pragną obdarować umarłych, wierząc, że ich pamięć i opieka zapewni im spokojny, szczęśliwy nowy rok.


 
Ukraina - pajęczyna na choince
              Na Ukrainie pajęczyna traktowana jest jako ozdoba choinkowa, co jest odwołaniem do legendy o ubogiej wdowie i jej dzieciach. Biednej rodziny nie było stać na dekorację świątecznego drzewka, ale pierwszego dnia świąt, gdy się obudziły, choinka była przyozdobiona migoczącą pajęczyną.
            Z czasem nawet przemieniła się w srebro i złoto, dając rodzinie bogactwo.


 
Norwegia - ukrywanie mioteł
            Szczęśliwe i radosne święta ma zapewnić odebranie „transportu” czarownicom.
Norwegowie chowają w noc Bożego Narodzenia wszystkie posiadane przez siebie miotły. Strzeżonego, pan Bóg strzeże!














 
Łotwa - zombi na ulicach
             Łotysze jedną ze świątecznych tradycji określają mianem mumifikacji. W noc Bożego Narodzenia ulice zapełniają się mieszkańcami skrytymi za maskami zwierząt, takich jak niedźwiedzie czy kozy lub pod strojami zombie i snopów siana. 











 
Czechy - buty miłości
             Mieszkanki Czech wykorzystują buty, by pomóc szczęściu i poznać przyszłość. W wigilijny wieczór stając tyłem do drzwi wejściowych rzucają obuwiem przez ramię. Jeśli but spadnie tyłem do drzwi, wtedy jego właścicielka pozostanie panną przez następny rok, ale jeśli but padnie noskiem do wejścia – bankowo wesele w przyszłym roku! 




Grecja - Kallikantzaroi
             Kallikantzaroi to wrogie gobliny, wywodzące się z greckiego folkloru. Mieszkają po ziemią, na powierzchni pojawiają się w okresie od 25 grudnia do 6 stycznia. Przez bez mała cały rok piłują „drzewo świata”, Ziemia ma zginąć, gdy dokończą robotę. Kusi ich, by oglądać koniec świata, więc wyłażą na powierzchnię i straszą ludzi. Pod ziemię wracają po Trzech królach, ale drzewo już się odrodziło i muszą robotę zaczynać od nowa.
           Niektóre greckie rodziny próbują się przed nim ustrzec, wieszając wewnątrz kominka świńską szczękę, co ma na celu ich odstraszenie. 

Grenlandia - zjadanie zgniłych ptaków
              Mieszkańcy Grenlandii zwykli na Wigilię jeść kiviak, czyli surową, podgniłą już alkę (gatunek średniego ptaka morskiego). Poluje się na nią pół roku wcześniej, zakopuje w ziemi lub przysypuje kamieniami i potem trafia na świąteczny stół.


poniedziałek, 11 listopada 2013

Duże jest piękne, a najpiękniejsze największe, czyli czego się nie robi dla kobiet!

            Żyjące w Etiopii, w odległym zakątku Doliny Omo plemię Bodi, ma bardzo specyficzny gust. Ich pojęcie piękna, szczególnie w odniesieniu do mężczyzn jest dość niecodzienne. Rywalizują w czasie święta Ka'el o tytuł najgrubszego, co zapewnia sławę i powodzenie wśród miejscowych kobiet.
            Nie jest to proste, przez sześć miesięcy przygotowują się do ceremonii wyboru „mister brzucha”. Żyją w odosobnieniu, żywią się specjalną miksturą, przyrządzona z krwi i mleka krów. Krew jest pobierana poprzez dziurę w żyle, zrobioną z włócznią lub toporem, a rana potem zasklepiona gliną. Mężczyzn karmią miejscowe kobiety, ale uwaga! - zero seksu!
             Zwycięzca nie otrzymuje żadnej nagrody, ale do końca życia cieszy się sławą i poważaniem. 
               To najlepsi z najlepszych w 2013 r.!
               Ceremonia Ka'el odbywa się w czerwcu. Była inspiracją dla francuskiego fotografa, Erica Lafforgue do serii niesamowitych zdjęć.
               Każda rodzina ma prawo wystawić jednego „reprezentanta”. I co ważne, muszą być kawalerami. Ci w swoich odosobnionych chatach, cały dzień „jedzą”. Przyrządzoną przez kobiety miksturę muszą wypić zanim skrzepnie. Jednorazowa porcja to ok. 2 litry. 
               Niektórzy po takiej „terapii”, osiągają tak monstrualną wagę, że nie mogą chodzić.


 
             Ceremonia Ka'el zakłada kilka godzin chodzenia wokół świętego drzewa, więc nie jest lekko. Zawodników pilnie się obserwuje, a „pot, krew i łzy” wycierają kobiety. 


























