Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KATASTROFA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KATASTROFA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 kwietnia 2014

Magiczne rzeźby w bajkowym ogrodzie

             55-letni australijski rzeźbiarz Bruno Torfs mieszka z miejscowości Marysville, 95 km
od Melbourne. Wokół osady rozciąga się busz, przechodzący w tropikalny las. W tym lesie powstała niecodzienna galeria rzeźby, prawdziwie bajkowy ogród. Zaludniają go fantastyczne postacie będące częściowo tworem wyobraźni artysty, a częściowo jakby opuściły strony bajek dla dzieci. Krasnoludki, trolle czy zwierzęta wtapiają się w otoczenie, są „u siebie”. 

 







            Bruno Torfs wykorzystuje naturalne materiały, jak kamienie, pnie drzew czy korzenie, ale również lepi rzeźby z gliny i wypala. 

























               W 2009 r. szalejący pożar buszu pozbawił dachu nad głową wszystkich mieszkańców Marysville. Z domu, gdzie mieszkał Bruno Torfs pozostały zgliszcza. Spłonęła również jego prywatna galeria, ocalało jedynie kilka rzeźb z terakoty. Jemu samemu udał się jedynie wynieść album ze ślubnymi zdjęciami. 

 
              Odbudowa Marysville trwała dziewięć miesięcy, pomagali znajomi, krewni i przyjaciele dotkniętych tragedią. Ponownie trzeba było zalesić cały teren.
               Bajkowy ogród jest symbolem wytrwałości zarówno samego artysty jak i wszystkich mieszkańców Marysville. Niecodzienna galeria jest atrakcją turystyczną nie tylko dla dzieci.


środa, 4 grudnia 2013

Nie tylko WTC, samolot wbił się również w Empire State Building

              Wszyscy pamiętają tragedię związana z zamachem terrorystycznym na World Trade Center (WTC, Centrum Handlu Światowego), 11 września 2001 r. Zginęły 2 973 osoby (w tym 6 Polaków), z czego 1636 ciał zostało zidentyfikowanych. 
            Mało kto zna nieco podobną historię związaną z The Empire State Building w Nowym Jorku. W ten wieżowiec również wbił się samolot, wojskowy bombowiec B-25. Miało to miejsce 28 lipca 1945 roku. Leciał z Bedford w stanie Massachusetts do Newark w New Jersey. Przyczyną tragicznego wypadku była bardzo gęsta mgła nad Nowym Jorkiem i pilot zbyt późno dostrzegł wieżowiec. Wbił potężną dziurę (5,5x6 metrów) w jego elewacji, na wysokości 79 piętra. Siła uderzenia była tak duża, że szczątki samolotu przebiły budynek na wylot i spadły na ulicę po drugiej stronie. 









              W wyniku tej katastrofy śmierć poniosło 14 osób (3 pilotów i 11 osób pracujących w budynku).
              Naprawa szkód trwała 12 miesięcy i kosztowała ponad 10 milionów dolarów. Po tej katastrofie zabroniono lotów samolotowych nad Nowym Jorkiem na wysokości mniejszej niż 600 metrów (2000 stóp).
 
            Gloria Pall pracowała na 56. piętrze budynku, szczęśliwie ocalała. 















                Empire State Building jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta. Jego oficjalne otwarcie nastąpiło 1 maja 1931 roku, ale co ciekawe – z Waszyngtonu! Tam prezydent Herbert Hoover, nacisnął przycisk zapalający światła budynku. Od chwili wybudowania do 1973 roku ESB był najwyższym budynkiem w Nowym Jorku. Tytuł najwyższej budowli odzyskał po zamachach terrorystycznych na wieże World Trade Center, które były do tej pory na najwyższych pozycjach.
Jego oficjalna wysokość wynosi 381 metrów, a z anteną znajdującą się na dachu - 443,2 metrów. Ma 102 piętra oraz jedno piętro podziemne. Zaliczyło go do 7 cudów współczesnego świata.

