Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELIGIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELIGIA. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Łyżki, okulary, pojemniki - plastikowe rzeźby z przesłaniem

              Sayaka Kajita Ganz pochodzi z Japonii, urodziła się w Jokohamie. Potem mieszkała w Brazylii i Hongkongu, a od 15 lat jej domem jest Bloomington (Indiana, USA). Sztuka pasjonowała ją „od zawsze”, zajmowała się ceramiką , grafiką, ukończyła kursy projektowania i rysowania na Indiana University w Fort Wayne. Szukała swojego, najbardziej prywatnego, artystycznego wyrazu.



              Odnalazła się w specyficznej rzeźbie z rzeczy wyrzuconych, niepotrzebnych, zużytych. Korzysta z plastikowych sztućców, przedmiotów gospodarstwa domowego, zabawek, popsutego sprzętu AGD itp. Wykorzystuje również okulary, kosze, jednym słowem, wszytko co jest z plastiku. Większość materiału do rzeźb zbiera po śmietnikach, „darami” wspomagają ją też znajomi, czasem kupuje coś w sklepach charytatywnych.
              „Znaleziska" sortuje na 20 różnych grup kolorystycznych. Potem łączy każdy element z tworzywa sztucznego z ramą z drutu, dopóki nie osiągnie zamierzonego efektu. Wymiary jej rzeźb są bardzo różne, od 18 cm do 8 m. Te największe zawierają w sobie ponad 500 elementów, a praca nad nimi trwała około miesiąca. 



             Jak sama twierdzi, bardzo duży wpływ na jej odbiór rzeczywistości miała religia Shinto, w której została wychowana. Jako dziecko wierzyła, ze wszystkie przedmioty maja „duszę” i porzucone w koszach – płaczą. Pragnie przywrócić je „do życia” w innym wymiarze, co wiąże się z ogólną harmonią świata. Stad też wrażenie ruchu jej dzieł. Proces regeneracji i odnowy przedmiotów, jest dla niej swoistym, artystycznym katharsis.
               Nie potępia stosowania plastiku, co ułatwia codzienne życie. Jej zdaniem,
najlepszym sposobem zmniejszenia ilości odpadów, jest pokazanie przez artystów jak je można wykorzystać w swoich pracach. Jeśli ktoś uzna, że są piękne, być może dostrzeże to piękno w samych przedmiotach.

niedziela, 10 listopada 2013

Schody do nieba

            Na szczycie 40-metrowej, pionowej skały, podobnej do maczugi, niedaleko miejscowości Chiatura (Gruzja) znajduje się mała cerkiew, w której od okolo 20 lat mieszka 56-letni mnich Maxim.
              Wejść tam można tylko po drabinie, za jego pozwoleniem. 
 
           Wnętrze jest skromne, wręcz minimalistyczne.













              Świątynię na kolumnie Katskhi zbudowano prawdopodobnie w V lub VI wieku (niektórzy historycy twierdzą, że w IX lub X wieku) na część Boga Płodności. Drabinę na szczyt miesjcowi mieszkańcy nazywają „schodami do nieba”.
             W 2009 roku, przy wsparciu rządu Gruzji, cerkiew została odnowiona.





środa, 2 października 2013

Świątynia Smoka

            W małej miejscowości Nakhon Pathom, o godzinę drogi od stolicy Tajlandii, Bangkoku, znajduje się niesamowita wręcz Świątynia Smoka (Wat Samphran). 
 
            Jest to wysoka na 17 pięter czerwona wieża, którą oplata olbrzymi smok. Miejscowość rzadko odwiedzają turyści, gdyż leży na uboczu.
             Świątynię zwiedzać można do 10 piętra, wyżej wstęp jest wzbroniony. Brakuje pieniędzy na jej konserwację, stąd też kompleks (mniejsze pagody, park) do zwiedzania udostępniony jest tylko częściowo. 



















              W parku obok świątyni umieszczono kilkanaście olbrzymich rzeźb zwierząt – słoni, delfinów, smoków, nawet królików. Jest tam również budynek w kształcie żółwia. 

