Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karnawał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karnawał. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

Dzień Polaka w Argentynie

              Argentyna jest jedynym państwem, w którym Dzień Polaka Osadnika („Día del Colono Polaco") obchodzi się jako święto narodowe (8 czerwca, od 1995). Z tej okazji w Buenos Aires, pod auspicjami Ambasady Polski, Związku Polaków, organizacji la Asociación Cultural Argentino Polaca oraz la Fundación Argentina, odbywa się tydzień imprez kulturalnych poświęconych Polsce i Polakom.
              Ożywienie emigracji polskiej do Argentyny nastąpiło po 1897 roku. Doszło do masowego exodusu rolników ze wschodniej Małopolski. Na wywołanie tego zjawiska wpłynęła z jednej strony tzw. "gorączka parańsko-brazylijska" z lat 1895/6, a z drugiej niezwykle intensywna agitacja niemieckich biur pasażerskich z Hamburga i Bremy. W listach rozsyłanych po całej wschodniej Małopolsce znajdowały się informacje, mające na celu jak najatrakcyjniejsze przedstawienie Argentyny, np. zachęcanie tanią ziemią, darmowym karczowaniem puszcz, darmowymi polowaniami i brakiem podatków. Łatwo się domyślić, że tysiące ludzi z nadzieją na wspaniałą przyszłość ciągnęły do Argentyny. Po przybyciu na miejsce najczęściej rzeczywistość okazywała się zupełnie inna niż ta, którą obiecywały niemieckie agencje.
            W 1905 roku do Argentyny przybyła duża grupa robotników, którzy zostali zmuszeni do wyjazdu po stłumieniu przez władze rosyjskie protestów w Królestwie Polskim. Skupili się oni w Buenos Aires, gdzie zakładali towarzystwa samopomocowe i zainicjowali wydawanie polskojęzycznej prasy. W XIX wieku emigrowali do Argentyny także uczeni m.in. geolodzy znajdujący zatrudnienie w argentyńskim przemyśle naftowym.
             Pod koniec 1921 roku w Argentynie żyło tu już około 32 tys. Polaków. Największe skupiska Polonii argentyńskiej były w Buenos Aires, Rosario, Santa Cruz i Rio Gallego.
              Podczas II wojny światowej argentyńska Polonia ofiarnie wspomagała walczącą Polskę poprzez zbiórki pieniędzy, wysyłkę paczek do jeńców, udzielanie schronienia uchodźcom. Dwa tysiące Argentyńczyków polskiego pochodzenia zaciągnęło się na ochotnika do Wojska Polskiego. Skutkiem wydarzeń II wojny światowej była kolejna fala emigracyjna, licząca ok. 200 tys. osób, głównie byłych żołnierzy sił alianckich. 
               Obecnie Polonia argentyńska liczy szacunkowo ok. 150 - 450 tys. osób. Życie polonijne w Argentynie jest bardzo aktywne. Związek Polaków w Argentynie zrzesza 34 organizacje z całego kraju. Ukazuje się kilka tytułów prasowych m.in. „Głos Polski” istniejący nieprzerwanie od 1922 roku.
Polskie ślady w Argentynie są dostrzegalne w wielu miejscach, ale tak naprawdę rzadko kojarzone z Polską. W dużym stopniu nastąpiła asymilacja emigrantów z miejscową ludnością.
              Epizod argentyński mieli m.in. tak znani polscy artyści jak Jerzy Petersburski (kompozytor m.in. „Tanga Milonga”) czy pisarz Witold Gombrowicz.





piątek, 9 sierpnia 2013

Koniec postu, czas na karnawał!

