Powered By Blogger

niedziela, 20 października 2013

Technologia XXII wieku w średniowieczu

             Stal damasceńska (staropol. demeszka, w Rosji znana jako bułat) mająca bardzo dobre własności mechaniczne, stosowana była w średniowieczu do produkcji broni białej. Nazwa pochodzi od Damaszku w Syrii, w którego okolicach istniały liczne warsztaty produkujące z tej stali miecze i szable o unikatowej, do dzisiaj, jakości w latach ok. 900 1600.

Powody niemal całkowitego zaniechania produkcji w XVII w. nie są do końca znane. Wiedza o stali damasceńskiej dotarła do Europy w czasie wypraw krzyżowych. Wśród rycerzy europejskich szybko rozpowszechniły się legendy o szablach z tej stali, którymi można było przecinać świece na pół bez ich przewrócenia oraz szczerbić kamienie i miecze europejskie. Większość z nich była przejaskrawiona, jednak stal damasceńska zdecydowanie przewyższała jakością ówczesne odpowiedniki europejskie.
 Proces produkcji stali damasceńskiej był objęty tajemnicą i nigdy nie został opanowany w Europie. Nie zachowały się do czasów współczesnych żadne wiarygodne opisy tego procesu. Dawna hipoteza, że stal ta była otrzymana przez skuwanie ze sobą wielu (300-1000 i więcej) warstw stali węglowej o kolejno narastającej twardości, okazała się fałszywa. Współczesne eksperymenty metalurgiczne, oparte na szczegółowych badaniach mikrostruktury tej stali, doprowadziły do opracowania procesu technologicznego, prowadzącego do uzyskania stopu o bardzo zbliżonych do oryginalnej stali damasceńskiej właściwościach.
Metalurdzy z Indii, prawdopodobnie ok. 300 r. p.n.e. ( inne źródła podają 200 r. n.e.) wypracowali nową technologię produkcji stali wysokowęglowej o bardzo wysokiej czystości, poprzez dodatek do pieca hutniczego specjalnych gatunków szkła. Technologia ta powoli rozpowszechniła się w Azji dochodząc do terenów współczesnego Turkmenistanu i Uzbekistanu ok. 900 r., oraz na Bliski Wschód ok. 1000 r.
Technologia ta była dalej rozwijana na tych terenach przez eksperymenty z kombinacjami lokalnych rud żelaza i różnych gatunków szkła. Z powodów, które nie są dokładnie znane, technologia produkcji stali damasceńskiej została zapomniana na Bliskim Wschodzie ok. 1600 r. Próbowano ją odtwarzać w różnych miejscach, jednak bez pełnego powodzenia m.in. w Rosji, Belgii i Wielkiej Brytanii.  

            Przez jakiś czas sądzono, że stal damasceńska była produkowana w podobny sposób, w jaki czyniono to przy produkcji mieczy w Japonii. Proces ten polegał na skuwaniu na gorąco i zawijaniu wokół ostrza kilkudziesięciu kolejnych warstw stali o narastającej stopniowo twardości, a następnie wkładaniu tak przygotowanej głowni do kwasu solnego i ostatecznym szlifowaniu ostrza. Proces ten prowadzi do otrzymania na powierzchni dość podobnej do stali damasceńskiej faktury, co długo wprowadzało badaczy w błąd. Współczesne badania metalurgiczne udowodniły jednak, że stal damasceńska była wytapiania jednolicie.
           Powstała również koncepcja, że stal damasceńska nie była wytapiana na miejscu, lecz importowano ją z Indii. Wykopaliska na terenie Turkmenistanu dowiodły jednak, że stal ta była wytapiana na miejscu, gdyż znaleziono resztki pieców hutniczych. Być może wytop wykonywany był na miejscu, ale ruda i szkło były importowane z Indii.
              Obecnie tak zwana stal damasceńska jest szeroko wykorzystywana do produkcji noży kuchennych z najwyższej półki. Kupowane przez profesjonalnych kucharzy, wielokrotnie droższe niż zwykłe. Nie jest to oryginalna stal damasceńska, a jedynie materiał, który w wyniku obróbki uzyskuje cechy wizualne do niej zbliżone (w dalszym ciągu ustępujący oryginałowi pod względem wytrzymałości).
Mimo wielokrotnych prób i badań pełnej technologii produkcji stali damasceńskiej nie udał się odtworzyć.




sobota, 19 października 2013

Wesele prawie za friko

             Myśl o ślubie i późniejszym weselu, jeży włos na głowie (koszty!). Jasne, że można jechać do USC Fiatem 126p, tramwajem czy albo po prostu iść pieszo, ale jakośc nie mieści się to w polskiej tradycji „zastaw się, a postaw się!”. Tak więc „młodzi” zgrzytając zębami karmią i poją rzeszę weselników, zamiast kasę przeznaczyć np. miodowe wojaże.
            A że można inaczej udowodniła para z Wielkiej Brytanii, 39-letnia Georgina Porteous i 32-letni Sid Innes. On jest artystą, ona pisze teksty piosenek i śpiewa. 
              Poznali się na targach sztuki w Glasgow w 2009 r. Sid oświadczył się w Berlinie w zeszłym roku, w sierpniu tego roku się pobrali. Nie było by w tym nic dziwnego i niespotykanego, gdyby nie to, że cała impreza ślubno-weselna kosztowała ich niespełna 2 dolce. Poszło to na suknię ślubną (ręcznie szyta w latach 60.), którą Georgina kupiła na portalu Freecycle, gdzie ludzie wystawiają na sprzedaż zbędne rzeczy.
              Mieszkają w Inverness (północna Szkocja), a uroczystość dla 70 gości odbyła się w specjalnie udekorowanej stodole za ich domem. W zasadzie wszystko było jak trzeba – muzykę zapewnił 67-letni ojciec Georginy, Harry, który grał na saksofonie utwory jazzowe.
            Goście zostali wcześniej poproszeni o przyniesienie jedzenia i czegoś do picia, więc stół nie świecił pustakami. Nie brakowało bułeczek własnego wypieku, kiełbas, sałatek i ziemniaków.
            Ceremonię prowadziła mama Georginy, Susanna Bichard, 64-letnia kościelna lektor. A obrączki wykonano z poroża znalezionego koło domu. 
               Zaprzyjaźniony fotograf zrobił fotki za friko, a ciotka Georginy, Alison Wilson, upiekła weselne torty z inicjałami młodej pary. Co ciekawe, większość gości twierdziła, że świetnie się bawili, jak nigdy w życiu!
             Zaoszczędzone pieniądze para młoda postanowiła przeznaczyć na wycieczkę do Berlina, gdzie się zaręczyli.
              I jak tu nie mówić o przysłowiowej oszczędności Szkotów?! Tym razem jednak przykład godny jest naśladowania!
             Tak à propos... Kim są z pochodzenia poznaniacy? Szkoci wyrzuceni za rozrzutność...