                Oświetlenie szczytu budynku jest dobierane w zależności od pory roku. Każde ważniejsze święto, czy rocznica mają własny ustalony układ barw. Wiosną i jesienią każdego roku, w mgliste noce, światła na budynku zostają wyłączone dla bezpieczeństwa migrujących ptaków.
               Po osiemdziesiątych urodzinach Franka Sinatry, a następnie jego śmierci, wieżowiec był oświetlony na niebiesko, jakby ilustrując przydomek piosenkarza „Ol' Blue Eyes". Po śmierci aktorki Fay Wray, pod koniec 2004 roku, budynek był całkowicie ciemny przez 15 minut.
              Po zniszczeniu World Trade Center, przez kilka miesięcy Empire State Building był oświetlony kolorem czerwonym, białym i niebieskim, potem powrócono do standardowych barw. Czasami iluminacja budynku przybiera barwy charakterystyczne dla nowojorskich drużyn (pomarańczowy, biały i niebieski dla New York Knicks; czerwony, niebieski i biały dla New York Rangers itp.), gdy któraś z nich rozgrywa ważny mecz u siebie.
             Jest też ciemna strona historii wieżowca. Skaczą z różnych pięter, ponad 30 osób popełniło samobójstwo. Po raz pierwszy zabił się zwolniony robotnik, jeszcze przed ukończeniem budynku. Barierka dookoła tarasu widokowego została zainstalowana w 1947 roku po kilku próbach samobójczych. Ostatnie samobójstwo odnotowano w 2007 roku, gdy z 69. piętra skoczył prawnik.
 

wtorek, 17 września 2013

Heroiczna walka o uratowanie islandzkiej wyspy Heimaey

             Heimaey (Vestmannaeyjar) to miejscowość położona na wyspie o tej samej nazwie, w archipelagu Vestmannaeyjar, u południowych wybrzeży Islandii. Jest największym portem rybacki kraju. 
                 Wielką tragedią był wybuch położonego na wyspie wulkanu Eldfell, co nastąpilo 23 stycznia 1973 roku. Potoki lawy zniszczyły dużą część Heimaey i zagroziły zatoce, w której mieści się port. Po zakończeniu erupcji przystąpiono do odbudowy osady, a do dziś można podziwiać rozległe pola lawowe.
Eldfell ma wysokość 279 metrów, a w języku islandzkim oznacza Ognistą Górę. Pierwotnie nazwą wulkanu było Kirkjufell (Góra Kościelna), ze względu na bliskie położenie Kirkjubær, lecz nie została ona przyjęta przez oficjalny islandzki komitet ds. nazewnictwa miejsc. Nadał on wulkanowi nową nazwę Eldfell (Góra Ognia), mimo sprzeciwu mieszkańców. 
                 Podczas pierwszych dni erupcji ilość wyrzucanej lawy i materiału piroklastycznego szacowano na 100 metrów sześciennych na sekundę. W przeciągu dwóch dni potoki lawy utworzyły żużlowy stożek o wysokości 100 metrów. Wybuch spowodował poważny kryzys na wyspie, nieomal doprowadzając do jej całkowitej ewakuacji. Pokrywający wyspę popiół wulkaniczny zniszczył wiele domów, a potok lawy zagroził odcięciem portu rybackiego, będącego głównym źródłem dochodu zajmujących się rybołówstwem mieszkańców. W wyniku natychmiastowych działań, polegających na chłodzeniu lawy pompowaną z morza wodą, udało się zapobiec zablokowaniu zatoki portowej.
                  Większość ludzi opuściła wyspę w łodziach. Szczęśliwie strumienie lawy i emisja materiału piroklastycznego nie dotarły do pasa startowego na Heimaey, dzięki czemu wyspę mogły opuścić drogą lotniczą osoby niemogące podróżować drogą morską (głównie pacjenci szpitala oraz osoby starsze (około 300). Ewakuacja niemal wszystkich mieszkańców (5 300 ludzi) zajęła sześć godzin. Na wyspie pozostało od 200 do 300 osób, celem przeprowadzenia niezbędnych czynności i ocalenia mienia z zagrożonych domów. W związku z wyjątkową sytuacją, bydło, konie i owce zostały zabite. Akcja ratunkowa przebiegła bardzo sprawnie, głównie ze względu na dobrą pogodę, umożliwiającą bezproblemową żeglugę oraz loty samolotów.
                 Pomimo bliskości miasta i wielkich zniszczeń, wybuch pochłonął tylko jedną ofiarę śmiertelną. Był nią mężczyzna, który włamał się do apteki by zdobyć leki i udusił się toksycznymi oparami. Dwutlenek węgla oraz niewielkie ilości trujących gazów zbierały się w wielu budynkach częściowo zasypanych wyrzuconymi materiałami piroklastycznymi i wchodząc do nich, kilkoro ludzi doznało zatrucia.
                 Po kilku pierwszych dniach tempo emisji lawy stale malało. Początkowa ilość 100 metrów sześciennych na sekundę do 8 lutego spadła do 60 m³/s, a w pierwszej połowie marca do 10 m³/s. Następnie tempo zmniejszało się wolniej, ale w połowie kwietnia skala wypływu spadła już do około 5 m³/s.
Ze względu na niską przewodność cieplną skał, pod skorupą zastygłej lawy przez wiele lat może utrzymywać się temperatura rzędu setek stopni. Po zakończeniu erupcji naukowcy ocenili, czy jest możliwe pozyskiwanie ciepła ze stygnącej powoli lawy. Wkrótce opracowano eksperymentalny system, do którego w 1974 podłączono pierwszy dom. Program rozwinięto na kilka kolejnych domów oraz szpital, a w 1979 rozpoczęto budowę czterech większych instalacji do pozyskiwania ciepła. Każda z nich zbierała energię z obszaru kwadratu o boku 100 m, poprzez przesączanie wody w gorące miejsca i gromadzenie powstałej pary wodnej. Moc uzyskiwana przez instalacje sięgała 40 MW, a dodatkowo do prawie każdego domu na wyspie dostarczano otrzymywaną przy okazji ciepłą wodę.
                Całkowitą ilość wyrzuconej lawy i materiału piroklastycznego podczas pięciomiesięcznej aktywności oszacowano na 0,25 kilometra sześciennego. W wyniku tego powierzchnia wyspy zwiększyła się o około 2,5 km², co stanowi wzrost o około 20% względem dawnej powierzchni. 
               Obfita ilość materiału piroklastycznego powstałego w wyniku erupcji została użyta do powiększenia pasów startowych miejscowego małego lotniska, a także jako podstawa pod budowę 200 nowych domów. Do połowy 1974 około 50% dawnej populacji powróciło na wyspę, a do marca 1975 – około 80%. Koszty regeneracji i odbudowy Heimaey zostały pokryte przez wszystkich Islandczyków poprzez celowy podatek obrotowy oraz z pomocy międzynarodowej, wynoszącej w sumie 2,1 milona dolarów, pochodzącej głównie z Danii, ale przy istotnym udziale Stanów Zjednoczonych i kilku organizacji międzynarodowych. Dzięki nowo utworzonemu z lawy falochronowi osłaniającemu przystań przemysł rybacki ponownie się ożywił i obecnie wyspa pozostaje najbardziej znaczącym ośrodkiem rybołówstwa w kraju.
                Do chwili zakończenia erupcji Eldfell osiągnął wysokość około 220 metrów nad poziomem morza. Od tego czasu jego wysokość zmniejszyła się o 18-20 metrów z powodu osunięć i kompresji żwirowatego materiału oraz erozji spowodowanej wiatrem. Mieszkańcy wyspy obsiali trawą dolne części nieosłoniętych zbocz, w celu ich ustabilizowania i zapobieżenia dalszej erozji. Przewiduje się, że ostatecznie większa część wulkanu pokryje się trawą, tak jak sąsiedni wulkan Helgafell.