 
          Nie mogło zabraknąć olbrzymiego posągu Buddy.
          Legenda mówi, że w świątyni ukryte są skarby, ale... Jak na razie nikt niczego „cudownego” nie znalazł.
Wszystko przed nami! Wystarczy spakować plecaki i w drogę!



piątek, 6 września 2013

Szczęśliwego Nowego Roku 5774!

             Nie, to nie pomyłka! Właśnie rozpoczął się żydowski Nowy Rok - Rosz ha-Szana. Obchodzony jest 1 i 2 dnia miesiąca tiszrej. Według kalendarza gregoriańskiego w tym roku jego początek przypada 5 i 6 września 2013 r. Pierwszy dzień tiszrej nazywa się w Torze i tradycji „dniem trąbienia” lub też „dniem pamiętania”. Dlatego też w Polsce Rosz ha-Szana znany jest jako Święto Trąbek. Święto przypomina o stworzeniu świata i człowieka, przypomina o sądzie bożym. .
             Święto trwa dwa dni, otwiera ono okres dziesięciodniowej pokuty – Jamim Noraim („straszne dni”), trwający do święta Jom Kippur. Punktem kulminacyjnym tego czasu jest Dzień Pojednania - Jom Kipur. Jednak Bóg przebacza grzechy popełnione przeciw bliźnim tylko wtedy, gdy skrzywdzony wybaczy winowajcy. Dlatego każdy musi przed Sądnym Dniem prosić bliźniego o przebaczenie. W tym roku Jom Kipur przypada 21 września.
             W czasie Rosz ha-Szana Żydzi są jakby „rozliczni” ze swoich uczynków. Szatan przedstawia dowody grzechów Izraela, a Bóg otwiera księgi, w których zapisane są wszystkie czyny człowieka, by wydać na niego wyrok. Dlatego składa się napotkanym osobom życzenia: „Abyście byli zapisani na Dobry Rok". 
              Podczas świąt Żydzi odmawiają dodatkowe modlitwy Musaf, dmie się kilkakrotnie w szofar (róg) - stąd nazwa Święto Trąbek. W niektórych środowiskach obchodzony jest obrządek taszlich – symboliczne strząsanie do wody swoich grzechów. 
              Na kolację w Rosz ha-Szana jada się chałę moczoną w miodzie, odmawiając specjalną modlitwę: „Boże - daj słodki rok".  Spożywanie słodkich pokarmów w czasie tego święta ma symbolizować błogosławieństwo i obfitość. Jada się więc plasterki jabłek maczane w miodzie i cymes marchewkowy. 








 
             Podczas uroczystej kolacji podaje się głowę ryby, co ma symbolizować początek roku. Tradycyjnie jada się karpia faszerowanego albo nadziewanego, zupę owocową z kluseczkami albo smażonymi paluszkami, mostek cielęcy albo pieczeń, drób pieczony, świeże owoce i kompot.
Podczas święta nie wolno wykonywać codziennych prac, natomiast synagogi odwiedzają nawet ci wyznawcy judaizmu, którzy na co dzień są dość obojętni religijnie.
            Szana Towa Umetuka! Obyśmy wszyscy byli zapisani na Dobry Rok!




poniedziałek, 2 września 2013

Święte drzewo banjan

               Figowiec bengalski (Ficus benghalensis L.), zwany też banjanem, pochodzi z Indii i Pakistanu. Imponuje wielkością, szczególnie „wszerz”. 
               To jest jedno drzewo! Od jego poziomych gałęzi wyrastają pionowe pędy, które wrastają w ziemię i się zakorzeniają. Stają się w ten sposób dodatkowymi pniami, które podtrzymują koronę i przewodzą wodę wraz z solami mineralnymi. Niektóre drzewa mogą mieć ponad 300 takich masywnych pni bocznych (tzw. Wielki Banian rosnący na terenie ogrodu botanicznego w Kalkucie ma aż 2880 pni o wysokości 24,5 m). Korona przedstawicieli tego gatunku może pokrywać powierzchnię ponad 2,1 ha (ponad kilometr obwodu). Na obszarze o średnicy nawet 500 m znajdować się mogą pnie jednego osobnika.
               Drzewa banjan noszą indyjską nazwę „akszajawata" i są obiektami kultu w hinduizmie. Jego gałęzie są czczone podczas Szasti pudźy. Szczególnym kultem banjan otaczany jest przez kobiety w miesiącu dźjesztha (od połowy maja do połowy czerwca) w stanach Maharasztra i Gudżarat w Bengalu, gdzie personifikację Brahmy.
             W południowych Indiach drzewo jest czczone również jako siedziba bóstwa Śiwy. Wczesne dzieło tamilskie „Ahananuru”, opisuje banjan jako przykład nieposiadającej dachu świątyni.