             Skończył się Ramadan, miesięczny post muzułmanów na całym świecie, również w Bangladeszu. Muzułmanie w dowodzie duchowego oddania powstrzymują się od jedzenia i picia czegokolwiek od świtu do zachodu słońca.
            Pociągi ze stolicy kraju - Dhaka (7 mln mieszkańców!) - są przeładowane do granic możliwości. 
                 Zdobycie miejsca w pociągu graniczy z cudem, zapełnione są również dachy wagonów.
              Ludzie się jednak nie poddają i wszelkimi sposobami usiłują załapać choćby skrawek wolnej powierzchni. Wszyscy bowiem spieszą do swych mieszkających w okolicy rodzin, by wspólnie świętować trzydniowy festiwal Eid al-Fitr. Jest to święto narodowe związane ze zgromadzeniami modlitewnymi zwanymi Zakatul Fitr, odwiedzają również przyjaciół i rodziny.
            W czasie festiwalu wszyscy ubierają się odświętnie, jedzą specjalnie przyrządzone potrawy, a kobiety upiększają się henną. Wśród przysmaków dominują, nic chyba dziwnego, wszelkie ryżowe kombinacje.
            Tradycją są podarunki pieniężne. Głowa rodziny każdego jej członka obdarowuje sumą równą równoważności worka ryżu. Ofiaruje się również pewne sumy na cle religijne. Zwyczajowo wynoszą one ok. 2,5% całego majątku.
             Nie można odpuścić! Liczy się nawet biżuteria żony. Mąż musi zapłacić! Albo buli z własnej kieszeni, albo żona część błyskotek musi sprzedać, by zasilić wspólną kasę.
Że też nasi księża jeszcze na to nie wpadali! Kasa do wzięcia! A to ich najbardziej kręci.


czwartek, 11 lipca 2013

Kto kogo? Byk człowieka czy człowiek byka?

           Pampeluna, miasto w północnej Hiszpanii (193 tys. mieszkańców), stolica prowincji Nawarra, słynie z corocznej gonitwy byków. 
             Co roku w dniach 6 -14 lipca organizowane są tu tzw. sanfermines, fiesty ku czci patrona miasta świętego Fermina. Odbywają się wtedy encierros – gonitwy byków i ludzi po ulicach miasta. Tradycja ta sięga XIV wieku.
             Święto inicjuje burmistrz pod miejscowym ratuszem i poczynają się zabawy, parady, koncerty i tańce, ale największą atrakcją są gonitwy byków i ludzi. Wypuszczenie zwierząt z boksów oznajmia wystrzał z rakietnicy. 
             W gonitwie biorą udział setki chętnych, ubranych na biało „macho” z czerwonymi apaszkami, jakby demonstrując, że „mają jaja”. Trasa prowadzi uliczkami Starego Miasta, ma długość 850 m i kończy się na arenie. Tam do akcji przystępują „zawodowi” torreadorzy i byki giną. 
              W tym roku z biegnącymi mierzyło się sześć byków, z andaluzyjskiej hodowli Nunez del Cuvillo. Podobnie jak w 2012 r. nie było poważniejszych wypadków. Było kilkunastu rannych, a trzech śmiałków trafiło do szpitala.
              Od 1911 roku, gdy rozpoczęto prowadzenie statystyk, w biegach z bykami poniosło śmierć 15 osób. Ostatnią ofiarą śmiertelną był 27-letni Hiszpan Daniel Jimeno Romero, który 10 lipca 2009 roku został ugodzony przez byka w szyję.
             Festiwal ku czci św. Fermina, patrona Pampeluny i Nawarry oraz gonitwe byków rozsławił amerykański pisarz Ernest Hemingway. Począwszy od 1923 r. podróżował latem do Hiszpanii i kilka razy uczestniczył w festiwalu sanfermines. Swoje wrażenia zawarł w słynnej powieści „Słońce też wschodzi" (1926). Wyraził w niej swoją fascynację Pampeluną.
 

           Mieszkańcy miasta odwdzięczyli się Hemingwayowi, stawiając jego popiersie przy wejściu na arenę.



wtorek, 26 lutego 2013

Tydzień ekstremalnej zabawy



             


 


           Co roku na półpustyni w Karoo (RPA) odbywa się Afrika Burn Festival, gromadzący dziesiątki tysięcy ludzi. Jest to dla nich szansa zaistnienia w najbardziej ekspresyjny sposób, im dziwniej i bardziej niespotykanie tym lepiej! Liczy się przede wszystkim ekstremalna kreatywność,        wyrażanie indywidualności! Najbardziej szklone pomysły są przyjmowane jako coś normalnego, wręcz pożądanego. 











