Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOJNA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WOJNA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2014

Muzeum oświęcimskie w Japonii

             W Japonii, niedaleko niewielkiego miasta Shirakawa, w pobliżu wsi Shirasaka (prefektura Fukushima), znajduje się Auschwitz Peace Museum. Bardzo ciekawa jest jego historia i jak to zwykle bywa o wszystkim nieco przesądził przypadek.
             Powstało z inicjatywy Shinshin Aoki, który w latach 80. pracował w Europie i odwiedził Oświęcim. Osiem lat później postanowił zorganizować stałą wystawę w japońskim mieście Kurose (w 2005 r. włączano je do Hiroszimy). Było to miasto bliźniacze Oświęcimia. Eksponaty wypożyczono już w 1983 r., ale muzeum nie wybudowano.
            Polska zaczęła domagać się zwrotu wyposażonych eksponatów, ale Aoki nie dał za wygraną. Zainicjował wystawę objazdową, którą pokazywano w całej Japonii. W końcu stałe miejsce znalazła w Shioya, między miastami Nikko i Yaita. 

              Auschwitz PEAC Museum uroczyście otwarto 16.04. 2000 r., a mieściło się w baraku podobnym do oświęcimskich. Rok później firma budowlana, która byłą właścicielem działki i baraku, sprzedała działkę i muzeum groziła likwidacja. Z pomocą pospieszyła lokalna stacja telewizyjna NHK Tochigi. Nakręcono specjalny program i poproszono o pomoc. Wkrótce znaleźli się sponsorzy. Podarowano farmę w Fukushimie i dwustuletni budynek w prefekturze Ibaraki. Budynek przeniósł właściciel firmy budowlanej z Nagano, pomagali również członkowie związku zawodowego Japan Ralways. Podarowano dwa wagony towarowe. 
               W 2002 r. Aoki zmarł na raka, ale rok później otwarto muzeum w Fukushimie. Są to dwa ciasne pomieszczania, jedno zajmuje w większości biblioteka. W oddzielnym budynku mieści muzeum poświęcone Annie Frank. 
              W dwóch wagonach można obejrzeć reprodukcje rysunków wykonanych przez polskie dzieci. W 1946 r. pokazywano je na całym świecie jako cykl „Wojna w oczach dziecka”.

poniedziałek, 17 marca 2014

Gdzie jest snajper?

             Wiadomo, taki fach jak snajper, cechują trzy podstawowe umiejętności: celne oko i
kamuflaż i cierpliwość. Czasem godzinami musi czekać na odpowiedni moment do oddania strzału i to tak, by samu być niewidocznym.
             Niemiecki fotograf Simon Menner, uzyskał pozwolenie na fotografowanie ćwiczeń Bundeswehry. Spróbujcie sami znaleźć snajpera. 
 


 

 

 
             Można prawie na niego nadepnąć i go nie zauważyć. A taki „zawodowiec” celny strzał oddaje z odległości ponad 1,5 km. Strach się bać!
            Przypomniał mi się dowcip, to tak a propos maskowania...
Do Czapajewa przybiega przerażony i zdyszany osobisty adiutant Piet'ka.
- Towarzyszu Czapajew, biali we wsi!
- Nie bo się Piet'ka, lej w stakany! - wypili.
- Zobacz gdzie biali!
- Niedaleko, prawie pół wsi zajęli!
- Nie bój się, nalewaj w stakany! - wypili.
Słychać walenie do drzwi, Czapajew już nie pyta, gdzie biali.
- Piet'ka! Nalewaj w stakany! - wypili.
- Piet'ka! Ty mnie widzisz?!
- Towarzyszu Czapajew, melduję, ze nie widzę!
- Ja ciebie też nie! Wot my charaszo zamaskowani!

sobota, 15 marca 2014

Afgańskie dzieci – ofiary wojny

            Trzy dekady trwa hekatomba Afgańczyków. Uciekają ze swojego kraju przed wojną i zbrojny,mi konfliktami, ocenia się, że jest to największa na świecie społeczność uchodźców (około 1,6 mln osób). Wśród nich są dzieci, często sieroty.
            Pierwsza fala uchodźstwa nastąpiła w 1979r., po agresji radzieckiej, druga w 1996 r., gdy do władzy doszli Talibowie, trzecia w 2001 po inwazji amerykańskiej. 
  Khalzarin Zirgul (6 lat) i jej trzymiesięczny kuzyn Zaman
 