sobota, 24 sierpnia 2013

Plaża, zakonnica, prezerwatywa i krowy

           Ponoć każdy orze, jak może! A że lato zmierza (jednak!) ku końcowi, kilka reminiscencji plażowych będzie jak znalazł. 
             Samotności raczej nie należało oczekiwać pod koniec lipca na słynnej plaży w Rio de Janeiro – Copacabana. W mszy, którą na pożegnanie z Brazylią odprawił papież Franciszek, uczestniczyło ok. 3 mln wiernych z całego świata. 
             Ale, ale! Można było trafić i na takie obrazki. 
              Albo na taką „zakonnicę”. Wiadomo - krew nie woda!
               A kto szuka samotności i bezpośredniego kontaktu z naturą, mógł się udać nad jezioro Pilnia w Rosji. Wersja tunezyjska może być z wielbłądami.


      

 



niedziela, 18 sierpnia 2013

Jedna cegła i jaskółki

             Jiayuguan to chińskie maisto liczące ok. 130 tys. mieszkańców. Słynie z fortecy, która stanowi zachodni kraniec Wielkiego Muru Chińskiego.
         Została zbudowana w 1372 roku, za panowania cesarza Hongwu. Wybudowano ją na planie kwadratu, nad doliną otoczoną ze wszystkich stron górami. Okala ją wysoki na 11 i długi na ponad 730 metrów mur zwieńczony dwoma wysokimi, trzykondygnacyjnymi basztami obronnymi w narożnikach oraz basztami obserwacyjnymi w jego północnej i południowej części. Twierdza posiada dwie bramy, które dla bezpieczeństwa wyposażono w potrójne dachy i wewnętrzne dziedzińce. Zabezpieczało ją kilka linii obronnych, z czego wewnętrzna ma obwód 640 metrów i zajmuje 2,5 hektara powierzchni. W wewnętrznej części znajdowały się magazyny i studnia zapewniające możliwość długiej obrony w wypadku oblężenia, a także świątynia buddyjska. Na bogate zdobnictwo twierdzy składają się pokryte szkliwem dachy i elementy dekoracyjne wykonane w ceramice, drewnie i kamieniu.
        Według popularnej legendy budowę twierdzy zaplanowano tak starannie, że podczas jej wznoszenia pomylono się względem przewidywanego zużycia materiałów tylko o jedną cegłę. Fortecę ponoć zbudował Yi Kaizhan, bardzo biegły matematyk. Obliczył, ze na budowę potrzeba dokładnie 99.999 cegieł. Nadzorca uprzedził go, ze jeśli się pomylił choćby o jedną cegłę, wszyscy robotnicy zostaną skazani na 3 lata ciężkich, przymusowych robót. Po zakończeniu budowy nadzorca już zacierał ręce, gdyż został właśnie jedna cegła. Yi Kaizhan stwierdził, że została położona przez nadprzyrodzoną istotę i stabilizuje całą budowlę. Jej usunięcie spowoduje zawalenie całej konstrukcji. Cegła leży do dzisiaj. 
               Inna legenda mówi o jaskółce, która zmarła ze smutku, gdyż do gniazda z powodu zamkniętych bram nie mógł wrócić jej partner. Uderzając w bramę poniósł śmierć. Duch jaskółki czekającej na „męża” pozostał w murach twierdzy. Gdy ktoś zapuka w ścianę może usłyszeć jej świergot i jest to bardzo pomyślny znak.
              W starożytnych Chinach generałowie i żołnierze modlili się pod tą ścianą przed wyruszeniem na pole walki. Potem ich żony „wypukiwały” ich bezpieczny powrót.



