Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2014

Body art Hikaru Cho

             Japonka Hikaru Cho, studentka tokijskiego Musashino Art University, w ramach projektu Amnesty International stworzyła serię zdjęć „Moje ciało, moje prawa”.

        
       Artystka najlepiej się czuje w body paintingu (malowanie ciała). Są to fotografie jej prac 3D, wykonanych za pomocą farb akrylowych.

















              Ciało ludzkie jest dla Hikaru Cho blejtramem, a efekty jakie uzyskuje budzą podziw na całym świecie. Zacierają się granice między rzeczywistością a iluzją, niecodzienne zestawienia budzą niepokój, ale z drugiej strony otwierają jakby „trzecie oko” oglądu rzeczywistości. 

 
 
             Cielesna grafika” podkreśla prawo do życia bez przemocy seksualnej, jak również prawo wyboru macierzyństwa. Podkreśla „inność”, której artystka osobiście doświadczyła w Japonii, gdyż legitymuje się chińskim paszportem.
              Madhu Malhotra, dyrektor programu płci, seksualności i tożsamości „Amnesty International” powiedział: „ Wszyscy powinniśmy móc korzystać z prawa do decydowania o własnym ciele, zdrowiu, życiu seksualnym i tożsamości, bez strachu, przymusu i dyskryminacji ".
              Na świecie jeszcze wiele brakuje do realizacji tych praw. W Kongo 65% kobiet zgłosiło, że ich pierwsze doświadczenie z seksem było gwałtem, a takie kraje jak Jemen, Brunei, Sudanie i Afganistanie nadal orzekają karę śmierci za stosunki homoseksualne.



środa, 5 lutego 2014

Odpoczynek z książką i na książce

              Na świetny pomysł propagujący czytelnictwo, a zarazem literaturę turecką i kreatywność, wpadły władze Stambułu. W parkach, na przystankach, ulicach czy placach postawiono specyficzne ławki w formie książek. 


 

 
               Ławkami uhonorowano 18 najwybitniejszych tureckich pisarzy. Książki są otwarte na najbardziej znanych fragmentach ich powieści, można normalnie przeczytać łącząc przyjemne z pożytecznym.
A może by tak w Polsce w ten sposób honorować laureatów nagrody literackiej „Nike”?

piątek, 24 stycznia 2014

Prawdziwy mistrz fotografii

             Mieszkający w Nowym Jorku, amerykański fotograf Bruce Gilden, wychował się na Brooklynie, w zasadzie na ulicy. Z niej, jak sam mówi czerpał energię, ona go fascynowała. I ludzie tam żyjący, ich jakby druga, ale ta prawdziwa twarz. 
 
            Bliski portret stał się dla formą wyrazu, która z jednej przyniosła mu sławę, ale z drugiej budzi wiele kontrowersji,. Zarzuca mu się, że wielokrotnie przekroczył sferę intymności człowieka. 













             To na pewno nie są zdjęcia masowo publikowane w magazynach mody czy kolorowych tygodnikach. Bruce Gilden odżegnuje się od taniego blichtru, stara się uchwycić i udokumentować istotę charakteru, miejsca i chwili. 

 
             Bruce Gilden przez ponad dwadzieścia lat realizował również sensu stricte projekty dokumentalne. Podróżował i wystawiał na całym świecie, otrzymał wiele nagród, w tym Nagrodę Europejskiej Fotografii oraz trzy National Endowment for Arts.




sobota, 28 grudnia 2013

Najważniejsze zdjęcia 2013 roku

             Tygodnik „Time” opublikował 10 najbardziej przejmujących i istotnych zdjęć roku. Codziennie w Internecie pojawia się około 500 mln (!) fotografii, która jest chyba najpopularniejszym środkiem przekazu. Badacze kultury nie od dzisiaj twierdzą, że powoli ludzkość zmierza do cywilizacji obrazkowej.
Wybrane przez dziennikarzy „Time” zdjęcia robione były zarówno przez zawodowych fotografów profesjonalnym sprzętem, jak i przez amatorów telefonem komórkowym. To moja piątka.
Fot. John Tlumacki. Boston, Stany Zjednoczone, 15 kwietnia 2013.

           Podczas Maratonu Bostońskiego fotograf stał na mecie i robił fotki biegaczom. Pierwsza bomba wybuchła na chodniku, mniej więcej dwie godziny i czterdzieści minut po tym, gdy zwycięzca przekroczył linię mety. John Tlumacki stał 45 m dalej i zobaczył upadającego 78-letniego Billa Iffriga. Podbiegł, by go sfotografować, potem robił zdjęcia ofiarom i rannym.
          Jak wspomina, buty miał całe we krwi. 
Fot. Taslima Akhter. Savar, Bangladesz, 24 kwietnia 2013.

           O godz. 9 rano zawalił się budynek Rana Plaza. Około 2 w nocy między wieloma ciałami tragicznie zmarłych pracowników wewnątrz zwalonego budynku, na jego tyłach fotograf uwiecznił parę, która obejmując się zginęła w gruzach. Dolne części ich ciał utknęły pod betonem. 
Fot. Mosa'ab Elshamy. Kair, Egipt. 27 lipca 2013.