  Gul Bibi Szamra (3 lata) w slumsach na obrzeżach Islamabadu
  Nazmina Bibi (7 lat)
Ibraheem Rahees (8 lat)
  Laiba Hazrat (6 lat)
  Abdulrahman Bahadir (13 lat)
  Shahzada Saleem (15 lat) i jego dwumiesięczny bratanek Satara
Zarlakhta Nawab (6 lat) i Awal Gul (12 lat) 
  Hayat Khan (8 lat) i Akhtar Babrek (13 lat)
             Zdjęcia zostały zrobione przez fotografa Associated Press, Muhammeda Muheisena, w slumsach Pakistanu, gdzie żyje większość afgańskich uchodźców. To już następne pokolenia. Pamiętają o swej ojczyźnie, chcą tam wrócić, ale szanse na to maja bardzo małe.






czwartek, 30 stycznia 2014

Polscy wikingowie

             W okresie wczesnopiastowskim, na pomorzu, odpowiednikiem skandynawskich wikingów, byli chąśnicy. Zdaniem językoznawców nazwy chąśnicy i chąsa (grupa wojowników wraz z ich statkami) wywodzą się z połączenia dwóch pokrewnych słów: chasa (gromada, zgraja) i chąśba (napad, rozbój).
 
             Miejscami, gdzie chąśnicy mieli siedziby, były najczęściej główne miasta nad Bałtykiem lub większymi rzekami, m.in.: Arkona, Kołobrzeg, Zwierzyn (i inne ośrodki Obodrzytów), Stargard Szczeciński, Szczecin, Wolin.












 

              Za legendarne początki wypraw chąśników uważa się VI w., tuż po osiedleniu się Słowian połabskich nad Bałtykiem (walki legendarnego potomka Lecha, księcia Wizymira z Duńczykami). 














               Bardziej wiarygodne są chyba przekazy historyczne z X w. Około 985 r. w bitwie nad rzeką Fyris w Szwecji mieli brać udział wikingowie z Jomsborga, wsparci przez wojów Mieszka I. Jomsborg, to gród warowny na Wolinie, założony w 970 r. przez króla duńskiego Haralda Sinozębego, na mocy układu z mieszkańcami wyspy. Osadzono w nim drużynę wikingów, a pierwszym Jarlem mianowany został Palnatoki, który wybudował ponoć port na 300 statków.
              Główne działania chąśników przypadają na początek XII w. , podczas panowania
księcia pomorskiego Racibora I.


wtorek, 19 listopada 2013

Najbardziej krwawe wojny w historii ludzkości

             Bombardowani newsami o kataklizmach, atakach terrorystycznych czy masakrach powodowanych przez szaleńców, często gubimy proporcje „odczuwania” nieszczęścia. Jak mówił „złotousty” Józef Stalin - „Śmierć jednego człowieka to tragedia. Śmierć milionów ludzi to statystyka”.
             Jak by nie patrzeć, zawsze tragedią jest wojna. Nieważne, kto-co-dlaczego, giną ludzie. W ogólnym przekonaniu najwięcej ofiar za sobą pociągnęła II wojna światowa. Ocenia się, że zginęło w niej 40 mln - 72 mln ludzi. Liczbę ofiar trzeba jednak odnieść do
ogólnej populacji ludności w tym czasie. W takim zestawieniu II wojna światowa plasuje się na 9 miejscu.
            Historycy nie są jednomyślni, szczególnie jeśli badania dotyczą starożytności. 
            
           Wielu z nich twierdzi, że najbardziej krwawe było powstanie w Chinach, dowodzone przez An Lushana (755 r.). Skierowano je przeciwko władcom z dynastii Tang, a pochłonęło 13 – 36 milionów istnień ludzkich. Była to 1/6 ówczesnej populacji świata, to tak, jakby w czasie II wojny światowej zginęło 429 milionów ludzi.
            An Lushan wkrótce potem został zamordowany przez własnego syna An Qingxu (757 r.). Powodem było nieobliczalne zachowanie jego ojca. Prawdopodobnie chorowal na cukrzycę, co spowodować mogło również nasilenie choroby oczu i skóry. Skutkiem były napady bólu, powodujące z kolei wybuchy gniewu. Ofiarami stawali się często najbliżsi współpracownicy An Lushana. 