               Czekają na wyniki z dużymi, nieukrywanymi emocjami. Większość dziewczyn Bodi ma nadzieję, że pewnego dnia poślubi jednego z tych „bohaterów”.
              Gdy zwycięzca zostanie wybrany, następuje rytualny ubój krowy, przy pomocy „świętego kamienia”. Starszyzna plemienna „bada” wnętrzności i krew, przepowiadając przyszłość.
                Po zakończeniu święta, „zawodnicy” wracają do tradycyjnego sposobu odżywiania i tracą swoje olbrzymie brzuchy. Po kilku tygodniach, następna generacja staje „w szranki” i przygotowania do Ka'el zaczynają się na nowo.
              Święto Ka'el i związane z nim tradycyjne rytuały, są zagrożone, podobnie jak cały byt plemienia Bodi. Rząd Etiopii planuje bowiem ich przesiedlenie.





środa, 18 września 2013

Dzień Polaka w Argentynie

              Argentyna jest jedynym państwem, w którym Dzień Polaka Osadnika („Día del Colono Polaco") obchodzi się jako święto narodowe (8 czerwca, od 1995). Z tej okazji w Buenos Aires, pod auspicjami Ambasady Polski, Związku Polaków, organizacji la Asociación Cultural Argentino Polaca oraz la Fundación Argentina, odbywa się tydzień imprez kulturalnych poświęconych Polsce i Polakom.
              Ożywienie emigracji polskiej do Argentyny nastąpiło po 1897 roku. Doszło do masowego exodusu rolników ze wschodniej Małopolski. Na wywołanie tego zjawiska wpłynęła z jednej strony tzw. "gorączka parańsko-brazylijska" z lat 1895/6, a z drugiej niezwykle intensywna agitacja niemieckich biur pasażerskich z Hamburga i Bremy. W listach rozsyłanych po całej wschodniej Małopolsce znajdowały się informacje, mające na celu jak najatrakcyjniejsze przedstawienie Argentyny, np. zachęcanie tanią ziemią, darmowym karczowaniem puszcz, darmowymi polowaniami i brakiem podatków. Łatwo się domyślić, że tysiące ludzi z nadzieją na wspaniałą przyszłość ciągnęły do Argentyny. Po przybyciu na miejsce najczęściej rzeczywistość okazywała się zupełnie inna niż ta, którą obiecywały niemieckie agencje.
            W 1905 roku do Argentyny przybyła duża grupa robotników, którzy zostali zmuszeni do wyjazdu po stłumieniu przez władze rosyjskie protestów w Królestwie Polskim. Skupili się oni w Buenos Aires, gdzie zakładali towarzystwa samopomocowe i zainicjowali wydawanie polskojęzycznej prasy. W XIX wieku emigrowali do Argentyny także uczeni m.in. geolodzy znajdujący zatrudnienie w argentyńskim przemyśle naftowym.
             Pod koniec 1921 roku w Argentynie żyło tu już około 32 tys. Polaków. Największe skupiska Polonii argentyńskiej były w Buenos Aires, Rosario, Santa Cruz i Rio Gallego.
              Podczas II wojny światowej argentyńska Polonia ofiarnie wspomagała walczącą Polskę poprzez zbiórki pieniędzy, wysyłkę paczek do jeńców, udzielanie schronienia uchodźcom. Dwa tysiące Argentyńczyków polskiego pochodzenia zaciągnęło się na ochotnika do Wojska Polskiego. Skutkiem wydarzeń II wojny światowej była kolejna fala emigracyjna, licząca ok. 200 tys. osób, głównie byłych żołnierzy sił alianckich. 
               Obecnie Polonia argentyńska liczy szacunkowo ok. 150 - 450 tys. osób. Życie polonijne w Argentynie jest bardzo aktywne. Związek Polaków w Argentynie zrzesza 34 organizacje z całego kraju. Ukazuje się kilka tytułów prasowych m.in. „Głos Polski” istniejący nieprzerwanie od 1922 roku.
Polskie ślady w Argentynie są dostrzegalne w wielu miejscach, ale tak naprawdę rzadko kojarzone z Polską. W dużym stopniu nastąpiła asymilacja emigrantów z miejscową ludnością.
              Epizod argentyński mieli m.in. tak znani polscy artyści jak Jerzy Petersburski (kompozytor m.in. „Tanga Milonga”) czy pisarz Witold Gombrowicz.





poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Jajcarze całego świata łączcie się!