             Po północy na placu Rabaa Adaweya egipskie siły bezpieczeństwa zaatakowały obozy zwolenników obalonego prezydenta Muhammada Mursiego. Przez całą noc fotograf robił zdjęcia atakującego wojska i prowizorycznego szpitala, dokumentując poziom brutalnej przemocy i grozy. Dźwięki syren i okrzyków paniki mieszały się z odgłosami strzałów, powietrze było wypełnione gazem łzawiącym i czarnym dymem.
            Gdy wyczerpany wracał do domu zauważył dużą grupę ludzi. Dwóch mężczyzn prowadziło martwego młodego mężczyznę, który przed chwilą został postrzelony w głowę. Człowiek (z prawej) był w szoku - wiedział, że mężczyzna nie żyje, ale błagał o lekarza lub karetkę pogotowia. 
Fot. Philippe Lopez. Filipiny, 18 listopada 2013.

           Haiyan był najsilniejszym tajfunem, jaki kiedykolwiek zaatakował Filipiny. Zdewastowany krajobraz prowincji Leyte, w środkowym rejonie Filipin, przez chwilę został zdominowany zupełną nierealnością, surrealistycznym pięknem, gdy grupa kobiet i dzieci pojawiła się na drodze. 
Fot. Emin Özmen. Keferghan, Syria, 31 sierpnia 2013.

              Mężczyzna z zasłoniętymi oczami został przyprowadzony na plac, to była czwrata egzekucja tego dnia. Tłum zaczął wiwatować, wszyscy świętowali. Związany mężczyzna był bardzo młody, został zmuszony do klęknięcia i przeczytano mu z kartki oskarżenie. Jeden z napastników chwycił go za gardło. Ofiara próbowała chronić swoją szyję, ale mężczyźni byli silniejsi i przygwoździli go do ziemi.
             Podcięli mu gardło i odcięli głowę. Wznieśli ją w górą i pokazywali zgromadzonym ludziom. Gapie zaczęli wiwatować, strzelano na wiwat i świętowano.
            Dla każdego z tych fotografów rozrobienie takich zdjęć było olbrzymią traumą. Odchorowali to, a sfotografowane sceny chcą wyrzucić z pamięci. Czuli się w obowiązku dokumentacji zdarzeń, ale z drugiej strony stawiali się jakby poza nawiasem wydarzeń, odzywało się sumienie. Nic nie mogłem zrobić... takie najczęściej, później, padały słowa.
             Mimo wszystko walczą do dzisiaj z retorycznym pytaniem – czy robienie takich zdjęć jest do końca moralne?
             Technicznie zrobienie takich fotografii jest proste jak konstrukcja cepa. Trzeba być o określonej porze, w określonym miejscu i nacisnąć guziczek migawki. Reszta „robi się sama”.
             Czy aby na pewno?!



środa, 11 grudnia 2013

Tu jest nasze miejsce, tu jest nasz kraj

              Wczoraj na „Wacku” było trochę o poczuciu śląskiej odrębności

             Dzisiaj, idąc za ciosem, trochę o specyficznej kulturze, stanowiącej o odrębności danej „nacji”. Język – wiadomo, zwyczaje, obyczaje i obrzędy – wiadomo, a folklor, miejscowy koloryt? Jak to wygląda w piosence? Przy jakiej muzie się bawią? Żeby nie było nieporozumień, wesołe kumoszki spod Pcimia Dolnego i ich zawodzenie, tyle mają wspólnego z prawdziwym folklorem, co ciupaga z morzem.
No to posłuchajmy! To przede wszystkim bezpretensjonalna zabawa, dowcip, ale też nuta nostalgii, wyraz prawdziwej miłości do „swojego” regionu. 
             No to - idymy w tany!
 

             Zdaje mi się, że bezkonkurencyjni są Ślązacy! Biesiady i karczmy piwne, to już legenda! A śląski Oktoberfest?! Kto nie był, kto nie przeżył, niech żałuje! 


            Czegoś takiego w Pyrlandii, nie ma. Kraj kwitnących Kartofli słynie raczej z „godki” i Pierdoły z Gądek. Śpiewało się kiedyś na imieninach, ale to raczej starsze pokolenia. Kapela „Zza winkla” część folkloru stara się ocalić, ale to „nowy folklor”, trochę „dla jaj”. 
 

             Ciekawy jestem, czy Kaszeba, Ślązak i Poznaniak jakoś by się dogadali w „rodzimych” językach. Chyba najbliżej do siebie mają Ślązak i Poznaniak. 
Zbóje! Do roboty!


             Z Góralami, tymi „wysokopiennymi” chyba nie ma kłopotu komunikacyjnego. Ich mowa jest barwna i konkretna. Tak – tak, nie – nie, heej!
 
 
            Tak, tu jest moje miejsce, twoje, jej i jego. Nasze! Szanujmy się nawzajem. A tym ciulom z Wiejskiej pokażmy czerwoną kartkę.
Można za Edwardem Stachurą powtórzyć:

Dla wszystkich
Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi, którą ja i ty też
Nie zamienimy w morze łez.