czwartek, 5 września 2013

Natura sobie nie radzi - tony śniętych ryb

             To oczywista oczywistość - człowiek naturze nie pomaga, wręcz szkodzi. Efekty takiej dziecinności, bezmyślności i głupoty są odczuwalne na całym świecie. Zakłócenia ekosystemu wołają o pomstę do nieba!
Przykładem może być katastrofa ekologiczna w porcie King Harbor (część miasta Redondo Beach w Kalifornii). Dwa lata temu na powierzchnię wypłynęły tony śniętych ryb.
               Powodem, co stwierdzili naukowcy, było krytyczne obniżenie poziomu tlenu w wodzie. Pierwsze raporty mówiły nawet o poziomie zerowym. 
              Tony ryb (głównie sardyn i makreli) zalegały powierzchnię oceanu, ale również głębsze wody.
Jednoznacznie nie ustalono powodu katastrofy. Biolodzy stwierdzili, że tlen „znikał” od 2005 r. przez nadmierny rozrost i gnicie glonów. „Kwitną”, gdy wody zanieczyszczane są nawozami i odchodami zwierząt. Prawdopodobnie obfite deszcze spowodowały wymycie nawożonych trawników, a długie, słoneczne dni dopełniły reszty. 
               Być może jedną z przyczyn tej ekologicznej katastrofy były również jakieś typowo toksyczne związki.
              Biolog prof. Robert Diaz, pracownik Virginia Institute of Marine Science, a także inni naukowcy zidentyfikowali setki miejsc na całym świecie, które nazwali „martwymi strefami”. Corocznie masowo giną tam ryby, dławiąc życie portów w zatokach i ujściach rzek.
W tym roku ryby masowo „padły” również w Rio de Janeiro. Powód był taki sam – zgniłe glony. 