            Prima Aprilis jest międzynarodowym świętem jajcarzy, ale jak wiadomo poczucie humoru bywa różne. Jak się zderzy z „inteligencją inaczej” i naiwnością, powstaje prawdziwie wybuchowa mieszanka.
            Niektóre primaaprilisowe żarty przeszły do historii, jako przykład podręcznikowego wpuszczania w maliny tysięcy ludzi!
Wyhoduj drzewko spaghetti
             1 kwietnia 1957 r. w telewizja BBC pokazała program, jak Szwajcarzy hodują drzewa, na których rośnie… spaghetti. Materiałowi towarzyszyły zdjęcia farmerów spaghetti, którzy z dumą zbierali makaronowe zbiory. Zaraz rozdzwoniły się telefony z pytaniami, czy w klimacie brytyjskim taka hodowle również jest możliwa.
            Ciekawa była jedna z udzielonych rad – Owszem, proszę włożyć jedną nitkę makaronu do puszki sosu pomidorowego i… cierpliwie czekać.
 Broń w ręce bezdomnych!
W 1993 r. jedna z gazet w amerykańskim stanie Ohio otrzymała informację prasową od organizacji „Arm The Homeless Coalition”., w którym byłą informacja, że będą rozdawać broń wszystkim bezdomnym, którzy o nią poproszą i przejdą specjalne testy psychologiczne. Tematem podchwyciły poważne media, m.in. CNN i Associated Press. Później się okazało, że „Arm The Homeless Coalition” to trzech studentów, którzy w ten „jajcarski” sposób zwrócić uwagę społeczeństwa na zagrożenia związane z łatwym dostępem do broni.


Hamburger dla mańkutów
            W 1998 r. Burger King wprowadził do swojego menu nową pozycję - Whopper dla leworęcznych. W zasadzie nie różnił się on niczym szczególnym od pozostałych burgerów, poza drobnym faktem, że ze względu na obrót o 180 stopni, keczup spływał z prawej strony...a więc prosto na spodnie klienta.
Dzień później, 2 kwietnia, tysiące osób prosiło o „nowego Whoppera” i tysiące innych zamawiało tradycyjną „praworęczną” wersję.
Wieża Eiffla będzie przeniesiona!
W 1986 r. „Parisien” doniósł, że symbol Paryża, Wieżą Eiffla zostanie przeniesiona do… nowego Disneylandu powstającego akurat pod francuską stolicą.    W miejscu po Wieży miał zostać zbudowany stadion na 35 tysięcy miejsc, w którym miały odbyć się Igrzyska Olimpijskie (Paryż ubiegał się o organizację Igrzysk w 1992 r., przegrał rywalizację z Barceloną).
Google czyta w twoich myślach
Primaaprilisowe jaja zrobili sobie w 2000 r. pracownicy Google. Firma poinformowała o swojej, nowej rewolucyjnej technologii „Mentalplex Technology”. Miała czytać w myślach! Użytkownik nie musiał nawet nic wpisywać w wyszukiwarce, wystarczyło, że wpatrywał się w obracający na ekranie obiekt i w myślach powtarzał wyszukiwane hasło.
Po kilku chwilach strona jako wynik wyszukiwania pokazywała hasło „April Fools Day”.
Zmiana wartości liczby Pi
W 1998 r. na łamach magazynu „New Mexicans for Science and Reason" pojawiła się informacja, że w stanie Alabama ma nastąpić oficjalna zmiana wartości liczby Pi z ~3,14 na okrągłą liczbę naturalną 3. Poparto to artykułem poważanego fizyka Marka Boslougha.
Informację natychmiast podchwyciły inne media. W kraju wybuchła burza, a do władz Alabamy wydzwaniały telefony od oburzonych Amerykanów. Były jednak liczne głosy popierające tę matematyczną innowację.
 






piątek, 8 marca 2013

Kobiety nie bij nawet kwiatem, chyba, że doniczkowym

            My rządzim światem, a nami kobiety – pisał biskup Ignacy Krasicki, a on o rządzeniu coś wiedział. Wiadomo, z mężczyzną jak z dzieckiem, sprawa prosta – za rączkę i do knajpy! Kobiety zadowolić trudniej. To największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz! - twierdził Tadeusz Boy-Żeleński i miał rację! A przeciętny mężczyzna myśli albo o piwie, albo o seksie. Jeśli myśli, to jeszcze nie najgorzej. Może jednak spotkać się z kontrą - Żeby mnie rozebrać, musisz mnie najpierw ubrać! I co wtedy?! Zwykłe lumpeksy i butiki nie wchodzą w grę! A przecież, jak powiedział traktorzysta Józef Kłyś - Dupa nie traktor, a ciągnie!
           Siła kobiet jest wielka! Przecież - Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle!
           Zawsze ponoć lepiej jest „obiadować” przy pięknej zastawie, niż na gazecie.   
          Ale...Kobiety są jak przekład: piękne nie są wierne, wierne nie są piękne – zauważył kpiarz nad kpiarze, George Bernard Shaw. Z drugiej strony - Nie ma brzydkich kobiet, jest tylko za mało wódki, co wiąże się ze stwierdzeniem – każda barmanka jest piękna!
            A propos... Są sztuki piękne i piękne sztuki. Piękne kobiety zostawmy mężczyznom bez wyobraźni – pisał Marcel Proust.
            A gdy już, tuż, tuż... Całowanie w rękę nagiej kobiety jest stratą czasu – twierdził przedwojenny aktor i reżyser Jerzy Leszczyński.
           Zdrowie naszych pań, bo jak panie zdrowe, to i my zdrowi! - mawiał rotmistrz Rżewski.