              Zdecydowana większość historyków uważa, że najbardziej krwawą z wojen były podboje Mongołów z początku XIII wieku i później w XV wieku. Ta ekspansja trwała 265 lat. Ocenia się, że te wojny pochłonęły od 30 – 60 milionów ofiar.
           
 Ostatnio pojawiły się głosy, że najwięcej ofiar w skali bezwzględnej pochłonęła Taiping Rebellion („Powstanie taipingów”, lata 1851 – 64). Zginęło bowiem 20 – 100 milionów ludzi.
            Zarzewiem ludowego buntu były nowe zasady handlu, głównie tkaninami. Powodowało to bankructwa małych zakładów rzemieślniczych i zubożenie społeczeństwa. 


              Przywódcą ruchu stał się charyzmatyczny mistyk, Hong Xiuquan. Proklamował w 1851 r. utworzenie Niebiańskiego Królestwa Wielkiego Pokoju (Tàipíng Tiānguó), od którego chińskiej nazwy pochodzi nazwa powstania. Sam siebie ogłosił władcą. Ogłosił też nową religię, będącą mieszanką chrześcijaństwa i konfucjanizmu. Wprowadzała ona purytańskie zasady moralne, wspólną własność majątkową, równy podział ziemi, równość kobiet i mężczyzn, mandarynów i chłopów itp. wprowadzając w społeczeństwie surową dyscyplinę i wojskową organizację. Znakiem tajpingów była żółta przepaska na głowie i długie włosy bez warkoczyka.
             Po początkowych militarnych sukcesach, wojska cesarskie, przy wydatnej pomocy państw europejskich, rozgromiły taipingów..




czwartek, 24 października 2013

Śmierć w paszczach krokodyli

             W styczniu 1945 r. brytyjskie oddziały w Birmie, coraz zacieklej nacierały na Japończyków. Po zajęciu nadmorskiej prowincji Arakani uderzyły na wyspy Ramree i Cheduba. Ta pierwsza była szczególnie ważna, gdyż znajdowało się na niej lotnisko, które mogło być wykorzystane przez RAF. 
               Pod koniec stycznia rozpoczęło się ostrzeliwanie i bombardowanie japońskich umocnień. Wkrótce żołnierze z indyjskiej 71. Brygady Piechoty znaleźli się na wyspie, w zasadzie bez większego oporu. Japończycy byli spychani w głąb wyspy, walczyli do końca, hańbą dla nich było by złożenie broni. Zajęcie Cheduby (pięć dni później) odcięło im możliwość ucieczki drogą morską, więc pułkownik Kanichi Nagazawa podjął decyzję o przebiciu się w poprzek wyspy, do oddziałów japońskich stacjonujących na wschodzie.
             Droga ewakuacji prowadziła przez rozległe, ciągnące się ok. 16 km, bagna mangrowe. Wielu japońskich żołnierzy po prostu utonęło, reszta przeszła piekło. 
            Był to teren opanowany przez roznoszące malarię moskity, zabójcze skorpiony, jadowite węże i przede wszystkim krokodyle różańcowe, najbardziej zabójcze gady na Ziemi. Samiec osiąga przeciętnie 4-5 metrów długości (spotykano osobniki liczące ponad 8 metrów). To jakby maszyna zaprogramowana do zabijania! By zaspokoić głód poluje na każde stworzenie – bydło domowe, kangury, dingo, a także na ludzi.
             Około tysiąca japońskich żołnierzy uciekając przed Brytyjczykami weszło na ich teren. Na bagnach populacja tych morderczych gadów była wyjątkowo liczna.
Początkowo Japończycy próbowali odganiać krokodyle strzałami z karabinów, jednak kule ześlizgiwały się po grubych płytkach kostnych, amunicji zresztą nie mieli zbyt wiele.
               Brytyjczycy i Hindusi otoczyli bagna zajmując każdy suchy skrawek terenu i zaczęli nawoływać japońskich żołnierzy do poddania się. Wierni samurajskiemu kodeksowi żołnierze woleli makabryczną śmierć w paszczach gadów, niż upokarzające dla nich poddanie.
              Hekatomba Japończyków trwała kilkanaście dni. W tym czasie wojskom brytyjskim udało się całkowicie otoczyć rozległe bagno i odciąć wrogom jakąkolwiek drogę ucieczki. Z tysiąca japońskich żołnierzy, którzy weszli w tę przerażającą pułapkę przeżyło zaledwie dwudziestu ciężko rannych, którzy dostali się do niewoli.
             Niektórzy historycy twierdzą, że około dziewięciuset japońskich żołnierzy podjęło próbę przedarcia się w poprzek wyspy przez mangrowe bagna i pięciuset z nich się przedarło. Niemożliwe jest stwierdzenie, ilu z pozostałych zostało pożartych przez krokodyle, ilu zastrzelonych przez Brytyjczyków bądź Hindusów, a ilu utonęło lub zmarło z innej przyczyny.
             Jednak wydarzenia, które miały miejsce na Ramree w lutym 1945 r., trafiły do Księgi Rekordów Guinnessa jako „Największe masowe zabójstwo dokonane przez zwierzęta na ludziach”.
Obszar, na którym rozegrała się tragedia, jest i był praktycznie niezamieszkały.