              Jest to objawem globalnego ocieplenia klimatu, co powoduje, że wody oceanów też są cieplejsze. Powoduje to wzmożony biologiczny rozrost morskiej flory i bakterii i zubożenie wód w tlen. Porównać to można obrazowo do trzymania żywności poza lodówką. Pleśnieje szybciej, szybciej też gnije.
            Dziwne, że są ludzie, którzy alarmy ekologów traktują jako bredzenie nawiedzonych oszołomów.



piątek, 23 sierpnia 2013

Zbiorowy grób – tunel w Żegiestowie

             Jednotorowy tunel kolejowy koło Żegiestowa w województwie małopolskim znajduje się na szlaku kolejowym Nowy Sącz – Muszyna. Łączy Polskę ze Słowacją. Linia kolejowa przebiega wzdłuż Doliny Popradu, wzdłuż meandrów rzeki. W najtrudniejszym technicznie odcinku trzeba było jednak przebić tunel. 
               Ma długość 513 m, owalny kształt, a wykończony jest w obudowie kamiennej z klińców. W ociosach tunelu wykonano kilka wnęk ucieczkowych. Udostępnienie tunelu dla ruchu kolejowego nastąpiło w ramach budowy odcinka Nowy Sącz - Leluchów 18.08.1876 r.
              O budowie tunelu postanowiono w trakcie budowy linii kolejowej z Tarnowa do Koszyc. Był dwukrotnie wysadzony w powietrze. Raz przez Wojsko Polskie we wrześniu 1939 r. oraz przez Niemców w styczniu 1945 r. Po wojnie go odbudowano.
              W trakcie budowy (1874 r.) tunelu doszło do wypadku. Zarwał się strop przygniatając 120 pracujących robotników. Z powodu trudnych warunków zrezygnowano z wydobycia ciał, a plany tunelu zmieniono tak, aby omijał miejsce zawału. W jednej z wnęk umieszczono kapliczkę, która upamiętnia to wydarzenie.
 

sobota, 17 sierpnia 2013

Krokodyle poszły w długą!

               Z hodowli Rakwena Crocodile Farm w Modimolle na północy RPA, uciekło około 15 tysięcy krokodyli nilowych. Rzeka Limpopo po obfitych deszczach bardzo przybrała i ze względu na zagrażającą powódź hodowcy byli zmuszeni otworzyć śluzy. Krokodyle wykorzystały okazję i dały dyla.
              Pojawiły się nawet 120 km dalej, budząc uzasadniony popłoch m.in. na boisku szkolnym. Teraz trwa ich odławianie. Władze nagłośniły sprawę, ostrzegają jak mogą ostrzegły ludność i na razie nie doszło do drastycznych ataków na ludzi.
               Hodowla krokodyli w RPA, głównie dla skór, jest zupełnie legalna, a takich farm jest ok. 60. Ocenia się, że pogłowie tych gadów dochodzi do 500 tysięcy!
              Krokodyle nilowe są drugie co do wielkości na świecie, ich długość dochodzi do 5,5 m. Chętnie pożywiają się zwierzętami gospodarskimi, znane są również z ataków na ludzi. Miażdżą one swoją ofiarę miedzy szczękami, a następnie zanurzają się w wodzie by ją utopić.
              Pod względem wielkości tylko krokodyle różańcowe osiągają większą długość – ok. 7 m.
             Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyle kup mi luby! Fredrowski Papkin miałby ułatwione zadanie!



sobota, 27 lipca 2013

Pies przeżył trzy dni pod gruzami

Trzęsienie ziemi o sile 6,6 stopni w skali Richtera (wg amerykańskich danych 5,6), które nastąpiło w środkowych Chinach, spowodowało śmierć ponad 100 osób, a ponad 800 zostało rannych. 
Ognisko wstrząsów znajdowało się zaledwie 1 km pod powierzchnią ziemi, w 26-milionowej prowincji Gansu, około 150 kilometrów na zachód od miasta Tianshui, blisko miasta Dingxi.
W trzęsieniu poszkodowanych zostało osiem miast w górskich powiatach Minxian i Zhangxian. Według państwowej agencji Sinhua, ponad 5700 domów zostało zniszczonych, a 70 tys. uszkodzonych. Bez dachu nad głową zostało 27 tys. osób. 
  W miejscowości Lalu (niedaleko Dingxi) ratownicy spod gruzów zawalonego domu wydobyli psa, który przebywał tam 77 godzin, czyli ponad trzy dni. 
Przeżył pijąc wodę deszczową, która spływała w ruiny. Spowodowała jednak również osuwiska i dalsze ofiary w ludziach. Największe wystąpiło w miejscowości Nandu, gdzie zginęło 13 osób. Odnaleziono zwłoki tylko 10 osób.
Chiny dość często nawiedzane są trzęsieniami ziemi. Najpoważniejsze zdarzyło się w 2008 roku w Syczuanie. Wówczas w następstwie wstrząsów o sile 7,9 stopni w skali Richtera zginęło lub zaginęło około 90 tysięcy ludzi.