 





           W zasadzie wszystko jest dozwolone i wszystko się zdarza, ale głównie przebieranki. Są jednak również występy teatralne, cyrkowe, tańce, wspólne śpiewy i biwakowanie. Uczestnicy festiwalu tworzą wiele dzieł sztuki, które zostają rytualnie spalone w ostatnią noc Africa Burn.




  










          

  

środa, 13 lutego 2013

Poszły konie po betonie - od dzisiaj - prrrr!

           Od piątku trwał słynny karnawał w Rio de Janeiro. Brało w nim udział 60 szkół samby, które rywalizowały między sobą i turyści. Ci płacą do 400 euro za kostium i 50 minut tańca na sambodromie. Amazonki, diablice, piraci, marynarze z czasów Vasco da Gamy i Kolumba, a przede wszystkim półnagie tancerki w piórach, mieniących się cekinami i biżuterią strojach, tańczą  w rytmie samby, bossa novy lub po prostu rocka. Szkoły samby liczą ok. 3,5 tys. tancerek i tancerzy. Większość z nich reprezentuje rywalizujące ze sobą poszczególne dzielnice lub ulice miasta. Wszystkie przygotowywały się do walki o pierwsze miejsce przez cały rok. Występ na sambodromie, to dla każdej szkoły samby wydatek rzędu od dwóch do trzech milionów dolarów, finansowany w dużej mierze przez mafie zajmujące się hazardem. Ich występy ogląda ponad 70-tysięczna publiczność, złożona z uprzywilejowanych widzów, którzy mają miejsca na trybunach wzdłuż sambodromu. Za taką przyjemność trzeba zdrowo wybulić!

            Klucze do miasta odebrał „Król Momo” i poszły konie po betonie!  Turyści, jak zwykle, dopisali - już na dwa tygodnie przed oficjalnym rozpoczęciem karnawału zarezerwowali 80 proc. miejsc w hotelach. Ocenia się, że na tegoroczny karnawał przyjechało ponad 900 tys. gości, prawie 6 proc. więcej niż przed rokiem. Zostawią w kasie miasta ponad 660 milionów dolarów.
             Jest też drugie, skrywane oblicze karnawału. Zakorkowane ulice przez parady, setki pijanych ludzi, hałas, tony śmieci i wszechobecna samba! W rytm samby można nieźle oberwać, nawet stracić życie, gdy ktoś się zapuści w niewłaściwą ulicę czy wejdzie do nie tego lokalu. Raj dla kieszonkowców i wszelkiej maści naciągaczy, alfonsów,  rajfurów i „zwykłych” bandytów. 

            W Rio i innych miastach, w których tradycyjnie odbywa się karnawał, rząd rozdzielił gratis ponad 68 milionów prezerwatyw w ramach kampanii przeciwko AIDS, które zabija co roku 12 000 Brazylijczyków. Bo w czasie tych szaleństw puszczają wszelkie hamulce. Seks staje się dodatkiem do hamburgera i cienkiego, brazylijskiego piwa.
            Policja robi co może, ale na głównych trasach przemarszu. Przed frontami budynków administracyjnych, w centrum Rio stanęły barierki, które mają je chronić przed setkami tysięcy nawalonych amatorów mocnych wrażeń. Wzmocniono środki bezpieczeństwa w mieście, które już w 2014 roku będzie gościć mistrzostwa świata w piłce nożnej, a w 2016 - igrzyska olimpijskie. Jest to generalna próba sprawności sił porządkowych i pokaz, że Brazylijczycy dadzą sobie radę, by zapanować nad fawelami. 
            Na razie nikt rozsądny tam nie zagląda. Wejść można, mało kto jednak wyjdzie, a jeśli już, to goły jak święty turecki.