sobota, 12 października 2013

Afgańska wioska sercu Niemiec

               Fotograf Johannes Simon, z agencji prasowej Associated Press, udokumentował jak siły NATO przygotowują się do operacji wojskowych w Azji, a szczególnie w Afganistanie. Zdjęcia zostały zrobione w zeszłym miesiącu podczas szkolenia w ośrodku szkoleniowym Hohenfels (Bawaria, Niemcy). Zbudowano tam osadę, replikę afgańskiego kiszłaku. 

                Johannes Simon trafił na ćwiczenia 173 th Airborne Brigade Stanów Zjednoczonych, która stacjonuje w bazie wojskowej w Vicenza (Włochy).
              Żołnierze uczą się jak rozbroić bombę pod samochodem, szturmować dom, prowadzić śledztwo, wiązać więźniów oraz strzelać, by unikać przypadkowych ofiar. Szczególną uwagę zwraca się na ochronę kobiet i dzieci. 
               Wioska sprawia wrażenie zupełnie normalnego życia. Oprócz odpowiedniej zabudowy, z oddaniem „życia ulicy”, zadbano również o mieszkańców. 

                W rolę Afgańczyków wcielają się okoliczni mieszkańcy i kasują 25 euro za godzinę. Wielu z nich traktuje to jako główne źródło dochodu.
               Do tej pory w Afganistanie zginęło ponad 4.000 żołnierzy sił koalicyjnych z USA, Włoch, Francji, Wielkiej Brytanii i także Polski. Od czasu interwencji w październiku 2001 r.
średnio co 30 godzin ginie jeden żołnierz.




 

sobota, 28 września 2013

Zwierzęta – bohaterowie II wojny światowej

              W obiegowym języku personifikacje zwierząt nie są zbyt „lotne” i przyjazne dla nich, no może z wyjątkiem wierności psa i dzielności lwa. Mówi się - głupi jak osioł, tchórzliwy jak zając czy silny jak koń (w domyśle „tylko” silny).
             Tymczasem zwierzętom przyznawano prawdziwe odznaczenia i to nie „dla jaj”. Jednym z nich jest Medal Dickin (ang. Dickin Medal) – odpowiednik Krzyża Wiktorii, brytyjskiego odznaczenia wojennego przyznawanego za czyny męstwa na polu bitwy. Ustanowiony w 1943 roku przez Marię Dickin, założycielkę People's Dispensary for Sick Animals (PDSA) (narodowe ambulatorium dla chorych zwierząt), brytyjskiej dobroczynnej służby weterynaryjnej. Ustanowiła medal na cześć zwierząt zasłużonych w czasie wojny.            
               Odznaczeniem tym wyróżniano zwierzęta, które wykazały się szczególnym bohaterstwem i poświęceniem w służbie w siłach zbrojnych oraz cywilnych służbach ratunkowych brytyjskiej Wspólnoty Narodów. W latach 1943 – 1949 medal przyznano 54 razy: 18 psom, 3 koniom, 1 kotu i 32 gołębiom, w uznaniu ich odwagi w czasie II wojny światowej.
             W 1949 medal został oficjalnie zastąpiony przez cywilny srebrny medal PDSA. W 2002 medal wznowiono, aby nagrodzić trzy psy za ich czyny po atakach 11 września; przyznano go również dwóm psom w szeregach sił Wspólnoty Brytyjskiej w Bośni i Hercegowinie oraz w Iraku.
Do października 2012 medal przyznano 64 razy. Wśród ostatnich odznaczonych są cztery psy. 
 