piątek, 5 lipca 2013

Katastrofa w Texas City

             Katastrofa w Texas City (ang. Texas City Disaster) 16 kwietnia 1947 roku, spowodowana została pożarem, a następnie eksplozją około 2300 ton saletry amonowej w ładowniach francuskiego statku s/s Grandcamp zacumowanego w porcie. Zginęło 581 osób, a wiele tysięcy odniosło rany i obrażenia. Efektem katastrofy było wytoczenie rządowi Stanów Zjednoczonych pierwszego w dziejach USA sądowego pozwu zbiorowego w oparciu o właśnie uchwaloną Federalną Ustawę o Dochodzeniach Deliktowych (FTCA). Sprawa została wytoczona w imieniu 8485 poszkodowanych.
 
             Pływający pod francuską banderą Grandcamp był niedawno przywróconym do służby, długim na 134 m frachtowcem typu Liberty. Przed zawinięciem do Texas City, zatrzymał się w jednym z portów belgijskich, gdzie wziął ładunek orzechów i sznurka oraz pewną ilość amunicji małokalibrowej.






              Inny statek znajdujący się wówczas w porcie, s/s High Flyer, stał przy innym nabrzeżu w odległości około 200 m od Grandcampa. Miał pod pokładem 961 ton saletry amonowej oraz 1800 ton siarki. Saletra amonowa w ładowniach obu statków i w pobliskim magazynie portowym była przeznaczona – jako nawóz – dla europejskich rolników.
W ładowniach Grandcampa prawdopodobnie nastąpił samozapłon saletry.
             Statek eksplodował powodując ogromne zniszczenia i zabijając setki ludzi. Siła eksplozji wywołała lokalne tsunami, którego fala zmyła brzegi, porywając stojących tam gapiów; znajdujące się na brzegu rafinerie ropy stanęły w płomieniach. 
            Krążącym nad portem samolotom siła podmuchu pourywała skrzydła, w odległym o 16 km Galveston przewracała ludzi na ulicach. W Houston, odległym o 60 km, popękały szyby w oknach. Wstrząs dało się odczuć nawet w Luizjanie (400 km). Eksplozja wyrzuciła w powietrze blisko 6350 ton stalowych odłamków, niektóre z nich z naddźwiękową prędkością. Oficjalnie podano, że liczba ofiar wyniosła 581 osób, ale uważa się, że wiele ofiar śmiertelnych spłonęło i zostało spopielonych w wysokiej temperaturze lub zostało rozszarpanych na strzępki, szczególnie jeśli znajdowały się w bezpośrednim pobliżu Grandcampa.
            Poważnie uszkodzony został również s/s High Flyer i stanął w płomieniach. Załoga próbowała ratować statek, ale po godzinie zeszła z pokładu. 
            Przez około pięć godzin z ładowni statku wydobywał się gęsty dym, a w piętnaście godzin po pierwszej eksplozji również High Flyer eksplodował niszcząc stojący obok s/s Wilson B. Keene, zabijając dalsze 2 osoby.
           Katastrofa w Texas City uważana jest powszechnie za najgroźniejszą katastrofę przemysłową w historii Stanów Zjednoczonych.
Ponad 5000 osób odniosło rany, z czego 1784 umieszczono w 21 szpitalach w pobliżu. Całkowitemu zniszczeniu uległo ponad 500 domów, a setki dalszych uszkodzeniu, co spowodowało, że 2000 osób straciło dach nad głową. Port uległ zniszczeniu, a wiele zakładów na jego terenie zostało obróconych w gruzy lub spłonęło. 
            Uszkodzeniom uległo ponad 1100 pojazdów, w tym 362 wagony kolejowe; straty szacowano na setki milionów dolarów. Gdy rozpatrzona została ostatnia skarga (1957 r.), wypłacono 1394 odszkodowania, na łączną kwotę blisko 17 mln USD.

 
           Śruba z s/s High Flyer została zainstalowana w porcie jako pomnik pamięci. Zmieniano miejsce jej usytuowania, ostatecznie „dom” znalazła w 2012 r.