- Pij, pij, będziesz łatwiejsza!
- Pij, pij, nie będziesz mógł!
- Pij, pij, nie będziesz pamiętała, że nie mogłem!
I wersja bardzie hard:
- Pij, pij, będziesz łatwiejsza!
- Ja już jestem łatwa, tylko ty jesteś pizda!

           Tak więc panowie – „w tym dniu tak uroczystem” - zdrowie pięknych kopni i szybkich kobiet! I oby nam się!
I tak na koniec... Podobno kobieta jest lepszą wersja mężczyzny, ale zdania są podzielone.

niedziela, 6 stycznia 2013

Trzej królowie,monarchowie, a nawet dwunastu

            Trzej Królowie, Trzej Mędrcy, Trzej Magowie − według tradycji chrześcijańskiej osoby, które podążały za Gwiazdą Betlejemską i złożyły hołd nowo narodzonemu Jezusowi Chrystusowi. Tradycyjnie uznawani są za świętych w katolicyzmie, prawosławiu oraz w starożytnych Kościołach Wschodu.
Jedyna informacja o mędrcach znajduje się w Ewangelii Mateusza (2,1-12), gdzie nie podano ich liczby, jest mowa jedynie o darach – złoto, kadzidło i mirra. Biblia nie wymienia również ich imion. W zachodnim chrześcijaństwie popularnie nazywani są imionami Kacper, Melchior i Baltazar według tradycji, jaka narodziła się w średniowieczu.
            Te imiona pojawiły się po raz pierwszy ok. roku 520 na mozaice zdobiącej bazylikę San Apollinare Nuovo w Rawennie, która wówczas była stolicą posiadłości bizantyńskich w Italii. Nad postaciami umieszczono napisy: „Balthassar, Melchior, Gaspar”. Podaje je później teolog angielski, Beda Czcigodny (675–735).
            Wcześniej wszędzie określano mędrców innymi imionami. Koptowie w Egipcie podawali ich aż dwanaście. U Greków mędrcy nazywali się Apellicon, Amerim i Serakin; u Syryjczyków: Kagpha, Badalilma i Badadakharida; u Etiopczyków: Ator, Sater i Paratoras.
             W XV w. zaczęto uważać, że nie wszyscy przybyli ze Wschodu, lecz pochodzili z trzech kontynentów: Azji, Afryki i Europy. Kacper uważany jest za Murzyna, Melchior symbolizował Azję, a Baltazar Europę. Podłożono również symbolikę pod ich dary i odpowiedni ubiór. Kacper miał Dzieciątku Jezus ofiarować kadzidło, jako symbol boskości, Melchior - złoto, jako symbol władzy królewskiej, zaś Baltazar - mirrę, jako zapowiedź męczeńskiej śmierci.
            Do przyjęcia konkretnej daty świętowania Objawienia Pańskiego (tak brzmi poprawna nazwa Święta Trzech Króli) przyczynił się prawdopodobnie kult pogański. W Egipcie 6 stycznia obchodzono święto narodzenia boga światła. Oddawano wtedy szczególną cześć Nilowi, z którego czerpano wodę, wierząc, iż w nocy przemienia się w wino. Szybko Kościół „zawłaszczył” to święto. Pojawiały się motywy chrztu Pańskiego i cudu w Kanie Galilejskiej. Ostatecznie na Wschodzie 6 stycznia wspominano: narodzenie Jezusa w Betlejem, pokłon Magów, chrzest w Jordanie i cud w Kanie.
             Na Zachodzie uroczystość Objawienia Pańskiego datuje się od końca IV w. (oddzielnie od Bożego Narodzenia).
 
            Umarł król, niech żyje król! Sama nazwa monarchy „król” pochodzi od imienia Karola Wielkiego (ok. 742 - 814). Insygnia królewskie to już nie mirra, kadzidło i złoto, a korona, berło i jabłko.
            Gdyby puścić „wodza fantazji” to „królów ci u nas dostatek!