 

piątek, 16 sierpnia 2013

Tajemnica krypty rozwiązana

              Naukowcy z Uniwersytetu w Sheffield ponoć rozwiązali tajemnicę XIII-wiecznej krypty w kościele Świętej Trójcy w Rothwell ( Anglia, hrabstwo Northamptonshire). Złożonych w niej są setki, może nawet tysiąc, szkieletów i czaszek.
             Mieszkańcy wsi długo byli przekonani, że są to ofiary zarazy lub żołnierze polegli w bitwie pod Naseby.
              Badania przeprowadzone przez ekspertów z Uniwersytetu w Sheffield z Wydziału Archeologii sugerują, że krypta była swoistym, średniowiecznym pomnikiem dla pielgrzymów i wieśniaków, którzy modlili się wśród kości przodków. Prawdopodobnie stanowiła miejsce pielgrzymek. Złożone są tam kości i czaszki zarówno mężczyzn i kobiet, nie ma śladów gwałtownej śmierci. Prawdopodobnie przeniesiono je z wielu cmentarzy.
              Krypta pod kościołem Świętej Trójcy w Rothwell została odkryta przypadkowo w 1700 r. Grabarz spadł do niej kopiąc grób i natknął się na szkielety. Czy i ile miał w sobie promili – nie wiadomo. A szkoda, bo być może byłby to „polski ślad”.










piątek, 9 sierpnia 2013

Koniec postu, czas na karnawał!

             Skończył się Ramadan, miesięczny post muzułmanów na całym świecie, również w Bangladeszu. Muzułmanie w dowodzie duchowego oddania powstrzymują się od jedzenia i picia czegokolwiek od świtu do zachodu słońca.
            Pociągi ze stolicy kraju - Dhaka (7 mln mieszkańców!) - są przeładowane do granic możliwości. 
                 Zdobycie miejsca w pociągu graniczy z cudem, zapełnione są również dachy wagonów.
              Ludzie się jednak nie poddają i wszelkimi sposobami usiłują załapać choćby skrawek wolnej powierzchni. Wszyscy bowiem spieszą do swych mieszkających w okolicy rodzin, by wspólnie świętować trzydniowy festiwal Eid al-Fitr. Jest to święto narodowe związane ze zgromadzeniami modlitewnymi zwanymi Zakatul Fitr, odwiedzają również przyjaciół i rodziny.
            W czasie festiwalu wszyscy ubierają się odświętnie, jedzą specjalnie przyrządzone potrawy, a kobiety upiększają się henną. Wśród przysmaków dominują, nic chyba dziwnego, wszelkie ryżowe kombinacje.
            Tradycją są podarunki pieniężne. Głowa rodziny każdego jej członka obdarowuje sumą równą równoważności worka ryżu. Ofiaruje się również pewne sumy na cle religijne. Zwyczajowo wynoszą one ok. 2,5% całego majątku.
             Nie można odpuścić! Liczy się nawet biżuteria żony. Mąż musi zapłacić! Albo buli z własnej kieszeni, albo żona część błyskotek musi sprzedać, by zasilić wspólną kasę.
Że też nasi księża jeszcze na to nie wpadali! Kasa do wzięcia! A to ich najbardziej kręci.


środa, 31 lipca 2013

Po ostrzach maczet

             Setki ludzi obserwowało na molo w mieście Solok (Indonezja) - Janjang Ladiang - coroczny pokaz adeptów, wywodzącej się z tego kraju, sztuki walki pencak silat.
              Swoje umiejętności prezentowali miejscowi strażacy, a największymi atrakcjami było wchodzeni „drabinie  z maczet” i tańce na potłuczonym szkle. 
              Popisywały się nawet roczne maluchy, które raczkowały wśród odłamków szkła.
Przerażający festiwal nazywany "drabiną z maczet" przyciąga każdego roku w lipcu setki turystów do miasta Solok w Indonezji. W występach biorą udział nie tylko dorośli, ale także małe dzieci.
              Festiwal Janjang Ladiang jest częścią islamskich praktyk religijnych, które dotarły do Indonezji ze wschodniej Azji.