             Owczarek niemiecki Lucky służący w Żandarmerii Królewskich Sił Lotniczych (Royal Air Force Police), w latach 1949 –1952 tropiący terrorystów na Malajach (odznaczony 6 lutego 2007)









 
          Labradorka Sadie służąca w Royal Gloucestershire, Berkshire and Wiltshire Regiment, w listopadzie 2005 r. w Kabulu  (Afganistani) wykrywała ładunki wybuchowe, które następnie rozbrajano (odzn. 6 lutego 2007)









 
            Labrador Treo służący w Korpusie Weterynaryjnym Armii Królewskiej (Royal Army Veterinary Corps), wykrył ładunki wybuchowe podczas służby w prowincji Helmand w Afganistanie w sierpniu i wrześniu 2008 r. (odzn. 24 lutego 2010)







 
            Springer spaniel Theo, służący w jednostce saperskiej Armii Brytyjskiej w prowincji Helmand w Afganistanie. Odnalazł 14 ładunków IED (rekord wśród psów służących w British Army). Zdechł w wyniku stresu po wymianie ognia z islamskimi bojownikami i śmierci swego opiekuna (odzn. pośmiertnie 25 października 2012)











            Jednym z bohaterskich psów czasów współczesnych był również policyjny golden labrador Zanjeer, służący w Bombaju.

 http://szwarcmydlo.blogspot.com/2013/09/pies-bohater-pochowany-z-honorami.html

           Pochowano go z honorami wojskowymi w 2000 r.

środa, 28 sierpnia 2013

Twardziele na glebie

            Służby mundurowe (szczególnie różne kompanie honorowe i warty) lekko nie mają, często wiele godzin spędzają „oddając honory”. Pół biedy jeśli pogoda jest znośna, gorzej w upale. Pić nie można, problemem staje się nawet spływający pot. A obetrzeć nie można!
          Stoi żołnierz na baczność, stoi i... nagle gleba! 
 
          Kadetka zasłabła podczas ceremonii ukończenia studiów w akademii policyjnej w Bogocie (Kolumbia). (Jose Gomez / Reuters)










 
           Członek Straży Honorowej w Coldstream (Szkocja) stracił przytomność podczas parady wojskowej. (Reuters Fotograf / Reuters)









 
            Jeden z marines „padł” w pobliżu śmigłowca prezydenta USA George'a W. Busha w Ottawie w Kanadzie. (Jim Young / Reuters)

















 
              Jeden z honorowych strażników zemdlał na oczach hiszpańskiej księżniczki Leticii podczas parady w pobliżu Pałacu Królewskiego w El Pardo. (Andrea Comas / Reuters)










 
             Żołnierz z elitarnej gwardii honorowej zemdlał w pobliżu Planalto Palace w Brasilii przed wizytą prezydenta Finlandii Tarja Halonen, 31 października 2003 roku. (Jamil Bittar / Reuters)











 
            Gwardzista zemdlał na pogrzebie księcia Rainiera III w Monako w Monte Carlo, 15 kwietnia 2005 roku. (Gerard Julien / Reuters)











 
            Rekruci indyjskich sił zbrojnych stoją w pobliżu przyjaciela, który stracił przytomność podczas parady na obrzeżach Srinagar , 4 stycznia 2003 roku. (Fayaz Kabli / Reuters)
















 
             Grecki żołnierz stracił przytomność z powodu upału, w pobliżu cmentarza wojskowego w Atenach. (Reuters Fotograf / Reuters)

















 
            Medycy pomagają żołnierzowi sił zbrojnych Malty, który stracił przytomność podczas parady w pobliżu War Memorial w Floriana. (Reuters)









 
           Żołnierz wspiera kumpla, który stracił przytomność podczas obchodów 55-lecia Korpusu Pancernego Sri Lanki w Kolombo. (Dinuka Liyanawatte / Reuters)

















           Jak widać, głównym przeciwnikiem uroczystości wojskowych jest upał i duchota. I to na całym świecie. W Polsce również.
            Ot, choćby rok temu. Żołnierz zemdlał podczas otwarcia Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, przez prezydenta Bronisława Komorowskiego i szefa MON Tomasza Siemoniaka. Najpierw oparł się o karabin, potem padł. Jakoś wstał, a „borowiki” pomogły mu opuścić scenę. Wyprowadzony. Minister obrony spokojnie kontynuował przemówienie, prezydent niczego „nie zauważył”.