piątek, 26 lipca 2013

Sataniści złożyli w ofierze kucyka

W Parku Narodowym Dartmoor (Kornwalia, Anglia), słynącym z granitowych kopulastych wzniesień z okresu karbonu, wrzosowisk i torfowisk, natrafiono na ślady satanistycznych obrzędów.
Policja znalazła okaleczone zwłoki dwumiesięcznego kucyka rasy Dartmoor, które żyją tam na wolności. Są bardzo ufne i przyjazne ludziom. Kucyk miał rozcięty brzuch, wydłubane oczy i usunięte genitalia. 
  Zwłoki znajdowały się w wypalonym ogniem pierścieniu na wrzosowisku i prawdopodobnie były pozostałością po ceremoniach czcicieli diabła.
Pogłoski o sektach satanistycznych, które w Dartmoor w czasie pełni księżyca odprawiają swoje krwawe rytuały, krążą od lat. Jako ołtarze wykorzystywane są głazy.
Rok temu znaleziono podobnie okaleczonego konia, 27-letniego ogiera Erica.
W 2006 roku taki sam los spotkał około 100 owiec (!). Znaleziono je martwe z usuniętymi językami, oczami i narządami płciowymi. Zwłoki były ułożone w kształcie pentagramu.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Szmal, seks, obżarstwo, wkurwienie i lenistwo

Siedem grzechów głównych (łac. peccata capitalia) to, zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego, określenie dla szczególnych grzechów (za św. Janem Kasjanem i św. Grzegorzem Wielkim). Na zasadzie od rzemyczka do trzewiczka, są podłożem, na którym rodzi się wszelkie zło. Są nimi: pycha, chciwość, gniew, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, zazdrość, nieczystość i lenistwo.
  Nazwy łacińskie, choć nie wszystkie odpowiadają nazwom polskim, to: superbia, avaritia, luxuria, invidia, gula, ira oraz acedia; ich pierwsze litery tworzą słowo SALIGIA. Określenie to w średniowieczu często używane było jako nazwa wszystkich tych grzechów łącznie a ich kolejność została zmodyfikowanym przez Henryka z Ostii w XII wieku. Wskutek zmiany hierarchii ważności powyższych grzechów, kolejność tychże była w ciągu wieków modyfikowana.
            Amerykański magazyn „Forbes” pokusił się o klasyfikację międzynarodową, gdzie co kogo najbardziej kusi. 
 
1. Pycha
Do pomiaru tego parametru wybrano dumę narodową. W 2009 roku takie badania przeprowadziła firma Reputation Institute. Okazało się, że najbardziej zadufani w sobie są Australijczycy.












 
2. Chciwość
Nie, nie, nie Żydzi, ani „krwiożerczy kapitaliści”! Pod uwagę bowiem brano korupcję w danym kraju. Zdecydowanym liderem jest Rosja. Pod względem korupcji wyprzedza nawet Meksyk i Indonezję. W rankingu Rosja zajęła ostatnie - 174 miejsce (im niżej, tym gorzej). Najmniej korupcjogenne okazały się kraje skandynawskie.





3. Gniew
              Łączy się z niebezpieczeństwem - a nuż się komuś narazimy?! Niektóre nacje reagują gwałtownie i zdecydowanie, do zabójstwa włącznie. Liderem wśród dużych krajów jest RPA (średnia morderstw 32 osoby na każdych 100.000 mieszkańców). Na ulicy życie stracić można w Brazylii i w rozdartym wojną narkotykową Meksyku.




4. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
70 proc. Meksykanów ma nadwagę, a 32,8 proc. cierpi na otyłość - wynika z najnowszego raportu ONZ cytowanego przez „Daily Mail". Oznacza to, że Meksykanie odebrali palmę najgrubszego narodu świata Amerykanom.
            W pierwszej trójce narodów, które mają największy problem z otyłością, oprócz Meksykanów i Amerykanów (31,8 proc. otyłych) znaleźli się Nowozelandczycy (26,5 proc.).






  5. Zazdrość
Jak to matematycznie ująć, zdefiniować, zbadać? Pod uwagę wzięto poziom nierówności wraz z subiektywną oceną szczęścia wg „Światowego raportu o szczęściu” za rok 2012, opracowanego przez Uniwersytet Columbia. Raport mówi, że jednym z czynników, które negatywnie wpływają na postrzeganie szczęścia jest subiektywna świadomość nierówności, kiedy człowiek myśli, że innym niezasłużenie wiedzie się lepiej od niego.
            Jak się okazało najbardziej zawistni są Hindusi. Za nimi uplasowali się Niemcy, Austriacy i Szwedzi.
 
6. Nieczystość
Ranking został oparty na badaniach psychologa Davida Schmitta z Bradley University w USA. W 2005 roku opublikował swoją pracę w czasopiśmie „Behavioral and Brain Sciences" . Mistrzami rozwiązłości okazali się Finowie. Tuż za nimi uplasowali się Nowozelandczycy, później mieszkańcy państw bałtyckich i Brytyjczycy. Brazylijczycy i inni „południowcy” to cienkie Bolki!








7. Lenistwo
Najmniej pracują rozpieszczeni Europejczycy. Praca w wymiarze 130-150 godzin miesięcznie jest tu normą. Najbardziej pracowici ludzie to Azjaci: Hindusi, Chińczycy, Indonezyjczycy i Koreańczycy. Tam „europejską normę” wyrabia się w dwa tygodnie!







środa, 10 lipca 2013

Krzyże na Grabarce

           Grabarka to góra, położona obok wsi o tej samej nazwie w województwie podlaskim, powiecie siemiatyckim, w gminie Nurzec-Stacja. Jest najważniejszym miejscem kultu religijnego dla wyznawców prawosławia w Polsce.
              Badania wskazują, że pierwszy ośrodek kultowy na Grabarce powstał na początku XVIII wieku jako sanktuarium greckokatolickie. Obecnie znajduje się na niej utworzony w 1947 r. monaster żeński Świętych Marty i Marii, a także 3 klasztorne cerkwie (Przemienienia Pańskiego, Ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość i refektarzowa – Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy). Główna cerkiew klasztorna (Przemienienia Pańskiego) jest jednocześnie świątynią parafialną. Monaster, cerkwie oraz dwa Domy Pielgrzyma (drewniany i murowany) tworzą osadę Grabarka-Klasztor. Na terenie osady znajduje się również prawosławny cmentarz.
                Według legendy, nieznany z nazwiska mieszkaniec Siemiatycz dostąpił podczas epidemii cholery (1710 r.) objawienia, w czasie którego usłyszał, że jedyną drogą ratunku jest udanie się na górę Grabarkę z krzyżem. Opowiedział swój sen parochowi parafii unickiej ks. Pawłowi Smoleńskiemu, który uznał to za objawienie Boże i zaprowadził ludność miasta na wzgórze, spod którego wypływał strumień. Uciekinierzy, którzy napili się wody ze strumienia ocaleli. Legenda mówi, że po tym wydarzeniu nikt więcej nie zmarł w wyniku choroby. W tym samym roku ludzie ocaleni z zarazy wznieśli na górze drewnianą kaplicę jako podziękowanie za życie.
             Pątnicy masowo zaczęli na Grabarce stawiać krzyże, w rozmaitych intencjach. Obecnie jest ich podobno 10 000 - drewnianych, metalowych, kamiennych. Rożnej wielkości, w różnych kolorach. Pozostawiono także mnóstwo różańców, obrazków itp.




poniedziałek, 10 czerwca 2013

Modlitwa o deszcz i urodzaj

           Chyba wszyscy w Polsce mamy już dość tej przekropnej, deszczowej pogody. Tymczasem w Nepalu, wraz z nadejściem pory monsunowej, obchodzone było tradycyjne „święto deszczu”. 
             W wielu miejscach w Nepalu odbywają się prawdziwe festiwale, wznoszone są modlitwy o urodzaj, duże i obfite zbiory oraz przychylność Rato Machhendranath, który przedstawiany jest dość rozmaicie.
Dwa największe festiwale odbywają się w Pulchowk i na obrzeżach Katmandu. Pierwszy czci „czerwonego” boga, drugi „białego”. Trwają około miesiąca. 
               Kulminacyjnym punktem obchodów jest zawsze procesja, podczas której obnoszony jest rydwan z bogiem deszczu Rato Machhendranath. Jest on czczony zarówno przez hinduistów, jak i przez buddystów. 
           Ostatniego dnia festiwalu Nepalczycy „prowadzą boga” na pola, oświetlając mu drogę pochodniami z wiązek słomy.
           Uroczystość upamiętnia legendę, według której król Narendra Dev wniosł posąg Rato Machindranath z Indii do Nepalu, aby pomóc złagodzić suszę .